Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Zabójstwo Adamowicza Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
142 posty 1395 komentarzy

Rozliczmy specsłużby i wymiar sprawiedliwości

Krystyna Trzcińska - projektant/programista komputerów

Talmudyczne zamachy na życie sławianki Krystyny Trzcińskiej

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Poniżej o tym, jak żydo/masoni przygotowują kolejny talmudyczny pretekst, umożliwiający policji lub innym (osobom udzielającym im pomocy) zamordowanie sławianki - Krystyny Trzcińskiej, w celu ukrycia 20 letnich talmudycznych przestępstw.

Dlaczego żydo/masoneria chce sławiankę Krystynę Trzcińska zamordować lub wsadzić do więzienia?

Od przeszło 20 już lat, czyli od chwili założenia sprawy rozwodowej, żydo/mason adwokat Andrzej Pacocha, jako pełnimocnik chazara Andrzeja Trzcińskiego, dopuszczają się na mnie, nielegalnie, a przy pomocy nielegalnych, żydowskich organów, w okupowanej przez żydów POLSCE (LECHII), wszelkich możliwych przestępstw. 

Przykładowo, jakich to przestępstw dopuszczają się na sławiance Krystynie Trzcińskiej- żydo/masoni w okresie 20 lat?

  1. Pacocha wyłudził od Andrzeja Trzcińskiego około 100 tyś zł na skorumpowanie wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie - Moniki Nowickiej. Nie wiem czy dał jej pieniądze, które pobrał od Andrzeja Trzcińskiego, czy też obiecał jej dom moich zmarłych rodziców, w miejscowości gdzie Monika Nowicka miała rodzinę swojego męża.
  2. Pacocha pozorował założenie sprawy - o ustanie wspólnoty majątkowej, z pominięciem doręczenia mi pozwu i w sytuacji, gdy z Andrzejem Trzcińskim od samego początku małżeństwa nie miałam jakiejkolwiek wspólnoty majątkowej. Pozorowany tzw "wyrok" sfabrykowany, w okresie letnim, kiedy przebywałam w domu letnim i kiedy nic nie wiedziałam o talmudycznej sprawie "toczącej" się przeciwko mnie.
  3. Sprawa rozwodowa od samego początku toczyła się w trybie pozaprocesowym (pod jurysdykcją talmudyczną), bez uprzedniego doręczenia mi pozwu. Na usilne moje żądania doręczenia mi pozwu, kserokopię otrzymalam po kilku latach. Tzw. przewodniczącą w sprawie była Małgorzata Boniecka-Płaczkowska. Dwukrotnie rozpoczynała rozprawę krzycząc w moim kierunku: "podaj dowód". Kiedy podałam, to krzyczała, że nie otworzyłam na którejś tam stronie, o czym uprzednio mnie nie poinformowała. Krzyczała jak wariatka, absolutnie bez powodu. Andrzeja Trzcińskiego, ani razu nie poprosiła o dowód. Widziałam tylko kątem oka, jak się cieszył z Pacochą, kiedy na mnie krzyczała! Teraz po czasie już zrozumiałam, dlaczego Boniecka-Płaczkowska chciała mój dowód osobisty i dlaczego potem dyktowała protokolantce mój numer dowodu. Przygotowywała przestępstwo ukarania mnie grzywną. Potrzebowała mój numer dowodu osobistego, celem przekazania komornikowi. Po rozprawie Pacocha sfabrykował w treści tzw. protokół z przebiegiem rozprawy z dnia 03.02.1998 r, na której rzekomo zostałam ukarana grzywną w kwocie 500 zł. Pacocha był na "ty" z Boniecką-Płaczkowską, która nawet dawała mu swój notes, żeby wybrał wolną datę na wyznaczenie kolejnej rozprawy. 
  4. Sąd Okręgowy w Warszawie III Wydział Cywilny winny jest dopuszczenia się na mnie zbrodni sądowej, wskutek czego od 20 lat jestem pozbawiona wszelkich środków do życia. Sąd napuścił na mnie komornika, w celu wyegzekwowania grzywny, która nie została mi nałożona. Komornik sam mi powiedział, że nie dali mu żadnego orzeczenia, ale kazali wyegzekwować i ciągle się dopytują, czy już wyegzekwował? Powiedział, że wyraźnie się niecierpliwią. Mówił w liczbie mnogiej, z czego wynika, że nie tylko Pacocha żądał od komornika arbitralnego wyegzekwowaania ode mnie, nie nałozonej mi grzywny. Komornik mi się "zwierzał", mówiąc: "Jak nie ściągnie ze mnie grzywny, to jeszcze mogą mu coś zrobić. A jak ściągnie nie mając nic (tytułu wykonawczego i tytułu egzekucyjnego), to nikt mu nic nie zrobi, bo go wybronią".
  5. Komornik po wyegzekwowanie nie nałożonej mi grzywny zgłosił się od razu (z pominieciem poinformowania mnie) do Ministerstwa Gospodarki Centrum Informacji Gospodarczej, gdzie wtedy pracowałam. Zmniejszono mi natychmiast zarobki do kwoty 630 zł (minimalna stawka, z której komornik nie mógł wszcząć egzekucji. Z tego powodu w tym okresie pozbawiono mnie też wszelkich premii i nagród, a ponadto nie przedłużono ze mna umowy o pracę. 
  6. W czasie, kiedy nie pracowałam już w Ministerstwie Gospodarki, moi oprawcy chcieli wybrnąć z sytuacji, na okoliczność braku pobrania grzywny i w tym celu wymusili na Ministerstwie Gospodarki zawnioskowanie wszczęcia wobec mnie czynności operacyjno-rozpoznawczych w tym zawiezienia do Instytutu Psychoneurologicznego w Warszawie, w celu uzyskania od psychiatry opinni, czy może jestem chora psychicznie, to wtedy od osoby chorej psychicznie nie można wyegzekwowac grzywny, jak potem się okazało rzekomo nałożonej za "obrazę sądu i adwokata Pacochę".
  7. W celu zawiezienia mnie do Instytutu Psychoneurologicznego w Warszawie, moi oprawcy posłużyli się policjantami i Andrzejem Trzcińskim. Andrzej Trzciński miał mnie bić tak, abym sama wezwała policję, a wtedy policja zawiezie mnie do Instytutu Psychoneurologicznego w Warszawie.
  8. Z policjantem tzw "grubasem", być może prywatnie, Andrzej Trzciński i Andrzej Pacocha załatwili uduszenie mnie. Andrzej Trzciński wiedział, że jestem przewlekle chora na astmę uczuleniową, która ma u mnie ostry przebieg, zapewne powiedział o tym Pacosze, a ten zapewne ustalił z grubasem, żeby lepiej mnie udusić. Wtedy powiedzą, że się rzucałam na policjantów, chora na astmę, to się udusiła. Sama sobie winna.
  9. Kiedy Andrzej Trzciński mnie pobił w chwili, kiedy przyniosłam synowi i trzymałam w rękach talerz z kolacją, to postanowiłam zadzwonić na Policję. Policja, tylko na to czekała. Nie wiadomo było tylko, kiedy to nastąpi.  Faktycznie, Andrzej Trzcinski od dnia mego przyjazdu z wakacji, codziennie się rzucał na mnie do bicia, oczywiście bez jakiegokolwiek powodu. W końcu 19.10.1998 r. zadzwoniłam na policję, do Komisariatu na Ursynowie.
  10. Przyszło trzech policjantów. Policjant tzw. "grubas" jeszcze przy windzie powiedział policjantom: "zaraz zobaczycie co się będzie działo". Andrzej Trzciński otworzył z uśmiechem drzwi z porozumiewawczym spojrzeniem. Poszeptali coś na ucho. Po czym tzw. "grubas" wydał polecenie: "na glebę ją" . Po czym znalazłam sie na podłodze. Policjanci zakuli mnie w kajdanki (ręce skrzyżowane do tyłu) i w trójkę położyli się na mnie. I tak bez słowa, leżeli na mnie stosunkowo długo. Pomyśałam sobie: "przeciesz oni mnie wyraźnie - duszą". Po jakimś dłuższym czasie jeden z policjantów zajrzał na podłogę, gdzie miałam przyciśniętą twarz. Zobaczył że żyję. Powiedział do policjanta: "zobacz i wskazał na mnie, w znaczeniu że żyję"! I nagle wszyscy zeszli ze mnie. Jeden z nich zdezorientowany powiedział: "do psychiatryka". Kolejny z policjantów wyprowadził mnie w kajdankach na korytarz, a dwaj pozostali policjanci stosunkowo długo umawiali się z Andrzejem Trzcińskim.
  11. W windzie jeden z policjantów wciskał mi twarz w ścianę windy i wyzywał mnie, kiedy usiłowałam odwrócić głowę, aby móc oddychać. Drugi z policjantów powiedział, że lepiej jak oni mi to robią, bo "grubas", to był na szkoleniu, w znaczeniu zrozumiałam że z zabijania (zapewne chodziło o szkolenie dla terrorystów). I dalej wesoło mówił, że: "to jest tak, że nikt nam nic nie może zrobić. O widzi pani, nawet naszywek policyjnych (numeru identyfikatora) nie mamy do tej akcji. Z czego wynika, że duszenie mnie, to była tajna akcja, z wykorzystaniem Andrzeja Trzcińskiego, jako osoby udzielającej pomocy na podstawie: Dz.Urz.MSW.96.9.59 ZARZĄDZENIE 0063/96 MINISTRA SPRAW WEWNĘTRZNYCH z dnia 30 lipca 1996 r. „w sprawie szczegółowych zasad i trybu wydawania, posługiwania się i przechowywania dokumentów, które uniemożliwiają ustalenie danych identyfikujących funkcjonariuszy Policji, Urzędu Ochrony Państwa i Straży Granicznej oraz środków, którymi posługują się przy wykonywaniu zadań służbowych” (Dz. Urz. MSW z dnia 16 września 1996 r.) Dz.Urz.MSW.96.9.59
  12. Kiedy policjanci wieźli mnie do tzw. psychiatryka, spytałam: "czy panowie przyjechali na mój telefon o interwencję? Policjanci spojrzeli po sobie i powiedzieli do siebie: "ona nic nie wie". A potem jeden z nich odpowiedział mi: "tak, ale to inna sprawa". Potem policjanci porozumiewali się ze sobą, w znaczeniu, co mają ze mną teraz zrobić: "jak ona tam też tak o coś spyta"? Policjanci nie byli przygotowani na taka ewentualność, że przeżyję duszenie. W końcu jeden z nich zadecydował, że zawiozą mnie do Komisariatu, żeby mnie przygotować na psychiatryk. A tam się porozumieją, co ze mną zrobić. Zadecydowano, żeby dać mi tabletkę - narkotyk. Słyszałam jak rozmawiali, że dobrze działa. I opowiadali tam jakiś przypadek, chyba chłopaka, któremu taką tabletkę dali. 
  13. Kiedy byłam w komisariacie, w jakimś pokoju, policjanci przystąpili do duszenia mnie. Chcieli koniecznie mnie udusić. Wyzywali mnie kiedy udało mi się odwrócić nieco głowę ale na tyle, aby móc oddychać. Dwaj policjanci wreszcie razem wciskali mi twarz w ścianę. Ktoś tam policjantów uspokajał, mówiąc żeby mnie zostawili, to kobieta. Policjant tzw. "grubas", był ieobecny, poszedł dzwonić, kontaktować się ze znanymi mu zleceniodawcami. Rzekomo przypadkowo było w Komisariacie Pogotowie Ratunkowe, widziałam jak policjanci znecali się nad jakims chłopakiem, nie wiem czy jeszcze żył, kiedy go ciągnęli. Lekarka pogotowia przyszła do pokoju, kazała zdjąć mi kajdanki. Lekarce przekazano informację, że policjanci powiedzieli jej, ze podali jej tabletkę mi do podania. Jak połkne ta tabletke, to bedę mogła iść do domu. Powiedziałam że nie wezmę tabletki, bo nic mi nie jest. Żadnych tabletek nie używam. Lekarka poszła, aby policjantom przekazac ta wiadomość. Po chwili przyszła i powiedziała, że w takiej sytuacji kazali jej mnie zawieźć do IPN. Oni też pojadą. 
  14. W Instytucie Psychoneurologicznym, doktor majaca dyzur w izbie przyjęć IPN widząc policjantów, mnie i lekarke pogotowia ratunkowego spytała o co chodzi? Policjanci powiedzieli że ja ich pobiłam i dlatego mnie przywieźli, żeby mnie zbadali. Doktor odpowiedziała, że ja ją nie interesuję. Spytała mnie, o co im chodzi. Ja powiedziałam zgodnie z prawda, że nie wiem, dlaczego mnie przywieźli. Powiedziałam kilka zdań ze zdarzenia. Doktor w końcu powiedziała, że napisze zgłoszenie. Bo jeśli jest tak jak mówię, to należy mi się odszkodowanie. Doktor powiedziała, że jak nie wyda tego zgłoszenia się na izbę przyjęć, to oni (policjanci) się wyprą ze wszystkiego. Powiedzą że takiego zdarzenia nie było. I faktycznie tak było. Kiedy założyłam sprawę w Sądzie Okręgowym w Warszawwie - o odszkodowanie VIII Ko 216/00, Komisariat Na Ursynowie wyparł się, że było takie zdaerzenie. Ale miałam dowód zgłoszenia z IPN, w którym było napisane, że żadnej pomocy mi nie udzielono, nic nie stwierdzono, leków mi nie przyznano. Doktor IPN sprawdziła mi tylko ciśnienie krwi. Ciśnienie normalne. Powiedziałam doktor z IPN, że Policjanci chcieli mi dać tabletkę. Doktor IPN powiedziała, że tylko dlatego się uratowałam, że nie przyjęłam tej tabletki. Powiedziała, że policjanci nie mogą dawać swoich tabletek. Po czym doktor IPN powiedziała, że mam wyjść z pokolu przyjęć, bo nie wolno tutaj przebywać. Na korytarzu też nie mogę przebywać, na co powiedziałam, że nie mam wierzchniego ubrania, to nie mogę pójść do domu. Lekarka powiedziała, że to ją nic nie obchodzi, muszę sama tą sprawę załatwić. Powiedziałam, żeby dyżurny zadzwonił po policję i żeby policja odwiozła mnie z powwrotem do domu. Kiedy policjanci usłyszeli, że mają przyjechać i zawieźć mnie do domu, powiedzieli, że przed chwilą tylko zdążyli wejść, po zawiezieniu mnie do IPN. Policjanci prosili, żeby mnie tam w IPN zatrzymali chociaż trochę, bo co oni teraz powiedzą? Potem Andrzej Trzciński opowiadał, że Pacocha narzekał, że nie zdążyli się przygotować. Gdyby mnie tam trochę jeszcze zatrzymali, to coś by wymyślili. Andrzej Trzciński opowiadał potem, że Pacocha narzekał: "tak to jest, jak policjanci nie robią dokładnie tego, co im się karze! Teraz to nawet nie wiadomo, co z nią (w znaczeniu - ze mną) zrobić".
  15. Była wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie - Monika Nowicka, uniemożliwiała mi skuteczne założenie sprawy - o odszkodowanie za niesłuszne zatrzymanie, usiłowanie zamordowania, w ten sposób że pożyczała akta sprawy i potem ich nie chciała zwrócić, pomimo składanych służbowo do niej monitów. Więc pisałam następnykolejny wniosek i tak aż chyba trzy razy. Będąc w sekretariacie sekcji odszkodowawczej, słyszałam jak Monika Nowicka, będąc gościnnie w pokoju przewodniczącego sekcji mówiła, że ta sprawa (moja) nigdy nie powinna być założona. To Monika Nowicka również jest winna uniemożliwiania, aby ta sprawa mogła toczyć się prawidłowo, czyli w trybie procesowym. Dlatego tylko pozorowano toczenie się tej sprawy, w trybie pozaprocesowym, czyli pod jurysdykcją talmudyczną, a więc na podstawie talmudu. W pozorowanej sprawie nie sporządzono ani jednego dokumentu procesowego mającego moc dowodową. Pominięto w ogóle przesłuchanie policjantów i moich żydowskich oprawców. Policjanci mieli powiedzieć sekretarce sekcji odszkodowawczej, że jak tej sprawy jakoś nie "zwekslują", to: "powiedzą prawdę, jak było". Sekretarka powiedziała mi, że nie mogą prowadzić mojej sprawy, bo policjanci wezwani na przesłuchanie, przyszli tutaj do Niej i tak powiedzieli, jak to już wyżej zacytowałam. Powstaje pytanie: czego się bała żydo/masoneria zachwaszczająca tzw. organy państwa, że nie dopuściła do ukarania winnych: pomówienia mnie o ukaranie grzywną i ukradzenia z mego uposażenia w Głównym Urzędzie Ceł kwoty 500 zł, jako grzywny + wszelkich kosztów egzekucji, w sytuacji, gdy grzywna nie była na mnie nałożona, ponadto w okresie 20 lat, uniemożliwiano dopuszczenia mnie do służby, jako funkcjonariusza celnego mianowanego, pomimo że moje zatrudnienie nie zostało przerwane i dlatego trwa do nadal, ponadto arbitralnie, bezprawnie, nie wyplacano mi w tym okresie uposażenia i innych świadczeń pieniężnych i niepieniężnych?
  16. Domyślam się, że moi oprawcy (żydo/masoneria) wyłudziła od Ministerstwa Gospodarki wniosek - o wszczęcie wobec mnie czynności operacyjno-rozpoznawczych (w powołaniu na grzywnę, która faktycznie nie została na mnie nałożona), których to wszczęcia czynności wobec mnie, wcześniej odmówił moim oprawcom (żydo/masonerii) - Marek Papała, jako Komendant Główny Policji.
    Moim zdaniem, czynności operacyjno-rozpoznawcze wobec mnie wszczął następca Marka Papały, czyli gen. insp. Jan Michna. Skąd takie przypuszczenia? Andrzej Trzciński pod koniec w 1997 r. przechwalał się, że już mnie nie ma, już mnie zniszczą. Podczas gdy faktycznie pod koniec r. w sprawie rozwodowej Pacocha tylko naznaczał terminy rozpraw (chyba dwa) i następnie je przekładał. Spytałam Andrzeja Trzcińskiego: „dlaczego Pacocha tak przekłada terminy rozpraw? Miał być taki szybki rozwód, i co?”. Andrzej Trzciński wtedy odpowiedział, że:” coś nie wyszło, ale zaraz zmienią kogoś, od kogo coś zależało i potoczy się tak, jak trzeba”.Analizując terminy rozpraw odwołanych w końcu 1997 r, fakt, że moja sprawa rozwodowa „wszczęta” została w trybie pozaprocesowym, konieczność zmiany osoby, od której coś zależało, aby mnie zniszczyć, naznaczenie rozprawy na 03.02.1998 r, czyli już po zmianie Komendanta Głównego Policji Marka Papały na Jana Michnę z dniem 29 stycznia 1998 r, ponadto z uwagi na fakt, że Małgorzata Boniecka-Płaczkowska faktycznie nie była sędzią (brak ważnego aktu powołania na sędziego, osobiście sprawdzałam w elektronicznym archiwum prezydenta), a tylko została przekazana do sądu na podstawie zestawienia zbiorczego (czy w celu fabrykowania orzeczeń pod potrzeby czynności operacyjno-rozpoznawczych, prowadzonych na podstawie talmudu?). Ile krzywd nawyrządzała ludziom Boniecka-Płaczkowska i cały zespolik z tej listy zbiorczej (jeszcze dwie osoby)? Ja osobiście widziałam akta sprawy, gdzie Boniecka była sędzią przewodniczącą i pisała pisma bezpośrednio do Komendanta Głównego Policji np. o wszczęcie czynności, w celu sprawdzenia u konkubiny, czy mężczyzna ma broń. Broni nie znaleziono, ale mężczyznę (dyrektora w jakiejś firmie zagranicznej) skierowała na badania psychiatryczne i to chyba dwa razy. Akta widziałam, bo adwokat z urzędu stała obok mnie, przeglądała akta, i tylko było słychać jej słowa przerażenia (o boże). Długo by opisywać. Pacocha natomiast w sądzie apelacyjnym składając masoński ukłon po rozprawie, prosił sędziów żeby: „nie śpieszyli się z pisaniem wyroku, co zapewne miało znaczyć, że on sam napisze treść wyroku i dostarczy z przeznaczeniem do akt sprawy, bo ma jeszcze dwie takie same sprawy, jak ta moja, czyli zapewne chodziło – o pomówienie strony podsądnej o ukaranie grzywną. Potem, Andrzej Trzciński mówił, że Pacocha skarżył się na sędziego w Sądzie Apelacyjnym, że: „wziął usiadł i sam napisał wyrok i co mu teraz zrobisz?”. W ten sposób, Andrzej Trzciński „przegrał” sprawę rozwodową w Sądzie Apelacyjnym i sprawa rozwodowa wróciła do I instancji. Co nigdy nie mogło się zdarzyć, gdyż Pacocha zwykł fabrykować wszystkie protokoły rozpraw, w każdej sprawie i na ich podstawie następnie pisał w treści orzeczenia i przekazywał dla sądu do przepisania i włączenia do akt sprawy. To tylko jeden z przykładów takiej żydo/masońskiej farsy w żydowskim sądzie, w okupowanej przez żydów Polsce.
  17. Po zdarzeniu z dnia 19.10.1998 r. (kiedy to policja mordowała mnie i zawiozła do IPN), z dniem 01.12.1998 r. zatrudniłam się w Głównym Urzędzie Ceł . Tuż po zatrudnieniu się w GUC otrzymałam telefon że komornik zamierza wszcząć egzekucję z mego uposażenia w GUC, w powołaniu na grzywnę. Powiedziałam, że to kłamstwo, nie było takiego zdarzenia i dlatego grzywny nigdy nie zamierzam zapłacić. Pracownica GUC, poradziła mi żebym poszła do komornika i z nim porozmawiała. Poszłam do komornika, a komornik nie chciał słuchać, ani przyjmować ode mnie pisma, bo: „i tak nawet nie czytam pism, które składacie”. Powiedział, żebym szła do kasy i wpłaciła pieniądze. Na co ja, zarządałam pokazania mi tytułu egzekucyjnego i tytułu wykonawczego. Komornik powiedział mi że: „nic nie dali”, pomimo że upominał się. Chcieli, aby komornik wyegzekwował tzw. grzywnę arbitralnie (bez należnych ku temu dokumentów). W końcu komornik powiedział że, tak na niego naciskają i ciągle pytają, czy już wyegzekwował grzywnę, że bardziej mu się opłaci wyegzekwowac ode mnie grzywnę bez tytułu wykonawczego i tytułu egzekucyjnego, bo wtedy nic mu nie zrobią, a jakby co, to obronią. A gdyby odmówił egzekucji z powodu braku należnych tutułów egzekucyjnego i wykonawczego, to jeszcze mogą się do niego przyczepić i coś mu zrobić. 
  18. Moją przełożoną w Głównym Urzędzie Ceł w Departamencie Informatyki Wydział Oprogramowanie, była Jolanta Werner-Mirecka. Pewnego dnia zwołała wszystkich pracowników i na tym spotkaniu powiedziała: „jedna z obecnych tutaj osób może zostać zamordowana, to uważajcie”. Oczywiście chodziło o mnie, ponieważ słyszałam potem rozmowy, w których nawet podawano sposób, w jaki mogą mnie specsłużby zamordować.
  19. W związku z pomówieniem mnie również w Głównym Urzędzie Ceł - o ukaranie grzywną, otrzymałam najniższe uposażenie. Pozbawiano mnie nagród i premii
    Nawet rzekomo Jan Michna, jako Komendant Główny Policji osobiście dzwonił do sekretariatu i kazał pozbawić mnie nagrody przyznawanej funkcjonariuszom celnym z okazji Dnia Celnika.
  20. Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście, winna jest: 1) dwukrotnego (dwukrotnie składałam do tej prokuratury doniesienie o przestępstwie) ukrywania (odmowa wszczęcia dochodzenia) przestępstwa, sfabrykowania w Sądzie Okręgowym w Warszawie pisma (nie-protokołu), pomawiającego w swojej treści – o ukaranie mnie grzywną, jakiego to zdarzenia nie było i nawet brak dowodu z protokołu na tą okoliczność, 2) ukradzenia mi przy pomocy komornika kwoty nie nałożonej mi grzywny, wraz z kosztami komornika i innymi w tym odsetkami.
  21. Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście, winna jest: ukrywania przestępstwa (odmowa wszczęcia postępowania), pozorowanego „zwolnienia mnie ze służby”, arbitralnie, w trybie pozaprocesowym, czyli pod jurysdykcją talmudyczną, a więc według nakazów/zakazów talmudu.
  22. Główny Urząd Ceł na polecenie specsłużb pozorował zwolnienie mnie ze służby w trybie pozaprocesowym, z uwagi na wyegzekwowaną z mego uposażenia - grzywnę, która nie została na mnie nałożona. Jako dowód, brak jest na tą okoliczność dowodów z dokumentów procesowych.Co skutkowało tym, że od 20 lat, nie mam jakichkolwiek środków do życia.
  23. Żydo/mason Andrzej Pacocha, kiedy zgłaszałam w sądzie fabrykowanie protokołów rozpraw, orzeczeń, pomawianie mnie o ukaranie grzywną, to zastraszał mnie: „jak się nie uspokoisz, to jeszcze cię potem wsadzę”
     

Jakie mam dowody potwierdzające przestępstwo sądowe (oszustwo), demaskujące pomówienie mnie o ukaranie grzywną na rozprawie, będące jednocześnie dowodem na okoliczność że takiego zdarzenia, jak ukarania mnie grzywną na rozprawie z dnia 03.02.1998 r, w ogóle nie było? 

  1. protokół nie został podpisany przez wszystkich uczestników rozprawy, brak podpisów dwu protokolantek, mego, Andrzeja Trzcińskiego i Andrzeja Pacochy, to protokół nie może stanowić dowodu na okoliczność rzekomego wydania na tej rozprawie postanowienia o ukaraniu mnie grzywną,

  2. brak w protokole wzmianki, dotyczącej braku wymaganych podpisów,

  3. brak wzmianki o odczytaniu uczestnikom postępowania treści protokołu,

  4. protokół nie spełnia formalnych wymogów dokumentu procesowego,gdyż:

  • nie został opatrzony pieczęcią nagłówkową sądu właściwego do załatwienia sprawy,

  • brak w treści stałej protokołu, wskazania nazwy wydziału sądu, właściwego do sporządzenia protokołu, co powoduje ten skutek, że nie jest również możliwe uznanie, czy sędzia rzekomo podpsana pod protokołem, jest sędzią właściwym miejscowo,

  • brak pieczęci urzędowej (okrągłej) sądu właściwego, do rozpoznania sprawy

  • brak pieczęci nagłówkowej i pieczęci urzędowej okrągłej kończącej treść protokołu (zamykającej dokument), powoduje że pismo zatytułowane protokół nie jest w ogóle dokumentem procesowym, nie jest aktem prawnym, nie może się zmaterializować, nie podlega wykonaniu ani zaskarżeniu, na jego podstawie nikt nie może wywodzić sobie jakichkolwiek skutków prawnych.

Powstaje pytanie: dlaczego Prokuratura Rejonowa Warszawie Śródmieście(właściwa miejscowo dla miejsca zamieszkania żydo/masona, adwokata Andrzeja Pacochy), który sam się wygadał na rozprawie w sprawie rozwodowej, że podmieniał w treści protokoły rozpraw (pisał w notesie i przekazywał do przepisania i włączenia do akt sprawy, w której był adwokatem lub w ramach czynności operacyjno rozpoznawczych),  aż dwa razy odmówiła mi Sławiance, wszczęcia postępowania karnego, wobec winnych pomówienia mnie o ukaranie grzywną i prowadzenia nielegalnego procederu, polegajacego na wprowadzaniu do akt sprawy protokołów w treści zaproponowanych przez żydo/masona adwokata Andrzeja Pacoche, które to postępowanie karne powinno być bezwzglednie wszczęte z urzędu? 

Dlaczego Prokuratura w trybie pozaprocesowym, czyli pod jurysdykcją talmudyczną (czyli działa według nakazów/zakazów talmudu), chce uczynić sławiankę, Krystynę Trzcińską, podejrzaną i jednocześnie poszukiwaną?

Odpowiedź jest krótka - ponieważ żydo/masoneria chce mnie zamordować, jak to już wcześniej było zaplanowane i realizowane np. dnia 19.10.1998 r, kiedy to potrzeba było stworzenia sposobności dla zadziałań policji, w celu realizowania planu - zamordowania mnie. Co opisałam wyżej.

Kilka dni temu, Andrzej Trzciński wygadał się że: "Pacocha powiedział, że już załatwił, że nie dostanę zaległego uposażenia od 01.07.2001 r. do chwili obecnej". Powstaje pytanie: czy żydo/mason Pacocha wyłudził kolejne wszczęcie wobec mnie czynności operacyjno-rozpoznawczych, aby móc w dalszym ciagu bezkarnie ingerować w moje życie, rozgłoszać że jestem podejrzaną i poszukiwaną przez (żydo/masońskie) organy ścigania? Kilka dni temu Andrzej Trzciński kolejny raz "wygadał się", mówiąc że w najbliższym czasie: "ty nie będziesz żyła". Dla mnie, jest to wystarczający dowód na okoliczność, że żydo/masoneria zaplanowała zamordowanie mnie umożliwiając do mnie dostęp specsłuzbom, jako do osoby rzekomo podejrzanej, poszukiwanej. Umożliwienie specsłużbom dostępu do mnie, jest niezbędne, w celu stworzenia możliwości - zamordowania mnie.

Sprawdzmy, czy Prokuratura posiada dowody z dokumentów urzędowych na okoliczność, że sławianka Krystyna Trzcińska, jest osobą podejrzaną i poszukiwaną, w okupowanej przez żydków POLSCE (Lechii)?

Dnia 27.12.2018 r. odebrałam na poczcie pismo "Prokuratury RejonowejWarszawa Śródmieście w Warszawie ul. Krucza 38/42", w sytuacji gdy oficjalnie, organu o tej nazwie nie ma wykazanego w internecie. Istnieje natomiast organ o nazwie:"Prokuratura RejonowaWarszawa-Śródmieście w Warszawie ul. Krucza 38/42. Są to dwie różne nazwy i nie mogą być uznane za tożsame. Prokuratura doskonale o tym wie (podstawowa wiedza).
 
Czy podawanie w korespondencji przez Prokuraturę, nieistniejącej oficjalnie, prawnie, nazwy prokuratury, jestjest nielegalne i nadużyciem prawa?
 
Moim zdaniem może tak być, że nieoficjalnie, w ramach każdej(?) prokuratury, działają dwie prokuratury. Jedna legalna, jak w tym przypadku o nazwie Prokuratura RejonowaWarszawa-Śródmieście w Warszawie i druga nielegalna o nazwie: Prokuratura RejonowejWarszawa Śródmieście w Warszawie. Ta nielegalna, działająca pod jurysdykcją talmudyczną (wykonująca nakazy/zakazy talmudu), wobec Sławian, w okupowanej przez żydków Polsce.
 
Kiedyś nawet spytałam w Prokuraturze na Woli, gdzie składałam doniesienie o przestępstwie sądowym, dlaczego u nich na budynku prokuratury jest inna nazwa, a na pismach z prokuratury, widnieje inna nazwa organu? Zmieszana dziewczyna zatrudniona w sekretariacie prokuratury, odpowiedziała że pod tą inną nazwą, są prowadzone postępowania tak tylko, a ważne to prowadzone są pod nazwą oficjalną. Co by się zgadzało z tym, co ja zauważyłam. Co znaczy, że jurysdykcja talmudyczna została zaimplementowaana do oficjalnej miejscowo prokuratury – nielegalnie i w sposób nieoficjalny! Brak przepisów prawa na tą okoliczność i brak zgody ludności tubylczej - Rasy Białej.
 
Dlatego też, z powodu nielegalności działania Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście w Warszawie ul. Krucza 38/42, nie uznaję pieczęci nagłówkowej tej nielegalnej prokuratury, której to odcisk jest zarówno na kopercie jak i na kartce papieru zatytułowanej „Postanowwienie ...” , odciśniętej tutaj w niewłaściwym miejscu (na tzw. aversie). Odcisk pieczzęci nagłówkowej nielegalnego i niewłaściwego organu, dodatkowo w niewłaściwym miejscu, stanowi o braku własciwej pieczeci nagłówkowej, we własciwym miejscu odciśniętej. Dlatego kartka papieru zatytułowana "Postanowienie o zawieszeniu postępowania" jest nieaktem, nie podlega wykonaniu, nie ma mocy władczej, nie jest dowodem i nigdy nie moze sie uprawomocnic!
 
Na kopercie jest podana sygn. akt PR 1Ds 426.2018 , rzekomozawartego w kopercie pisma, a w kopercie nie było pisma oznaczonego taką sygnaturą! Co znaczy, że należy uznać doręczenie pocztowe z dnia 27.12.2018 r. za – bezskuteczne, z powodu, że organ wysyłający do mnie pismo, oficjalnie nie istnieje, jak też i pisma o sygn. akt PR I Ds 426.2018 w kopercie nie było, co udowadniają załączniki w formie zdjęć jednej kartki papieru dwustronnie zadrukowanej (avers i revers). Pismo znajdujące się w kopercie oznaczone są sygn. akt: KRP-PZ-2145/18 iPR 1Ds.426.2018.DK
 
    zał. 1

 

W kopercie znajdowała się jedna kartka papieru dwustronnie zapisana, pozorująca dokument. Na aversie rzekomo „Postanowienia o zawieszeniu dochodzenia” Komendy Rejonowej Policji Warszawa I (nazwa tzw. organu „wydającego” postanowienie), jest uwidoczniona tylko w treści tzw. uzasadnienia. Na piśmie tym. w niewłaściwym miejscu, odciśnięta jest pieczątka innego organu, niż „wydający postanowienie sygn. akt KRP-PZ-2145/18, gdyż nie istniejącej oficjalnie Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście w Warszawie ul. Krucza 38/42. Co znaczy że pismo sygn. akt KRP-PZ-2145/18 nie posiada odcisku pieczęci wskazującej nazwę i adres pocztowy organu właściwego do załatwienia sprawy. To znaczy, że pismo z aversu kartki papieru, zatytułowane „Postanowienie o zawieszeniu postępowania'” jest nieaktem, czyli że nie ma charakteru wiążącego. Nie podlega wykonaniu ani zaskarżeniu. Bezskuteczne doręczenie tego pisma nie rozpoczyna terminu jego zaskarżenia, a tym samym pismo to, nigdy nie może się uprawomocnić!
 
Wyrok powinien być opatrzony pieczęcią nagłówkową oznaczającą organ, który go wydał. W dokumencie zawierającym wyrok nie oznaczono organu, który go wydał, poprzez pieczęć nagłówkową. Z dokumentu wynika, że nie posiada wymaganych elementów. Brak choćby jednego z tych elementów, powoduje że wyrok nie ma charakteru wiążącego, z powodu że nie może się zmaterializować bez uprzedniego usunięcia tych braków”.
 
Na piśmie sygn. akt KRP-PZ-2145/18 brak jest również służbowego podpisu. W żadnym razie nie można uznać bazgrołu, który nie przypomina nawet żadnej litery alfabetu, za własnoręczny służbowy podpis funkcjonariusza. Taki bazgroł, nie może nawet być uznany za parafkę. Postanowienie bez prawidłowego służbowego podpisu nie istnieje. Przepisy dotyczące służbowego podpisu są lex-generalis, a więc nie można ich traktować rozszerzająco, czyli jako lex-specialis, np. pod potrzeby czynności operacyjno rozpoznawczych, prowadzonych na podstawie: Dz.Urz.MSW.96.9.59 ZARZĄDZENIE 0063/96 MINISTRA SPRAW WEWNĘTRZNYCH z dnia 30 lipca 1996 r. „w sprawie szczegółowych zasad i trybu wydawania, posługiwania się i przechowywania dokumentów, które uniemożliwiają ustalenie danych identyfikujących funkcjonariuszy Policji, Urzędu Ochrony Państwa i Straży Granicznej oraz środków, którymi posługują się przy wykonywaniu zadań służbowych” (Dz. Urz. MSW z dnia 16 września 1996 r.).
 
Odmienna interpretacja prowadziłaby do naruszenia podstawowych praw uczestników postępowania prowadzonego w dowolnym trybie.
 
I CKN 1436/00 postano SN 2003.02.26 lex nr 583 712 „W przypadku dokumentu urzędowego podpis stanowi dopełnienie wymogu oznaczenia organu wystawiającego, stanowi niejako ucieleśnienie organu, w związku z czym jest elementem niezbędnym z punktu widzenia oceny, czy dokument taki istnieje!”
 
Ponadto, każde orzeczenie stanowi samodzielny dokument, który musi przybrać postać dokumentu urzędowego, aby móc uzyskać moc dowodową. Pismo zatytułowane „postanowwienie o zawieszeniu dochodzenia”, nie przybrało postaci samodzielnego dokumentu, gdyż na odwrotnej stronie pisma nielegalnie wydrukowane zostało tzw orzeczenia innego organu, co skutkuje kolejną wadą formalną pismasygn. akt KRP-PZ-2145/18, że pismo nie uzyskało formalnej mocy dowodowej dokumentu urzędowego, a tym samym żaden prokurator, zadnej prokuratury nie był władny zatwierdzić nieistniejącego „postanowienia”sygn. akt KRP-PZ-2145/18.
 
Kartkę papieru, przekazaną mi pocztą dnia 27.12.2018 r, mogę uznać, tylko za żydo/masońską chucpę, w okupowanej przez żydków Polsce.

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 12 grudnia 1997 r. III RN 94/97 Przyjęcie przez sąd, że zawiadomienie o terminie rozprawy zostało dokonane,mimo że nie zostały spełnione wymogi formalnoprawne wyraźnie określone w art. 44 k.p.a., powoduje naruszenie powołanego przepisu, który dopuszcza możliwość przyjęcia fikcji prawnej doręczenia pisma wyłącznie jako wyjątku od zasady i już z tej przyczyny nie może być interpretowany rozszerzająco. Odmienna interpretacja prowadziłaby do naruszenia podstawowych praw uczestników postępowania”. LEX nr 688646688646 

Dokument procesowy mający stanowić oświadczenie woli, jakim jest protokół, orzeczenie (orzeczenie, wyrok, postanowienie), zarządzenie, wezwanie, powinien być opatrzony pieczęcią nagłówkową oznaczającą organ, który go wydał. Dlaczego, wyjaśnia cytat poniżej:

„Wyrok powinien być opatrzony pieczęcią nagłówkową oznaczającą organ, który go wydał. W dokumencie zawierającym wyrok nie oznaczono organu, który go wydał, poprzez pieczęć nagłówkową. Z dokumentu wynika, że nie posiada wymaganych elementów. Brak choćby jednego z tych elementów, powoduje że wyrok nie ma charakteru wiążącego, z powodu że nie może się zzmaterializować bez uprzedniego usunięcia tych braków.”

zał. 2  

Zał. 2 stanowi przykład, że pismo prokuratury (lewy dokument - dotyczy Dariusz Kosiur), powinno być opatrzone pieczęcią nagłówkową, wskazującą nazwę Prokuratury i jej adres pocztowy, której to pieczęci pozbawione jest pismo Prokuratury zaprezentowane z prawej syrony. Pismo z prawej strony, to żydowska mistyfikacja na okoliczność pomówienia Krystyny Trzcińskiej, że jest osobą podejrzaną i poszukiwaną (na podstawie nakazów/zakazów talmudu?)  

Pismo Prokuratury z prawej strony (zał. 2) i (zał. 4), które odebrałam na poczcie dnia 27.12.2018 r. jest pozbawione pieczęci nagłówkowej, to jest nieaktem. Pismo to ma jeszcze szereg innych wad formalnych, pozbawiających go mocy dowodowej dokumentu urzędowego. Brak jest daty pisma. Dokument urzędowy jest sporządzony, z chwilą złożenia na nim ważnego podpisu.   Dlatego z lewej strony złozonego podpisu należy wpisywać date złozenia podpisu, a nawet w niektórych przypadkach godzine. Jeśli data pisma i data złozenia podpisu są tozsame, to przyjeto pomijac potrzebe wpisywania przy podpisie daty złozenia podpisu.

Pismo zał. 4 pozbawione jest koniecznego elementu, jakim jest data pisma i jednocześnie brak jest przy podpisie daty złożenia podpisu, to nalezy uznać chociażby i z tego powodu - brak podpisu na piśmie! Inne elementy podpisu też są bezskuteczne, np. własnoręczny podpis, z powodu że gryzmoł, nie przypomina nawet żadnej literki alfabetu, to nawet nie może być uznany za parafkę.

Gdyby nawet na piśmie (zał. 2 z prawej strony) był ważny służbowy podpis, to pismo również jest nieistniejące, pozorne, z uwagi na - brak pieczęci urzędowej (okrągłej). Na piśmie z lewej strony (zał. 2), widzimy pieczęć urzędową (okrągłą), ale nielegalną (ale to już inna sprawa)!

zał. 3

Pismo (zał. 3) przeanalizowałam wyżej, wykazując jego nieistnienie (pozorność): 1) brak wlaściwej pieczęci nagłówkowej, we właściwym miejscu, oznacza - brak pieczęci nagłówkowej, pismo jest nieaktem, nie wchodzi do obrotu prawnego. Nie podlega wykonaniu ani zaskarżeniu. Nie rozpoczyna biegu terminu jego zaskarżenia, nigdy nie może się uprawomocnić. Ponadto pismo ma szereg innnych wad formalnych: 2) brak na nim pieczęci urzędowej (okrągłej). 3) Tytuł pisma, nie może być pierwszym elementem dokumentu, gdyż pierwszym elementem dokumentu urzędowego, jest pieczęć nagłówkowa organu właściwego do załatwienia sprawy.

zał. 4 

Bezskuteczność zał. 4 wykazałam wyżej, analizując jego wady w nawiązaniu do  dokumentu Pana Dariusza Kosiura (zał. 2). Dodam tylko że pozorny tekst akapitu zatytułowany "zarządzenie", jako oświadczenie woli, aby mieć moc dowodową, to powinien uzyskać formalną postać dokumentu procesowego (dokumentu urzędowego). A wiec, powinien zostać opatrzony pieczęcią nagłówkową organu właściwego do wydania zarządzenia, wskazać datę wydania zarządzenia i jego sygnaturę.

Podpis nie uzyskał mocy dowodowej, gdyż brak jest własnoręcznego podpisu, gdyż bazgroł, nie przypomina żadnej z liter alfabetu, to nie może być uznany nawet za parafkę. Z uwagi na brak ważnego własnoręcznego podpisu pod tzw. zarządzeniem i brak pieczęci nagłówkowej, oznacza, że tekst tzw, zarządzenia nie ma mocy dowodowej, nie uzyskał więc formalnej mocy dokumentu urzędowego, to nie podlega wykonaniu ani zaskarżeniu. Na jego podstawie, nikt nie może wywodzić sobie jakichkolwiek skutków prawnych. A to znaczy, że sławianka - Krystyna Trzcińska, nie może być uznana za podejrzaną i poszukiwaną, z powodu braku na tą okoliczność dowodów z dokumentów urzędowych!

 

 

KOMENTARZE

  • @ Autorka
    5*

    Nie mogę uwierzyć...

    Serdecznie pozdrawiam i życzę Pani, żeby się wszystko dobrze ułożyło w tym nowym 2019 roku.

    Ukłony
  • @Jasiek 22:52:12
    Serdecznie dziękuję za sympatię i życzenia 2019. Ja również pozdrawiam i odwzajemniam życzenia na 2019 r.
  • @Krystyna Trzcińska 23:19:49
    Dołączam się do życzeń Jaśka. Współczuję Pani, ale nie zwalałbym wszystkiego na Żydów. Mylę, że Żydzi mają w Polsce lepsze geszefty niż sprawy rozwodowe, a przygłup zrobiony funkcjonariuszem państwowym jest szkodliwy w jednakowym stopniu, bez względu na nację. Od lat toczą się spory na temat koncepcji prawa, powstają teorie, ale to , co z prawem zrobiła polska rzeczywistość, jeśli kiedyś zostanie poddane uczciwej analizie, wywróci całą tę naukę do góry nogami.
  • @Mariusz G. 23:32:57
    Dziękuję za komentarz. Dzięki za życzenia. Miło. Odwzajemniam. Pozdrawiam.
  • @Mariusz G. 23:32:57
    "Od lat toczą się spory na temat koncepcji prawa, powstają teorie, ale to , co z prawem zrobiła polska rzeczywistość, jeśli kiedyś zostanie poddane uczciwej analizie, wywróci całą tę naukę do góry nogami."

    Taką analizę przeprowadził już wiele dekad temu polski uczony prof. Feliks Koneczny, który to co się stało z prawem na tzw. Zachodzie(w tym i w Polsce) nazwał "zażydzeniem prawa" a prof. Modzelewski kilka miesięcy temu w telewizyjnym programie powiedział, wymiar sprawiedliwości w Polsce został sprywatyzowany.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

ULUBIENI AUTORZY