Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
140 postów 1251 komentarzy

Rozliczmy specsłużby i wymiar sprawiedliwości

Krystyna Trzcińska - projektant/programista komputerów

GIGANTOMANIA Romuald Gładkowski Toronto-1992 /fragmenty/

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Tak często posługujemy się słowem "naród", że Polacy przeciętni dopatrują się w nim frazesu politycznego, trącącego banalnością. Niewielu zdaje sobie sprawę, że naród polski stanowią „wszyscy” Polacy: ci, którzy żyli w przeszłości, ...

UDOSTĘPNIAJMY TĘ KSIĄŻKĘ RDZENNYM POLAKOM!!

Prezentowana książka należy do tego typu książek, którą każdy POLAK powinien przeczytać i koniecznie udostępnić ją kolejnym znajomym, rdzennym POLAKOM. 

Książka zawiera również pouczenie, jak skutecznie wypędzić żydostwo z terytorium POLSKI (końcowa część książki).

 
WSTĘP.
Tak często posługujemy się słowem "naród", że Polacy przeciętni dopatrują się w nim frazesu politycznego, trącącego banalnością. Niewielu zdaje sobie sprawę, że naród polski stanowią „wszyscy” Polacy: ci, którzy żyli w przeszłości, którzy żyją obecnie i którzy będą żyli w przyszłości. Każdy naród charakteryzuje się więzią biologiczną, więzią terytorialną oraz więzią duchową. Najważniejszą z nich jest więź duchowa, gdyż przenosi naród do wieczności. W skład więzi duchowej wchodzi religia, kultura i koncepcja honoru, która opiera się na koncepcji Boga, wszechświata oraz życia i śmierci. Tym samym, naturalni przywódcy narodu muszą kierować się w swoim postępowaniu poczuciem honoru historycznego.
 
Władza prawowita nie opiera się na „woli ludu”, ani też na woli „jednostki”, lecz „na prawie naturalnym”. Stąd, naród może być prowadzony do rozwoju, do życia, lub do zagłady, do śmierci. Jeżeli rozumienie i respektowanie prawa naturalnego jest tak doniosłe w życiu narodu, to muszą istnieć przywódcy, musi istnieć elita specjalistów, która będzie ustalać co należy robić, jak należy robić i czego nie wolno robić. Skoro we wszechświecie obowiązuje struktura hierarchiczna, zorganizowanie narodu również powinno opierać się na systemie hierarchicznym, w którym każdy szczebel jest ważny i posiada ustalone prawa i obowiązki.
 
Kto powinien wybierać przywódców? Może zapytam inaczej. Czy masy są w stanie wybrać przywódców? Bardzo wątpliwe. Masy nie mogą wybrać dla siebie przywódców, podobnie jak żołnierze nie wybierają dla siebie generałów. Nie znają bowiem dobrze praw obowiązujących w zorganizowaniu życia państwowego. Decyzja mas nie opiera się na wiedzy i sprawiedliwości, ale na zawierzeniu szczęściu. Masy zazwyczaj wybierają kandydatów najgorszych z możliwych. Najchętniej Barabasza. Stąd, w systemie demokratycznym, każda wesz polityczna poluje na szczęście. Jak w szulerni. Do głosu dochodzą demagodzy i szarlatani, wyzbyci skrupułów i poczucia godności. Wówczas, przywódcy naturalni muszą być odsunięci od władzy, gdyż odmówią współpracy na obowiązujących zasadach korupcji i zakłamania. To masy wybierają sznur dla własnej egzekucji. Nazywamy to samobójstwem narodowym.
 
Jeżeli jeden głos więcej może zadecydować co ma być prawda i jaka będzie obowiązywać ideologia, to ile to może mieć wspólnego z prawda i sprawiedliwością? Prawda nie jest wytworem opinii większości, lecz posiada własne prawo, które jest silniejsze od woli wszystkich większości świata. Jest to prawo Boże. Tylko dureń skończony może uzależniać od wyników głosowania przyjęcie prawa naturalnego. Powiedzmy, kto o zdrowych zmysłach będzie uzależniał od głosowania decyzję, kiedy człowiek staje się człowiekiem i kiedy ma prawo do życia? Mimo wszystko, zwolennicy demokracji to robią.
 
Przywództwo w narodzie powinno być oparte na „selekcji”, a nie na głosowaniu, czy też na dziedziczności. To elita istniejąca wybiera (namaszcza) swoich następców. Jak w hierarchii Kościoła. W przypadku, kiedy naród pozostaje bez przywództwa naturalnego, nowa elita wyłania się z wojny toczonej z elitą zdegenerowana i fałszywą. Czyli, również obowiązuje prawo selekcji.
 
Historyczny błąd dziedziczności doprowadził do degeneracji władzy. - Tak często, ojciec jest utalentowanym przywódcą i twórcą, syn jest niedojdą, a wnuk rozbójnikiem.
 
- Powstanie demokracji było sprzeciwem wobec degenerującej dziedziczności. Jednak, odstępstwo od zasady selekcji doprowadziło do błędu większego, którym jest głosowanie powszechne.
 
Przede wszystkim, system demokratyczny rozbija nam jedność narodową. Dzieli naród na zwalczające się wzajemnie grupy i grupeczki, które okażą się bezsilne w przypadku decydującej chwili historycznej (jak we wrześniu 1939 roku). Dalej, wielopartyjny system demokratyczny rozbija ciągłość rozwojową narodu. Bowiem, każda partia niweczy wysiłki swoich rywali. Pięćdziesiąt jeden procent głosów może zniszczyć najgenialniejsze pomysły i najszczersze chęci. Tutaj, polityk staje się niewolnikiem wyborców, a raczej tych, którzy manipulują wyborcami. Demokracja pozbawia naród auto-rytetów, gdyż w obawie przed utratą popularności przywódcy nie są w stanie karać złodziei i oszustów. Zaczyna brakować siły wykonawczej.
 
Równość demokratyczna? Jakim prawem mamy być zrównani z naszymi pasożytami? Przecież równość wymaga, aby rzeczy nierówne traktować w sposób nierówny. Jakim prawem żydzi mają być autorami zagłady państwowości polskiej? Jako "lud Boży"?
 
Ktoś może zapytać, skoro demokracja okazuje się być nie¬dorzecznością pod każdym względem, to dlaczego w dobie obecnej stała się systemem obowiązującym na całym świecie? Otóż, demokracja, jako system rozrzutny i swawolny, wymaga dużej ilości pieniędzy; a te są w rękach plutokracji. Tym samym, dla międzynarodowej finansjery żydowskiej socjaldemokracja (anarchia polityczna i niewola ekonomiczna) wydaje się być systemem najbardziej dochodowym i dlatego ją popiera.
 
Tak, demokraci żydomasońscy posługują się niespotykanie perfidną maskaradą; z jednej strony, udają apostołów po¬koju i ładu na ziemi, a z drugiej, podtrzymują wojnę człowieka z Panem Bogiem.
 
Archanioł Michał postawił pytanie: "Któż, Jak Bóg?". - Nikt! Samokreowani bogowie współcześni, jak masoni, humaniści i ateiści, są wykorzystywani przez Pana Boga po to, aby oczyścić wnętrze Kościoła. Z czasem, przestaną istnieć; jak to już bywało w przeszłości historycznej. Mimo, iż na naszych oczach zmienili nam się księża i siostry zakonne, gdyż pozbywając się munduru żołnierskiego armii Chrystusa Króla, sprawili wrażenie, iż wstydzą się swojego zawodu, co pogłębiło zwątpienie u wiernych, Pan Bóg, Stwórca wszechrzeczy, nie zmienił się. To jest pewne. Pan Bóg nie może się zmienić, ponieważ jest Prawdą odwieczną: w przeszłości, obecnie i w przyszłości. Z niezmienności Bożych planów wypływa nadzieja dla całego rodzaju ludzkiego. Fama głosi, że mimo wszystko będziemy mieli masońską „New Age”. Bez czyśćca nie może być oczyszczenia. W Polsce, „novus ordo seclorum” zainauguruje wybór arcybiskupa Henryka Muszyńskiego na Prymasa Polski. Od tego momentu, klucze do polskich kościołów mają być zdeponowane u rabinów. Lecz to są tylko plotki(?).
 
SUPERWŁADCY I SUPERWŁADZA.
 
Historia jest wynikiem działania ludzkiego. Jest dziełem tych, którzy walczą, aby tworzyć rzeczywistość nową i nie ma wydarzeń, które byłyby bez przyczyny. To, że obecnie tak wiele narodów żyje pod uciskiem politycznym i gospodarczym, wbrew własnej woli, jest dziełem sił istniejących, które zmuszają do tego. Przecież, rewolucje wstrząsały światem głównie dlatego, gdyż zawczasu były bardzo dobrze przygotowane.
 
Powiedzmy, wybuch protestanckiej Reformacji, w roku 1517, był przygotowany nie przez Marcina Lutra, który był jej pionkiem, ale przez siły o wiele większe, pracujące nad judeizacją Kościoła rzymskiego przez dobre kilka wieków naprzód. Reformacja była próbą zredukowania chrześcijaństwa do wymiarów Starego Testamentu. Pierwej, różokrzyźowcy dokonali syntezy sekt istniejących, od gnostyków począwszy, a kończąc na kabalistach.
 
Kabała była teozoficzną filozofią żydów, którą przyjęli masoni. Luter mógł odnieść sukces, gdyż książęta pruscy od dawna czekali na niego. Zresztą, nie tylko oni, lecz cały świat intelektualny owych czasów, włączając w to katolickich duchownych. Papież Adrian VI usiłował wprowadzić dyscyplinę wśród biskupów i prałatów. Daremnie, gdyż urzędował zaledwie dwadzieścia miesięcy. Walka z Rzymem stała się modna. Preteksty do niej, jak odpusty, były bez znaczenia; bowiem, wszystkie sekty łączyła cecha wspólna: nienawiść do katolicyzmu. I to im wystarczało.
 
Jan Kalwin poszedł dalej od Lutra w kabalizowaniu chrześcijaństwa. Nadał mu charakter ekonomiczny. U kalwinów zamożność miała być rękojmią, że Pan Bóg im błogosławi i przygotowuje dla nich miejsce w niebie. Jednym słowem, jak u żydów; bez wypchanego trzosu, nie ma zbawienia. Tam, lichwa uzyskała poparcie religijne. Było to przyjęcie idei żydowskiej, że z "obcego" można zdzierać ile się tylko da. Miasto Pana kalwini zamienili w Miasto Złota. Paryska B'nai B'rith w pełni doceniła zasługi Kalwina w dziele przeobrażenia Europy. W roku 1936 ogłosiła, że Kalwin był żydem, a jego nazwisko prawdziwe jest Cohen. Kalwin był ojcem anglosaskiego superkapitalizmu. Dał początek nowej rasie wybranej WASP, której wiernym synem jest również prezydent USA George Bush. Od czasów Kalwina, fabrykowane kryzysy ekonomiczne poczęły regularnie rujnować miliony ciułaczy, aby przez to wzbogacić setki "wybranych".
 
To nie jest wszystko. Zrujnowani nieszczęśliwcy stali się regularnymi dostawcami mięsa armatniego w wojnach o podłożu ekonomicznym. Piraci finansowi poczęli budować wymarzony przez żydów New World Order. W konsekwencji, planowanie ekonomicz¬ne przestało mieć charakter gospodarczy. Stało się narzędziem polityków do uprawiania polityki. Stąd, wszelkie "najgenialniejsze" plany ekonomiczne w praktyce rujnują gospodarkę kraju, w którym nawet droga, po której ludzie chodzą, nie należy do narodu. Chociaż, oficjalnie jest to nasza zagroda i "nasza gospodarka".
 
Obecnie, kiedy marksizm i kapitalizm rasowy zostały skompromitowane całkowicie, w walce z narodami katolickimi ich miejsce zajęła niepodzielnie mieszanka marksizmu z freudyzmem; również stuprocentowa mieszanka żydowska, która pod płaszczykiem humanitaryzmu szerzy nierząd w rodzinach katolickich.
 
Mam na myśli w tej chwili ruch „New Age”. Wielu czytelni¬ków zapewne sądzi, że ruch ten jest ruchem ściśle okultystycznym. Tak nie jest, gdyż jest to ruch o charakterze „politycznym”. Jest ruchem politycznym przystrojonym w dziwactwa świata okultyzmu. Jest to ruch rewolucyjny, buntowniczy, prący do utworzenia "nowego porządku w świecie", o którym prezydent USA, George Bush, tyle razy już wspomi¬nał, jako o celu jego życia. Jest to atak na chrześcijaństwo, a w istocie rzeczy, atak na cywilizację łacińską z katolicyzmem w jej centrum. Jest to atak na hierarchiczne królestwo Chrystusowe i jednocześnie jest to atak na Kościół i Państwo' (burzenie tronów i ołtarzy). Tym samym, ruch „New Age” jest parasolem ochronnym dla wszelkich ruchów heretyckich w Kościele katolickim (włączając w to herezje ks. biskupa Muszyńskiego), dla sekt wszelkich, z satanizmem włącznie, dla feminizmu i sodomii. Szczególnie Europejczyk "postępowy" fascynuje się kultem „New Age”, gdyż ruch ten obiecuje każdemu wyzwolenie od napięcia psychicznego, wyzwolenie od chorób, obiecuje narcystyczną filozofię życia, która ma poprowadzić do powtarzalnej ekstazy orgazmicznej. Pod jego wpływem, katolicy, a nawet ateiści, stają się teistami. Aktywiści tego ruchu dążą do utworzenia jednej religii ogólnoświatowej, czyli do odrestaurowania szczerego pogaństwa, oraz do utworzenia jednego rządu ogólnoświatowego (Izraela z epoki Wodnika).
 
Ruch „New Age” jest w pewnym sensie wzbogaconą teorią ewolucji, głoszącą o możliwości całkowitego zgłębienia tajemnic Bożych. Jest to próba skonsumowania z drzewa wiedzy już nie jednego jabłka, ale wszystkich jabłek na raz. Czyli, jest to uatrakcyjniona forma ruchu humanistycznego. Jej zwolennicy, wyrzekłszy się Pana Boga, usiłują doszukiwać się prawdy w samym sobie. Wyraźnie jest to powiedziane w II Manifeście humanistycznym.
 
Dalej, cała ich teoria ewolucji człowieka jest podsumowana w marksizmie. Nic więc dziwnego, że zbankrutowani komuniści są wymieniani na ruch „New Age”. Przecież, religia humanizmu sekularystycznego jest mieszanką masonerii, socjalizmu i wierzeń ruchu „New Age”. Wspólnie, uczynili z człowieka boga, który ma tworzyć prawdę własną. Stąd, marksista, żyd-kabalista, mason, teozof i jawny satanista, czują się jak bracia i z tak dużą łatwością przechodzą koniunkturalnie od "odnowy" do "odnowy", aby tylko ewolucja rewolucji ogólnoświatowej posuwała się do przodu. Jednoczy ich gnoza kabalistyczna, na której oparła się religia masońska. Przecież, Marks, Lenin i Trocki byli teozofami.
 
Tym samym, komunizm, jako narzędzie masońskie, jest składową ruchu „New Age”. Nawet w Polsce komuniści wprowadzi¬li pojęcia "Nowych dróg" oraz "Nowych czasów". Tak, komunizm nie jest martwy. Zmienia jedynie nazwę. W historii ZSRR zmieniał nazwę sześć razy. Obecnie, znowu przeobraża się w socjaldemokrację. Usiłuje uwolnić się od przerostów biurokratycznych, usiłuje wzmocnić się organizacyjnie i lepiej dopasować na arenie międzynarodowej. Istotnie, celem prawdziwym pierestrojki jest zmodernizować pierwsze państwo prawdziwie żydowsko-masońskie.
 
Bez tego, utworzenie żydowsko-masońskiego supermocarstwa europejskiego byłoby niemożliwe. Stany Zjednoczone Europy mają być zdrowszą wersją Związku Radzieckiego. Od Atlantyku po Ural. W tym celu, żydomasoneria będzie musiała w końcu brutalnie rozprawić się z kulejącym nacjonalizmem państw europejskich. Stąd, robi obecnie wszystko co jest w jej mocy, aby wziąć pod ścisłą kontrolę radziecki arsenał nuklearny. W obliczu powyższego, powstawanie nowych państw, jak Litwy, Łotwy, Białorusi, Ukrainy, czy też państewek bałkańskich, zakrawa na kpinę.
 
Żydomasoneria współczesna wypełnia prawo talmudyczne, które domaga się zniszczenia narodów, stopienia ich w jedną mieszankę rasową, aby synowie Izraela mogli władać światem niepodzielnie. Tak, faryzeizm starożytny przeobraził się w talmudyzm, który zakłada, że wyniszczenie chrześcijan jest ofiarą konieczną. Stąd, żyd nadal pozostaje skarabeuszem świętym, niezależnie jak bardzo posiada splamione krwią ręce.
 
Dobrze pamiętamy, jak to władze w PRL wędrowały od jed¬nego "okresu błędów i wypaczeń" do następnego. Wprawdzie, zmieniali się nam sekretarze "partii", lecz prawdziwy oprawca Polski, Jakub Berman pozostawał nietknięty. Do gro¬bowej deski. Podobnie było w Kraju Rad. Przewodzili: Lenin, Stalin, Chruszczow, Breżniew, Andropow i Gorbaczow.
 
Pomimo burzliwych przemian, prawdziwy oprawca Słowian, Lazar Mojsiejewicz Kaganowicz, pozostawał również nietykalny. Zmarł w moskiewskim mieszkaniu, w wieku dziewięćdziesięciu siedmiu lat, w lipcu 1991 roku. Niemniej jednak, dzieci i wnuki oprawców Rosji poczęli pierzchać w popłochu. Nawet do Izraela. Na wszelki wypadek. Widocznie, węszę pojawienie się nowego "Chmiela".
 
Pragnę tutaj przypomnieć, że komunizm i socjalizm oznaczają jedno i to samo. Z tym, że komunizm jest socjalizmem wprowadzanym w trybie przyspieszonym. Komuniści pragnęli narzucić socjalizm siłę, za to socjaliści pragnę dojść do tego samego drogę perswazji; powiedzmy, drogę wyborów demokratycznych. Przecież, osła można przemieścić z punktu A do punktu B na dwa sposoby. Można go przeciągnąć na siłę, na powrozie owiniętym wokół szyi, co robię komuniści, albo też można położyć w punkcie B snopek owsa i osioł pójdzie tam dobrowolnie, co robię socjaldemokraci. Jednak, w obu przypadkach osioł NIE JEST istotą wolną, gdyż realizuje zamierzenia swojego pana, który postanowił mieć osła w punkcie B.
 
Krótko mówiąc, socjalizm jest próbę wprowadzenia demokracji do życia gospodarczego kraju. Wprawdzie, socjaldemokraci nie zabiorę ziemi przemoce, nie skonfiskuję warsztatu pracy i nie skonfiskuję oszczędności, lecz użyję rzędu do kontroli ziemi, do dyktowania co należy produkować, kiedy i w jakich ilościach, do nałożenia tak wysokich podatków, aż kraj zamieni się w obóz niewolniczy. Nic w tym dziwnego, że socjalizm został postawiony tuż obok rzędu ogólnoświatowego; bowiem, socjalizm jest kontrolę ekonomiczną obywateli poprzez rząd, poprzez podatki, ustawy i biurokracje, poprzez wielką finansjerę.
 
Socjalizm, jako ideologia, istniał już przed opublikowaniem "Manifestu komunistycznego", w 1848 roku. "Manifest" miał być próbę zorganizowania i uporządkowania istniejącego już socjalizmu. Fryderyk Engels wyznał, w roku 1888, że nie mogli z Marksem nazwać "Manifestu" socjalistycznym, gdyż socjaliści byli powszechnie uważani jako durnie maąrzący o utopii. Stąd, użyto słowo "komunistyczny".
 
Program "Manifestu komunistycznego" jest programem obecnej socjal-demokracji; a więc, dążenie do likwidacji własności prywatnej, kontrola ziemi, zniszczenie rodziny, szkolnictwo publiczne, czyli państwowe, zniszczenie sakramentu małżeń¬stwa, zniszczenie państw i narodów, zniszczenie respektu dla odwiecznego prawa naturalnego itd. Karol Marks uznał, że pierwszym krokiem w rewolucji jest wygrać bitwę o demokrację. Tak, socjaldemokracja współczesna sięga korzeniami do marksizmu. Bowiem, kiedy rządzi większość, w oparciu o głosowanie demokratyczne, przeciętny obywatel nie posiada praw żadnych. Wszystko może być mu zabrane. Tak, czytelniku, pięćdziesiąt procent plus jeden może zabrać twoją własność, może pozbawić cię pracy, może odebrać ci dzieci i żonę, może zrobić z tobą co tylko zapragnie.
 
To czeka każdego, kto pozwoli rządzić większości. Pod rządami socjal-demokratycznymi naród polski zamieni się w stado baranów bezwolnych. Rząd dla "ludu", w wydaniu "ludu", jest masturbacją polityczną i prowadzi do motłochokracji.
 
O ironio, demokracja ma być systemem, który opiera się na założeniu, iż większość ludzi jest w stanie decydować czego pragnie i potrafi podejmować decyzje odpowiedzialne i dojrzałe. Poprzez dostęp do urn wyborczych, demokracja ma być rządem "większości", czy też "wolnością". Stąd, ogłupiały Słowianin, niezależnie gdzie mieszka, w Moskwie, w Kijowie, czy też w Warszawie, w swoim działaniu politycznym nie sięga wyżej "swobód demokratycznych" oraz "wolności". Zgłupiał już do tego stopnia, że nawet nie przychodzi mu na myśl, aby pragnąć czegoś więcej. Musi więc przegry-wać w zmaganiach politycznych.
 
W istocie rzeczy, demokracja jest wielką lipą. "Większość" nigdy dotąd nie rządziła i nie będzie rządzić. To mniejszość, i to zdecydowana, zawsze rządzi, ponieważ mniejszość jest w stanie myśleć i działać niezależnie, samodzielnie. Reszta potrafi jedynie myśleć tak, jak myśli motłoch i postępować tak, jak postępuje motłoch. Tym samym, ludzie myślący samodzielnie potrafią manipulować baranami bezwolnymi; nawet zgrupowanymi wokół urny wyborczej, gdyż usypiają ich złudzeniem, że baran też może wypowiedzieć się. Bez wątpienia, demokracja, jako metoda trzymania baranów w zagrodzie, nie jest najgorsza. Tam, nawet matoł skończony może czuć się szczęśliwy. Od czasu do czasu.
 
Jednak, niebezpieczeństwo rządów demokratycznych zawiera się w tym, że zakulisowa mniejszość rządząca może stanowić narodowy element pasożytniczy, który pracuje na rzecz sił obcych i wrogich. Nie należy więc dziwić się, że Marks faworyzował demokrację.
 
Zasada większości z prawa czyni bezprawie. Rządzący nie powinni manipulować prawem. To prawo ma rządzić rządzącymi. Tym prawem jest źródło wszelkich praw na ziemi, prawo Boże, odwieczne prawo naturalne. 
 
Często ludzie zastanawiają się, dlaczego w krajach Europy Wschodniej, szczególnie w Polsce, powstało tak dużo partii i ugrupowań demokratycznych?
 
Otóż, okazuje się, iż rząd USA nie żałuje pieniędzy na ich rozwój. Oferuje szkolenie i pomoc techniczną. Nawet prezydent George Bush sypnął nieco grosza dla prawosławia, aby je wzmocnić oraz przysporzyć kłopotów katolikom. Żydomasoneria potrzebuje krzyżówek demokratycznych w każdym kraju europejskim. Im jest ich więcej, tym jest większy bałagan, tym woda polityczna jest mętniejsza i łatwiej jest w niej łowić ryby, a także realizować własne plany długofalowe. Przecież, Bank Europejski dla Odbudowy i Rozwoju Europy Wschodniej rozwija ruch mniejszości narodowych, czyli grup pasożytniczych, rozwija indyferentyzm i kosmopolityzm. W podobnym celu powołano do życia Europejską Konferencje do spraw Współpracy i Bezpieczeństwa, która zajęła się "ochroną praw człowieka"; a praktycznie, ochroną praw pasożyta mniejszościowego. F.D. Roosevelt proroczo przepowiedział, że w końcu wszyscy staniemy się Amerykanami.
 
Należy zadać sobie pytanie, czy życie w Europie Wschodniej może być lżejsze, kiedy nastanie tam kapitalizm amerykański? Wątpię. Przecież, amerykański system rządzenia trzyma większość ludzi bez kapitału i zdanych na łaskę wypłaty. W tym jest bardzo podobny do socjalizmu. To prawda, że w systemie socjalistycznym rząd nie toleruje nawet najmniejszej opozycji. Skoro rząd socjalistyczny ma zapewnić obywatelowi wszystko, byłoby niedorzecznością domagać się od niego, aby zapewnił istnienie opozycji. Bowiem, opozycja „prawdziwa” jest sprzeciwem opartym na własności prywatnej. Jedynie niezależność ekonomiczna umożliwia stawianie oporu skutecznego. Przede wszystkim, kapitalistyczny totalitaryzm ekonomiczny jest gorszy w skutkach, aniżeli socjalistyczny totalitaryzm wojskowy. Kartel posiada tak dużą siłę, która nie tylko uniemożliwia ludziom prowadzenie buntu, ale również uniemożliwia kupowanie i sprzedawanie czegokolwiek, co nie posiada znaku handlowego monopolu. Przecież, kiedy liczba artykułów rynkowych zawęża się, despotyzm rządowy przybiera na sile. Nie ma .wówczas już miejsca ani na honor, ani na szlachetność, ani też na poczucie humoru.
 
Monopolowy system usług społecznych zamienia ludzi w niewolników bez lojalności. 
 
Nie należy więc dziwić się, że pierestrojka Gorbaczowa dopraszała się o więcej socjalizmu i o więcej demokracji. Wszelkie zmiany proponowane przez Gorbaczowa miały wzmocnić władanie karteli. Usuwając skorumpowany komunizm, pozostawił socjalizm w opierzeniu demokratycznym. Przecież, już w roku 1988 Gorbaczow oświadczył na forum ONZ, że jego  celem jest stworzyć światową wspólnotę państw opartych o "re gułę prawa", opartych na panteistycznej doktrynie o niepo-dzielności. Nawrót do panteizmu nie może być postępem. Jest regresem. Tak często zapowiadany nowy porządek w świecie jest fuzją socjalizmu oraz idei rządu ogólnoświatowego. Do tego samego dążą więc Bush, Gorbaczow, Jelcyn, Havel oraz wypasiony na polskim chlebie Balcerowicz.
 
Masońska doktryna o niepodzielności zakłada, że wszystko musi być równe; ludzie także. Skoro w świecie rzeczywistym równość nie istnieje, jest mitem, masoni postanowili równać wszystko za pomocą siły; przemocą usankcjonowaną „ich” prawem. To jest ich „reguła prawa”. To jest ich "świat w ramach prawa", o którym również wspomina prezydent USA Bush.
 
Tyle obecnie mówi się o prawie międzynarodowym, a tak mało ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że prawo jest niczym, jest bez znaczenia, o ile nie stoi za nim siła. Tym samym, każdy, kto domaga się prawa międzynarodowego, automatycznie dopomina się o międzynarodowe siły zbrojne. Tego rodzaju prawo powszechne byłoby prawem jakiego świat do tej pory nie widział. Jest to antychrześcijańska koncepcja zorganizowania świata, usiłująca usunąć z wnętrza człowieka poczucie grzechu i winy, usunąć respekt dla Bożych przykazań. W świecie proponowanym przez masonów nic nie istnieje, lecz wszystko staje się. Proszę zwrócić-uwagę, że w każdym kra¬ju "rządy demokratyczne" rozpoczynają się od utworzenia loży masońskiej. Katolicka Chorwacja nie stanowi wyjątku. Nic też dziwnego, że w imię "obrony demokracji" jest igno¬rowana wola przytłaczającej większości obywateli, którą łamią czołgi i samoloty Międzynarodowego Funduszu Waluto¬wego oraz Banku Światowego. Tutaj, wszelkie odruchy patrio¬tyzmu rzekomo stanowią niebezpieczeństwo dla pokoju ogólno¬światowego.
 
Na łamy prasy naprędce wprowadzono taki dziwoląg, jak patriotyzm globalny, który jest błędem z definicji. Wiemy już oficjalnie, że plutokracja nowojorska przystąpiła do tworzenia rządu ogólnoświatowego. Przecież, nawet Jakub P. Warburg wbijał do głowy senatorom amerykań¬skim, w latach pięćdziesiątych tego stulecia, że "powinniśmy mieć rząd ogólnoświatowy, niezależnie, czy to wam się podoba, czy też nie; jeżeli nie drogą wspólnego porozumienia, to przy pomocy siły". Wojna w Iraku w pełni potwierdziła jego słowa. Tutaj, mała uwaga odnośnie wojny w Iraku. Gdyby Ameryka¬nie naprawdę chcieli karać agresorów i złodziei na Bliskim Wschodzie, to powinni zrzucać bomby i kierować rakiety na Tel Awiw, a nie na Bagdad. Po prostu, w Kuwejcie nigdy nie było wolności i demokracji. Stąd, nie było powodów, aby szczególnie tam odrestaurowywać swobody demokratyczne. Ta wojna służyła interesom żydostwa międzynarodowego oraz izraelizmu brytyjskiego.
 
Jakiekolwiek popieranie tej wojny było popieraniem kłamstwa; a właściwie, całej serii kłamstw. Tutaj , honor narodowy, który w innych okolicznościach jest wyszydzany przez dziennikarzy liberalnych, wykorzystano do przeprowadzenia kolejnej rzezi, zaplanowanej przez Izrael.
 
O ironio, ludobójcy widzą w sobie bohaterów. W istocie rzeczy, w owej rzezi Persów nie było ani krzty honoru, ani też dojrzałości narodowej.
 
- Tak na marginesie, to najzagorzalszymi zwolennikami karnej ekspedycji, wojskowej Busha, w Zatoce Perskiej, byli członkowie Rotary Club. Ci zawsze chodzą na smyczy żydowskiej. Wiadomo, biznesmeni. - Nowy porządek w świecie? Porządek, który zaproponował światu George Bush, nie jest ani nowy, ani też nie jest porządkiem. Jest to stary i wyświechtany masoński burdel polityczny oraz gospodarczy.
 
Ani George Bush, ani też Icek Szamir w skrytości ducha nie pragną pokoju, gdyż wojny dają im siłę we władaniu na¬rodami. Przecież, na banknocie jednodołarowym, który symbolizuje religię masońską Ameryki, tłem dla piramidy trzynastowarstwowej jest pustynia symbolizująca zniszczoną wojnami Europę chrześcijańską. Religia masońska jest religią zysku. Wojny na starym kontynencie zawsze dawały żydomasonom bajońskie sumy zysku.
Stąd, mason zawsze modli się do Ozyrysa o błogosławieństwo w prowadzonej wojnie. George Bush uczynił to publicznie, w dniu 17 stycznia 1991 roku.
 
Pomysł rządu ogólnoświatowego nie jest nowy. Żyd Adam Weishaupt, twórca Zakonu Illuminatów w dniu 1 maja 1776 roku, był przekonany, że jest konieczne, aby ustanowić reżym uniwersalny oraz imperium obejmujące cały świat. W swoich zwierzeniach był szczery; "Książęta i narody muszą zniknąć z powierzchni ziemi". Po nim, Albert Pike, członek stowarzyszenia teozoficznego i papież masonerii, w swojej książce "Morals and Dogma” która stała się biblią masońską, stwierdził wyraźnie, że "powinniśmy być panami nad rządzącymi tym światem".
 
Zawsze, kiedy człowiek upadły dąży do jednostajności politycznej, z pominięciem prawa Bożego, to buduje utopię, czyli podąża do nikąd. Usiłuje budować nową wieżę Babel, usiłuje dotrzeć do nieba przy pomocy śmiercionośnych zabawek technologicznych. Chce być bogiem,, gdyż wówczas będzie mógł wypracować własną "prawdę".
 
Tak, historia budowy współczesnej wieży Babel rozpoczęła się od Adama Weishaupta, poprzez Karola Marksa, Lejbę Trockiego, Bela Kuhn, Rosę Luxemburg, czy Emmę Goldman, a na Gorbaczowie i George Bush kończąc.
 
Muszę tutaj przypomnieć, że dzień 1 maja jest dniem poświęconym bożkowi Słońcu, czy też Lucyferowi, księciowi światła i ważnej postaci w religii masońskiej. Z tego też względu, w dniu 1 maja Adam Weishaupt założył Zakon Illuminatów, a komuniś¬ci i socjaliści uznali ten dzień za swoje święto oficjalne. To pozostało im po neoficie Marksie, który również był satanistą i czcił Księcia światła. Tego nauczył się od Mojżesza Hessa. Podobnie, jak socjalista francuski Pierre Proudhon, Karol Marks zaczął nosić włosy niestrzyżone oraz brodę niestrzyżona; co było charakterystyczne dla członków satanicznego kultu, prowadzonego przez kapłankę sataniczna Joannę Southcott, kultu, do którego obaj należeli.
 
Dla przypomnienia, parę słów o wieży Babel (Rodź. 11), której wierzchołek miał sięgnąć nieba. W czasie jej budo¬wy, mieszkańcy ziemi mieli jedną mowę. Nie było narodów i nie było państw. Kiedy „Pan zstąpił z nieba”, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, i rzekł: "Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem, w przyszłości nic me będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczcić Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego". W ten sposób, Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi; i tak nie dokończyli budowy. Z wo¬li Bożej powstały narody i państwa; aby człowiek więcej nie sięgał nieba z pominięciem Boga, swego Stwórcy.
 
Dzisiaj, masoni ponownie pragną wprowadzić na całej ziemi jedną mowę, jeden rząd i jedno państwo ogólnoświatowe, aby nic nie było dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Nie jest przypadkiem, że socjaldemokratów cechuje nienawiść do religii chrześcijańskiej. Organ "Socialdemokrat", z 25 maja 1880 roku, otwarcie podał do wiadomości, że: "kiedy Bóg jest usunięty z mózgu ludzkiego, cały system darów łaski Bożej schodzi na ziemię, a kiedy niebo jest uznane jako wielkie kłamstwo, ludzkość podejmuje się ustanowić niebo tutaj. Zatem, ktokolwiek zaatakuje chrześcijaństwo, jednocześnie atakuje monarchię i kapitalizm". W latach dwudziestych tego stulecia, "nowy porządek w świecie" był rozumiany jako internacjonalizm. Jest to zwrot używany przez ludzi, którzy pragnęli socjalizmu i rządu ogólnoświatowego.
 
Już teozofka Helena Bławacka była przekonana, że dwoma głównymi kanałami, które poprowadzą ludzkość do rządu ogólnoświatowego, z jedną religią synkretyczną, są Kościół i masoneria. Kościół powszechny, jako powiązanie okultyzmu i chrześcijaństwa, miał powstać pod koniec XX wieku. Prze¬cież, szatan nie może zapanować nad światem dopóty, dopóki nie powstanie jedna religia oddająca mu cześć. Taka religia jest punktem docelowym wszystkich ruchów wywrotowych. Nic więc dziwnego, że Stowarzyszenie Teozoficzne zostało założone przez masonów, przez wyznawców "mądrości starożytnej". Wspólnie popularyzują panteistyczną teorię o niepodzielności, która zabija w człowieku poczucie patriotyzmu, zabija wierność Bogu, Ojczyźnie i Narodowi. Ruch „New Age” również sięga do teozofii. „Arcane School”, założona przez czołową aktywistkę tego ruchu, Alice Bailey, okazała się być składową firmy Lucis Trust. Obecnie, Kościół, masoneria i szkolnictwo są głównymi kanałami, poprzez które ruch „New Age” usiłuje budować „novus ordo seclorum”.
 
Synkretyzm jest po prostu panteizmem, doktryną głosząca, że wszystko co istnieje stanowi jedną całość. Zatem, przed wielkimi przemianami społecznymi, ludzie muszą zaznać wielkiej przemiany wewnętrznej poprzez medytację okultystyczną Orientu. Mamy stać się poganami. To ma być droga do pokoju ogólnoświatowego. Popularyzując okultystyczną medytację orientalną, mamy rzekomo uzyskać świadomość globalną, lub inaczej, mamy uzyskać stan jednoświatowego bezmóżdża.
 
Idea jednego ducha i jednej myśli jest herezją, gdyż głosi praktycznie, że nikt nie jest odpowiedzialny za swoje uczynki. Do jej popularyzacji służy uprawianie medytacji transcendentalnej, jogi i wizualizacji. Prefekci generalni katolickich zakonów męskich i żeńskich mają być specjalnie przeszkoleni w zakresie wdrażania medytacji orientalnej. Do tego celu ma być wykorzystana Pontyfikalna Komisja do spraw Pokoju i Sprawiedliwości, jezuici oraz organizacje laityfikatu żeńskiego (lektorki i rozdawaczki komunii Św.). Owa indoktrynacja ma miejsce od roku 1976. Masoni maja duże nadzieje, że pewnego dnia papież ogłosi na forum ONZ jedna religię ogólnoświatowa. - Czyżby spotkanie w Asyżu, w 1986 roku, spotkanie urągające pierwszemu przykazaniu Bożemu, miało być tego zapowiedzią? - Duży nacisk położono na penetrację zakonów żeńskich i pozyskanie zakonnic, gdyż większość z nich jest związana z nauczaniem. To zakonnice "postępowe" maja przysposobić katolików do "nowego porządku w świecie", wdrażając nowy system nauczania, zwany edukacja globalna. Chodzi tu o wykładanie w szkołach ideologii kultu „New Age”, ideologii lansującej patriotyzm globalny(?).
 
Przy tym, nie zapominaj, katoliku, o miłości, o miłości za wszelką cenę; nawet z kozą i z własnymi tenisówkami, gdyż rzekomo wszystko na świecie ma być miłością. Przecież, to się pokrywa z wyświechtaną już ideologią liberalizmu.
 
Powtórzę tutaj, do znudzenia, że liberalizm jest takim sposobem myślenia i działania, jakby Pan Bóg nie istniał w ogóle i jakby Jezus Chrystus nie był postacią historyczną. Niestety, liberalizm uznał, że człowiek jest ekonomicz ną maszyną produkcyjną; zatem, liberalizm łączy ze sobą marksizm i kapitalizm. Przecież, jednym z głównych problemów kapitalizmu dziewiętnastowiecznego było to, że robotnik nie mógł uczestniczyć we Mszy św., gdyż musiał pracować w niedzielę. Cóż, zrodzony z liberalizmu determinizm naturalistyczny, w skład którego wchodzi ewolucyjne programowanie genetyczne, korygowanie reakcji grup społecznych, czy też instynktualizm Freuda, włączając w to bodźce i zachęty marksistów, determinizm zaprzeczający istnieniu wol¬nej woli człowieka, jest po prostu idiotyczny, gdyż usiłuje rozkazywać maszynie, którą stworzył, usiłuje jej radzić, chwalić, zachęcać i oskarżać.
 
Dalej, to dla człowieka-automatu wiadomości stały się tak samo ważne, jak ważną była kiedyś religia dla katolika. Nic więc dziwnego, że obecnie ludzie poświęcają dużo czasu i uwagi dla wydarzeń, na które nie mają żadnego wpływu i które ich nie dotyczą. Każdego dnia, oglądają nieszczęście ludzkie i czytają o nim, lecz to dotyczy „innych” ludzi. Tym samym, środki masowego przekazu budują w ich wyobraźni iluzję o możliwości prowadzenia życia bez większych problemów i bez kłopotów, a nawet iluzję o nieśmiertelności.   Płynąca ze środków masowego przekazu iluzja ulgi działa jak narkotyk, czyli „oszukuje".
 
To nie są wiadomości, lecz informacje miłe dla ucha i oka odbiorcy. Ponadto, tragedią naszych czasów jest to, że ludzie wierzą w mordy masowe tylko wtedy, gdy je widzą na ekranie telewizora; nawet wówczas, gdy są faszerowani papką irracjonalną w stylu „Holocaust®” sześciu milionów. Zatem, czy należy dziwić się, że Głupolacy zawsze mówią to, co telewizja zażydzona każe im mówić? Nie! Tak, dzisiejsze środki przekazu masowego są wypełnione informacjami zawyżającymi poziom andrenaliny u odbiorcy. Często dostarczają mu wyimaginowaną sytuację zagrożenia, która w pewnym stopniu rozładowuje napięcie psychiczne wy¬wołane znojem dnia powszedniego. Mamy więc informacje o rozwodach, o gwałtach zadawanych kobietom i dzieciom, o wizji Europy bez granic, bez własności prywatnej i bez kościołów katolickich.
 
Coraz częściej słyszymy o obiecywanej erze nowego porządku w świecie. Proszę zwrócić uwagę, że jest prowadzona akcja ogólnoświatowa wymierzona w narodowy system Obrony i Bezpieczeństwa. Widać to w Niemczech, w Rosji, w Salwadorze itd. Chodzi tutaj o podcięcie autorytetu u dowódców, o zachęcenie żołnierzy do warcholstwa, do buntów i dezercji.
 
Nastała więc wymuszona moda na procesy zbrodni wojennych. To tak, jakby wojna miała być wolna od zbrodni? Wystarczy tutaj wspomnieć o "akcjach humanitarnych" zawodowych morderców amerykańskich w Iraku. Ci jednak zostali uznani za bohaterów, gdyż budują „novus ordo seclorum”.
 
Masoni wierzą, iż odrzucony przemocą autorytet tradycyjny, autorytet władzy, z tak wielkim mozołem budowany przez cywilizację łacińska, umożliwi im stworzenie doskonałego systemu sekularystycznego. Laureat nagrody Nobla, prof. B.F. Skinner, w swojej książce pt. "Beyond freedom and Dignity", oświadczył wprost, że "dłużej już nie możemy tolerować wolności, i musi być zastąpiona kontrola nad człowie¬kiem, nad jego postępowaniem i jego kulturą". Tradycyjna doktryna katolicka ma być usunięta z powierzchni ziemi. Nastanie zapewne dyktatura nowej religii: adoracja Człowieka i jego Rozumu. Nastanie dyktatura religii humanistycznej.
 
Istotnie, to nie komunizm jest największym zagrożeniem dla człowieka XX wieku. Liberalizm nim jest. Przecież, zliberalizowane Stany Zjednoczone Ameryki Północnej są obecnie najbardziej ateistycznym państwem na świecie. Butna Ameryka fascynuje się zboczeniem umysłowym, obsesją, która przeczy nawet temu, czemu złe duchy nie są w stanie zaprzeczyć. Wiara w Boga jest faktem powszechnym na przestrzeni całej historii rodzaju ludzkiego. Prawdziwi badacze natury nie mogą być niedowiarkami, gdyż prawo naturalne i prawo Boże stanowią jedno. Wiara w Boga przychodzi człowiekowi w sposób naturalny.
 
Nawet dzikus wierzy w istnienie jakiegoś tam "Boga". Zatem, niewiara w Pana Boga musi być wyuczona. Proszę zauważyć, że teizm stopniowo przeobraża się w ateizm, który jest nienawiścią do Boga. 
 
Nic dziwnego, że obowiązująca w Ameryce religia humanizmu sekularystycznego, która przyjmuje wszechświat jako samoistniejący, a nie stworzony, jest obecnie religią obowiązującą we wszystkich szkołach publicznych. Jest prowadzona zmasowana kampania propagandowa, aby usunąć ślady chrześcijaństwa nie tylko ze szkół, ale i z urzędów oraz z instytucji publicznych, a praktycznie, usunąć z powierzchni ziemi.
 
Dalej, skoro wszechświat ma być samoistniejący, skoro człowiek powstał z niczego, jako wynik ciągłych przemian, to dla humanistów Pan Bóg nie istnieje. Nie ma więc kto odpowiadać na modlitwę ludzką. Tym samym, humaniści z uporem dzięcioła usiłują oddzielić moralność od przepi¬sów prawnych. Powiedzmy, sprzeciw Jacka Kuronia, co do uprawomocnienia zasad moralnych, opiera się na przekonaniu, że nikt nie ma prawa zmuszać ludzi do robienia tego, co jest słuszne. Kuroniowa półprawda całkowicie ignoruje funkcję prawa, jako podstawowej instytucji odnośnie prowadzenia życia godziwego, mądrego i zdrowego fizycznie, oraz duchowo. Każdy system prawny musi opierać się na zbiorze przekonań religijnych. Zawsze, kiedy ustawa prawna zostaje przeforsowana, pewien zbiór, przekonań góruje nad pozostałymi. Bowiem, życie publiczne wymaga podejmowania decyzji, które nieuniknienie odzwierciedlają osąd moralny. Tym samym, wizja społeczeństwa pluralistycznego, gdzie każdy pogląd jest traktowany jednakowo, jest wizją utopijną, która nie jest w stanie sprawdzić się w życiu codziennym. Bowiem, w społeczeństwie pluralistycznym obowiązuje anarchia ustawodawcza, która skacze od jednego zbioru zasad moralnych, do innego. Stąd, dochodzi do wielkich nieporozumień w sądach, gdzie obowiązują sprzeczne ze sobą zasady moralne; jak powiedzmy zasady żydowskie i chrześcijańskie.
 
Dobrym przykładem może tu być zalegalizowanie przerywania ciąży; czyli, zalegalizowanie morderstwa bezbronnych. Jest to usuwanie "podludzi" z powodu przekonania, że nie będą w stanie żyć szczęśliwie. Zatem, nie mają prawa urodzić się. Są już robione wysiłki, aby karać sądownie tych rodziców, którzy dopuścili do urodzenia się dziecka kalekiego. Nic więc dziwnego, że nie tak dawno temu, bo w roku 1982, w Ameryce demokratycznej, rodzice zrezygnowali z opieki nad noworodkiem kalekim. Miało to miejsce w Bloomington, Indiana, USA. Po prostu, niemowlę przestało być karmione. Pielęgniarki szpitala otrzymały nakaz zamorzenia pechowca głodem. Dziecię zostało zamknięte w szafie, którą zaplombowano. Po sześciu dniach płaczliwych, zmarło z głodu. Sąd lokalny zadecydował, że „Infant Doe” nie ma prawa do życia. Istotnie, po co nam pechowcy? Przecież, w nadchodzącej erze mamy być bogami!
 
Kiedy odrzucamy formę, w jakiej Pan Bóg nas stworzył, i nabieramy przekonania, że nasze szczęście jest zagrożone z powodu ułomności, to wówczas jesteśmy skłonni przyjąć brednie humanistów, które usprawiedliwiają zwyczaj usuwania ciąży. Kiedy odrzucamy autorytet Boży, to jesteśmy skłonni przyjąć zachętę humanistów do buntu w imię "kontroli własnego ciała"; czy ogólnie, w imię "praw kobiet". Nic więc dziwnego, źe finałem każdego humanisty ma być eutanazja, lub samobójstwo. Taki jest bowiem finał odrzucenia planów Bożych odnośnie życia każdego człowieka. Do tego samego prowadzi robienie z ciała ludzkiego chlewu dla świni zwanej rozpustą. Tę myśl rozwinę w rozdziale drugim.
 
Oparta na sekularyźmie amerykańskim wizja Europy zjednoczonej , a zarazem indyferentnej, jest kolejną próbą skolektywizowania wszystkiego i wszystkich, włączając w to sumienie ludzkie. Masoni oferują nam królestwo bestial¬stwa wyrafinowanego, w którym jedynie martwy narodowiec i patriota będzie obywatelem dobrym. Bowiem, przywiązanie do ojczyzny oraz do rodziny przez wieki uniemożliwiało żydom odbudowę świątyni Salomona i sprowadzenie na ziemię ich mesjasza. O ile dobrze pamiętam, mesjasz żydowski ma przyjść wówczas, kiedy to każdy żyd uniezależni się całkowicie od gojim. Z Objawienia św. Jana wiemy, że Bestia będzie miała rogi podobne do rogów baranka, a tym samym, będzie mówiła jak smok. Wyłoni się z ziemi, spomiędzy żydów. Będzie fałszywym mesjaszem i królem.
 
Wprawdzie, nie pierwszym w historii żydostwa, ale ostatnim. Żydzi przyjmą tego Człowieka Grzechu, gdyż popadłszy w apostazę, stali się osobistymi wrogami Chrystusa Króla. Zawsze apostaza poprzedza nadejście sądnego dnia oczyszczenia. - Swoją drogą, czy może być lepszy materiał na Człowieka Grzechu, jak "naród wybrany"? - Tutaj, tyrania jest dla żydów koniecznością. Tym samym, mason, jako żyd sztuczny, pomaga im w budowaniu despotyzmu ogólnoświatowego jak tylko potrafi.
 
Sekularyzm i indyferentyzm muszą być wyuczone. Stąd, na¬sze wyższe uczelnie zostają przeładowane elementami paso¬żytniczymi; aby pozbawić je naturalności, aby pozbawić je funkcji tradycyjnej, tj. kształcenia i ucywilizowywania kadr narodowych, dostarczania narodowi elity przywódczej, która poprowadzi pokolenia następne, kultuwowania tradycji narodowej i tym samym, umożliwienia narodowi wypełniania misji dziejowej.
 
Profesorowie są zmuszani do bycia "miłymi" dla każdego zboczeńca, nawet kosztem prawdy rzucającej się w oczy. Powiedzmy, nie wolno już przypominać panience, że różni się od mężczyzny, ponieważ ta może zrezygnować z rozbudowywania muskulatury, z masturbacji oraz z lesbianizmu, i postanowi zostać wierną żoną, i matką. Przecież, wymuszana adoracja "miłości", za wszelką cenę, pozbawia nas naturalności. Przemocą zdejmuje spodnie z mężczyzny i nakłada je kobiecie; nawet wówczas, gdy ranią krocze.
 
Nasze dzieci są wychowywane przez telewizję. Wyrastają w chaosie moralnym, kulturalnym i narodowym. Osiągając wiek dojrzałości, nie mają wyrobionego poczucia tożsamości narodowej. Są indyferentami gotowymi płynąć z każdym prądem, nie zważając dokąd podąża. Jak kawałek kału na wodzie. Słowa każdego krzykacza przyjmują jako własne, bez najmniejszego krytycyzmu. Starają się być zawsze na wierzchu. Komuś może zaimponować tak duża oszczędność energii. Cóż, bezsensowność takiego zachwytu zawiera się w tym, że kał nie ma energii i mieć nie może. Jego rola naturalna jest służebna, pasywna. Jest nawozem „dla innych”.
 
Tak powstała próżnia moralna daje wprost nieograniczone możliwości dla grup pasożytniczych, dla grup "mniejszości narodowej", z których żydowska korzysta najwięcej.
 
Żyd, od początku swego istnienia, zawsze stanowił mniejszość; niezależnie, gdzie przebywał. Dążąc, historycznie, do zagarnięcia "wszystkiego złota i srebra świata", musi rozwijać ideę grup mniejszościowych, musi być obecny wszędzie tam, gdzie istnieje złoto i srebro. Kiedy nie jest w stanie kontrolować sytuacji, z powodu niedostatecznej ilości współplemieńców, niezwłocznie wywołuje epidemie, wojny wyniszczające gojim, lub też krzewi modę na rozwiązłość jałową i przerywanie ciąży. Tak, to nie przeludnienie zagraża światu, lecz zachwianie równowagi rasowej zagraża żydostwu. Stąd, zamiast młynów i piekarń, w ruch poszły fabryki prezerwatyw i pigułek antykoncepcyjnych, fabryki pomp wysysających płód itp. Jednocześnie, zażydzone środki masowego przekaz i lansują wszelkie formy zwyrodnienia erotycznego, które są jałowe, które uniemożliwiają posiadanie dzieci.
 
Niestety, "postępowi" księża katoliccy mają swój wkład w odmóżdżaniu stopniowo wymierających Europejczyków. Żyd nigdy nie był w stanie dorównać intelektualnie Europejczykowi; nawet oszukując. Stąd, kładzie duży nacisk na mieszanie ras. Wiadomo, jednooki może być królem wśród ślep¬ców. Zatem, żyd czuje się najlepiej wśród mieszanki azjatycko-afrykańsko-europejskiej.
 
Kosmopolityzm naszych czasów jest wymysłem żydowskim. Widać to wyraźnie na uniwersytetach amerykańskich. Dalej, wielokulturowość żydowska nie tylko zniekształciła nauczanie literatury europejskiej, historii, filozofii oraz antropologii, ale również sfałszowała treść Nowego Testamentu. W tej sytuacji, strategia zalecana przez Kościół cierpiący: "Módl się (cicho) i siedź cicho", musi prowadzić do nikąd. Bowiem, wielkość i wybitność nie mogą koegzystować z egalitaryzmem. Bez poczucia godności i honoru prawda nie może zwyciężyć.
 
Księża "postępowi" ulegli protestantyzacji; przyjmując bałwochwalczy stosunek do żydów i do wszystkiego co jest żydowskie, włączając w to Izrael i pieniądze Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wśród katolików szerzy się herezja dyspensacjonalizmu. Jej wyznawcy wierzą, że żydzi współcześni są ludźmi wybranymi przez Boga, a powstanie państwa Izrael, w roku 1948, ma być wypełnieniem przepowiedni biblijnych. Wierzą także, iż pewnego dnia wszyscy żydzi nawrócą się; chociaż, zdania są podzielone jak to ma stać się. 
 
Przede wszystkim, tego rodzaju zbieranina przestępców i krwiopijców nie może być ludem Bożym. Z definicji. Zburzenie Jerozolimy przez Tytusa, w roku 70, przepowiedziane przez Chrystusa, potwierdziło, że Pan Bóg odwrócił się plecami do judaizmu. Krzyżując Chrystusa, żydzi wbili ostatni gwóźdź do Własnej trumny. To Kościół Chrystusowy jest nasieniem Abrahama, a nie Icek Szamir z Izraela, czy też Ivan Boesky z USA. Jeżeli Episkopat Polski widzi w Adamie Michniku skarabeusza świętego, to jest to jego sprawa. Jednak, nikt nie ma prawa wymuszać na Polakach, aby przypisywali Panu Bogu to wszystko, co budzi w Nim odrazę i przyprawia o gniew.
 
Ponadto, dzisiejsze Mośki i Icki są w większości rasowo rozmytymi potomkami Turków i Hunów. Źydostwo polskie wywodzi się z Chazarów. Bułan przyjął judaizm w roku 740. W obecnym świecie, z całej masy żydowskiej zaledwie pięć procent może naprawdę nazywać siebie współplemieńcami żydowskimi. Bowiem, nie każdy, kto zna hebrajski i jidisz, jest żydem. Nawet, gdy utracił napletek, lub "ma w poprzek".
 
Zatem, który to Izrael ma być zbawiony? - Jak długo w Nowym Testamencie będą obecne listy św. Pawła i Dzieje Apostolskie, tak długo odpowiedź na to pytanie będzie jednoznaczna. Wystarczy tylko ustalić, kto jest tym "Izraelem"? Tworzą go ci wszyscy, którzy uwierzyli w Chrystusa Króla. Jest to Izrael duchowy. Każdy katolik jest duchowym spadkobierca Abrahama. Z kolei, dla Izraela judaistycznego, okultystycznego i ateistycznego, nie ma żadnych obietnic i nie ma żadnych nadziei. "Wielki ucisk" był w roku 70, po zdobyciu Jerozolimy. Można jeszcze dołożyć do tego prześladowania Nerona, które "docierały" neofitów. Po tych wydarzeniach, „finito”. Dla talmudysty nie ma żadnych nadziei na rok 2000.
 
Gdybyśmy byli ludźmi bardziej praktycznymi życiowo, to przywiązywalibyśmy mniej uwagi do tego, co żyd mówi, a więcej do tego, co żyd robi. Odłożylibyśmy na bok motywacje jego postępowania i ocenialibyśmy go na podstawie skutków jego obecności w naszych szeregach. Wówczas, podejmowalibyśmy właściwe działanie prewencyjne. Przecież, bez najmniejszej przesady, wszystko, co żyd robi, jest dla nas szkodliwe. Zapewne, wychodząc z założenia, że gojim nie potrafi już czytać, żyd Maurice Samuel napisał wprost, w swojej książce pt.
"You Gentiles", że "my Żydzi, my, niszczyciele, na zawsze pozostaniemy niszczycielami".
 
Na temat "sprawiedliwości żydowskiej" wystarczy zapytać pierwszego lepszego Palestyńczyka. Nie zapominajmy też, że żyd ortodoksyjny modli się codziennie: "Dzięki ci Boże, że nie uczyniłeś mnie gojim, niewolnikiem, czy też kobietą". Jest przekonany, że Pan Bóg stworzył mu kobietę i gojim po to, aby nie musiał spółkować z bestiami.
 
Kiedy żydzi wkraczają do narodu zwartego, jako obcokrajowcy, instytucje rodzime są dla nich zamknięte. Muszą więc stworzyć sobie warunki umożliwiające penetrację i kontrolę zorganizowania narodowego. Temu służy kosmopolityzm, wielokulturowość, rozwiązłość prowadząca do braku dyscypliny wewnętrznej i ogólnie, socjaldemokracja. Z tego względu, żydzi bez wytchnienia nawołują do zmian, do zmian za wszelką cenę, co nazywają postępem. Dla nich, nie jest ważne co zmienia się na co i jakie to przyniesie skutki. Liczy się głównie to, że tradycja i zwartość narodowa zostają przerwane.
 
Przy tym, zawsze są obecni po obu stronach barykady. Jeżeli, powiedzmy, popularyzują modę na rozwiązły styl życia i modę na aborcję, to zawsze znajdą się żydzi, którzy będą obecni wśród ugrupowań potępiających so domię i dzieciobójstwo. Zwykle, są to żydzi "nawróceni"; jak zawodowi dysydenci Michnik, Kuroń i Mazowiecki, czy też rzeźnik dziecięcy B. Nathanson, który kiedyś robił forsę na aborcji, a teraz robi to samo na jej zwalczaniu.
 
Penetrację środowisk ułatwia im celowo wzniecany wrzask na temat antysemityzmu. Wiadomo, nikt nie chce być antysemitą. Katolik pragnie tylko, aby Semita zajął się swoimi sprawami i pozostawił nas, gojim, w świętym spokoju. Szczególnie politycy boją się pomówienia o antysemityzm. Z wiadomych względów. Stąd, każdy polityk, próbujący sprzeciwić się perfidii żydowskiej, w swojej naiwności szybko rozgląda się za towarzystwem "przyjaznego rabina", aby tym udowodnić, że nie jest antysemitą. 0 to właśnie żydom chodzi.
 
Bowiem, "rabin przyjazny" jest koniem trojańskim w nowopowstałej organizacji patriotycznej. Zawsze, obecność choć jednego żyda w ruchu narodowym zepsuje powietrze do tego stopnia, że ludzie zaczynają patrzeć na ruch sceptycznie. Widać w nim kolejną błazenadę polityczną, którą ludzie są już zmęczeni, i dla której szkoda czasu i atłasu. O to właśnie żydom chodzi. Na ten wyświechtany chwyt żydowski dali się nabrać Jean-Marie Le Pen, Patrick Buchanan, i nawet nasz rodzimy autor "Słupa Janowskiego" (pomysł słupa jest bardzo dobry i godny rozpowszechnienia po całej Polsce). Powiedzmy, sytuacji Le Pena nie poprawia nawet to, że arcybiskup Paryża, kardynał Lustiger, przyjął go chłodno i arogancko. Bowiem, szczur wyczuwa pierwszy, że statek przecieka i może zatonąć.
 
Nieżydzi łatwo dają się nabierać na starą pułapkę, dzieląc żydów, w rozumowaniu politycznym i ekonomicznym, na "dobrych" oraz na "złych". Konsekwencje takiego podziału zawsze były katastrofalne w skutkach. Bowiem, w praktyce, każdy żyd ortodoksyjny, neokonserwatywny, przechrzta katolicki i jakikolwiek istnieć może, wierzy w istnienie przymierza pomiędzy bogiem żydowskim, a ludem żydowskim. Wierzy w to, że istnieje żyd "wybrany", który ma z tego tytułu specjalne przywileje. Według Talmudu, niebo i ziemia zostały stworzone przede wszystkim dla żydów. Nadal dla żyda grzechem najcięższym jest mesira [1] .
 
Tak bardzo głęboki rasizm żydowski musi być zgubny dla naiwnego gojim: "Ssać będziesz mleko narodów i piersi królewskie ssać będziesz" (Iz 60;16). Stąd, każda grupa żydowska jest grupę pasożytniczą; a państwo Izrael może być tutaj najlepszym przykładem, że tak jest [2].
 
Kiedy utworzony przez żydów komunizm przestał spełniać zamierzone rolę, kiedy z roku na rok stawał się coraz bardziej nacjonalistyczny i patriotyczny, to żydzi, widząc, że przegrywają, przyłączyli się do opozycji tradycyjnie antykomunistycznej. Stali się "dysydentami". Żyd zawsze rozpoczyna płacz zanim dostanie w mordę. Dzięki poparciu wielkiego kapitału żydowskiego, w krótkim czasie poczęli przewodzić opozycji antykomunistycznej; powiedzmy, stali się przywódcami w Solidarności. Stopniowo rekonstruując socjaldemokrację i mając do dyspozycji środki masowego przekazu, są w stanie zachować tożsamość, mogą mieszać ludziom w głowie, mogą być pasożytami i niszczycielami.
 
Pragnąc być dobrze zrozumiany, muszę wyraźnie podkreślić, że wszelkie twierdzenie, iż każdy żyd jest urodzonym szubrawca, byłoby powielaniem rasizmu żydowskiego, byłoby twierdzeniem, że wszystko co jest "koszer", jest "trefne"; czyli, byłoby nonsensem. Każdy z nas może spotkać żyda, który okaże się być ludzki, towarzyski i nawet uczciwy. Krótko mówiąc, da się lubić tak długo, jak długo pozostawimy na boku żywotne interesy żydostwa. Stąd, na podstawie osądu „prywatnego” możemy wierzyć w możliwość istnienia "żyda dobrego". Jednak, skoro jesteśmy częścią narodu, mamy obowiązki społeczne, które zabraniają nam robić wyjątki w oparciu o spostrzeżenia prywatne. Obowiązuje nas solidarność narodowa. Kiedy trwa wojna, to wszelkie gesty wyjątkowe przynoszą skutki zgubne. Zatem, każde postępowanie polityczne, na forum międzynarodowym, oparte na własnym widzi mi się, może być uważane za zdradę narodową. 
 
Tradycja cywilizacji łacińskiej rozgranicza osobę prywatną od osoby piastującej funkcję polityczną i społeczną. Osoba prywatna ma prawo postępować zgodnie z wolną wolą i powiedzmy rozdawać ubogim majątek własny, miłować kogo tylko się da i co tylko się da, nawet kopiąc sobie tym grób. Może być ukarana wówczas, gdy przekroczy obowiązujące prawo, gdyż łamanie prawa jest już wchodzeniem na teren publiczny. Dalej, skoro wszelkie funkcje polityczne i społeczne są publiczne, więc pracownicy rządowi, ministrowie i ambasadorzy nie mają prawa trwonić lekkomyślnie majątku narodowego, nie mają prawa podejmować decyzji, z tytułu pełnionej funkcji, w oparciu o jakość spędzonej nocy z podstawioną im kurtyzaną, czy też na podstawie otrzymanych prezentów i obietnic od "uczynnego" partnera handlowego. Nie mają prawa brukać imienia i honoru narodu, który reprezentują. Nie mają też prawa "nadstawiać drugiego policzka", kiedy otrzymali uderzenie w pierwszy; bo tak nakazuje "Pismo". Przede wszystkim, "Pismo" nakazuje rzeczy krańcowo odmienne w odmiennych sytuacjach. Powiedzmy, król zapraszający na ucztę weselną wysyła wojsko w celu zniszczenia tych, którzy wymordowali mu posłańców.
 
Wprawdzie, Jezus Chrystus jest dobrym pasterzem, ale jest też sprawiedliwyn królem. Dalej, wolna wola może działać sprawnie tylko wówczas, kiedy rozumiemy dobrze, które sytuacje są dla nas realne oraz zgodne z odwiecznym prawem naturalnym. Skoro prawda czyni ludzi wolnymi, jest kwestią życia i śmierci, aby móc uwolnić się od propagandy kłamliwej, wyrabiającej w nas fałszywe wyobrażenie o otaczającym świecie.
 
Przekonanie, że kiedy odpowiemy miłością na nienawiść, to nienawiść przeobrazi się w miłość, jest niebezpiecznie naiwne. Podobnie jak przekonanie, że dzielenie się wiedzą i majątkiem narodowym z hordami dzikusów nakłoni ich do pracy i do odpowiedzialności za własną przyszłość. Altruizm jest rzeczą dobrą we wnętrzu narodu. Stosowany na skalę międzynarodową, rujnuje dobroczyńcę. Szczególnie naiwnym jest przekonanie, że okazywana żydowi miłość masochistyczna nakłoni go do porzucenia bożka plemiennego Jehowy.
Okazywanie żydowi miłości, czy też nienawiści, jest tak samo bezsensowne, jak żywienie nienawiści do tasiemca, lub do szczura. Po prostu, chcąc mieć porządek w brzuchu i w zagrodzie, należy zabronić tasiemcowi i szczurom wstępu. Nie ma powodów racjonalnych, aby ich nienawidzieć i jedno¬cześnie trzymać na swojej posesji.
 
Ostatnio, w czasie rozmowy z politykiem amerykańskim napomknąłem, z odcieniem smutku, o krecich wyskokach antynarodowych Kościoła katolickiego w Polsce. Mój rozmówca przypomniał mi, że Kościół katolicki jest gotów kolaborować z każdym, włączając w to żydów, kto przyczynia się do umocnienia jego interesów. Kościół, jako całość, jest ogólnie prożydowski i takim pozostanie tak długo, jak długo nie nabierze przekonania, że popieranie ruchu narodowego może przynieść mu większe korzyści. - Automatycznie, stanęła mi przed oczami osamotniona postać uciekającego króla Jana Kazimierza w czasie potopu szwedzkiego, cesarzowa Maria Teresa ze łzami w oczach podpisująca traktat o rozbiorach Polski, oraz cienie księży jezuitów pozostawionych na pastwę losu wśród dziczy amerykańskiej po rozwiązaniu Zakonu. Dalej, przypomniałem sobie również ostatnią wypowiedź doradcy teologicznego papieża Jana Pawła II, dominikanina Georges Cottier, na temat masonerii; że nie jest sektą, że w swej większości jest ruchem pozytywnym, że biskupi należą do niej od dawna itd., itd. To jest
oficjalne stanowisko Watykanu. Czyżby Watykan przygotowywał się do wrzucenia prochów papieża Leona XIII do Tybru?
 
Czyżby i tutaj wywarła swój wpływ "pechowa trzynastka"? Korzystając z mojej zadumy, rozmówca dodał, iż mając do czynienia z lawirującym Episkopatem Polskim byłoby naiwnością spodziewać się, że pozostawioną przez komunistów próżnię polityczną wypełnią narodowcy, księża patrioci, czy też ludzie dobrej woli. Zapełni ją ten sam gatunek kłamców bezdusznych, wyzbytych jakichkolwiek skrupułów pozerów politycznych, podobnych do tych na Zachodzie zażydzonym, którzy jak robactwo wypełzną na wierz mas socjaldemokraty żujących, dzięki wrodzonym zdolnościom do oszustw, do przetargów, do pochlebstw i do pozerstwa. Są to ci Polacy, którzy współpracują z Żydami tak w Solidarności, jak i poza nią. Spójrz, przyjacielu, na Lecha Wałęsę. - Przekonywał mnie mój dyskutant. - Gdy przysłano go do nas, do Stanów Zjednoczonych, to głównie z wiadomością, którą powtórzył wielokrotnie, że jego nowy rząd w Polsce zdecydowanie zobowiązuje się do przyjaźni z żydami, a wznowienie stosunków dyplomatycznych z Izraelem widzi jako poważny krok do przodu. Jako postęp. To nie jest wszystko. W czasie spotkania z wpływowymi przywódcami żydowskimi, w Nowym Jorku, Wałęsa oświadczył, że każdy Polak, który nadal żywi urazę do Żydów, zasługuje na to, aby na niego napluć . Zatem, gdy karaluch plujący został prezydentem RP, to niezwłocznie udał się do Izraela, aby tam uderzyć czołem przed Ickiem
Szamirem. Z kolei, wasz Belweder ponownie stał się „Jahudi-arka”. - Nadal milczałem jak zaklęty. - Aby mnie ożywić, mój rozmówca zadał mi pytanie: Jaka jest różnica pomiędzy polskimi rozmowami przy okrągłym stole i węgierskimi? - Wzruszyłem ramionami. - Taka, usłyszałem odpowiedź, że przy stole węgierskim zasiadają Węgrzy i Żydzi, a przy stole polskim, brakuje Węgrów...- „Just gullible” Poles... Rzeczywiście, mieliśmy wyjątkowe grono kandydatów na prezydenta RP. Żyd Mazowiecki, ożeniony z żydówką Tymiński oraz chętny pluć na Polaków pies żydowski, Wałęsa.
 
Plutokraci zawsze szukają pajaca na wodza dla Polaków. I znajdują. Po tej rozmowie, zastanawiałem się również, czy będąc w USA Lech Wałęsa odebrał nagrodę "Uczciwości Międzynarodowej", przyznaną mu przez lidera kultu „NewAge”, John-Roger Hinkis, kapłana Światła w ruchu MSIA. Nagrodę stanowiła piramida kryształowa oraz czek na dziesięć tysięcy dolarów. Gdy „New Age” nastanie, piramidka, symbolizująca bożka Słońce, będzie talizmanem zbawiennym. Jak kiedyś legitymacja PZPR. Na wszelki wypadek, warto ją mieć pod ręką. Póki co, w klapie marynarki Matka Boska Częstochowska, a pod poduszka piramidka. Kał zawsze płynie z prądem.
 
Tutaj mała uwaga. Bardzo często, działacze polityczni, którzy nie potrafią podjąć jakiejkolwiek decyzji, mają do księży pretensje, że nie pomagają im tak, jakby tego chcieli, że nie odwalają za nich roboty politycznej (ks. Jankowski jest wyjątkiem, ale za to jeździ mercedesem). Ogólnie rzecz biorąc, Kościół rzymski nie może służyć celom ściśle politycznym. Teoretycznie, Kościół katolicki nie może dać się zredukować do poziomu ziemskich konfliktów politycznych. Jego misja posiada cel inny. Rolę kapłana dobrze przedstawił ks. kardynał Hiacynt Thiandoum, arcybiskup Dakaru, w wywiadzie dla „30 DAYS, nr. 2 - 1992: "Kapłan, jako człowiek należący do wszystkich ludzi, nie może być zaangażowany politycznie, gdyż to uczyniłoby go zwolennikiem konkretnej partii"; i nieco dalej: "Jeżeli kapłan staje się aktywistą partyjnym, jakakolwiek partia to by nie była, to rozmija się z powołaniem". Zatem, nie oczekujmy od księży rzeczy niemożliwych. Jako obywatele świata, mogą nam szkodzić, ale pomagać nie muszą.
 
Pomimo deprawowania władzy, masoni, komuniści i socjaldemokraci są zaskoczeni i zdumieni witalnością narodów katolickich oraz ich wielkim przywiązaniem do ziemi ojczystej . To jest ziemia katolicka i taką musi pozostać. Ma to tym większe znaczenie, gdyż odradzający się ruch narodowy może obrócić w niwecz żydomasońskie zakusy budowania "no-wego porządku". Bez wątpienia, plutokracja międzynarodowa, a raczej, antynarodowa, nie odda swoich zdobyczy bez walki. Polityka ekonomii międzynarodowej, której obecnie przewodzi prezydent USA, arcymason George Bush, będzie robić wszystko, aby niepodległość narodów buntujących się nie była trwała i nieskalana. Jak już wcześniej wspomniałem, po to w każdym narodzie są rozbudowywane grupy mniejszości narodowej; czyli, „element pasożytniczy”.
 
Zatem, pomimo, iż będziemy pełni ducha bojowego i będziemy mieli rację po naszej stronie, ciągle możemy być zepchnięci poza margines działalności politycznej. Bowiem, nie ma żadnego znaczenia praktycznego ile wiemy i co wiemy. Liczy się przede wszystkim to, co robimy. Wszyscy jesteśmy kupcami przez całe życie, gdyż życie jest jednym wielkim rynkiem. Niestety, ludzie zbyt często oczekują, że ktoś inny będzie troszczył się o nich.
 
Nonsens. Każdy musi dbać o siebie samego. Wprawdzie, w obecnej konfrontacji może zadecydować druzgocąca przewaga materialna naszego wroga; jednak, do czasu. Ameryka z jej systemem żydokratycznym staje się coraz bardziej chora ekonomicznie i moralnie. Jej potęga ekonomiczna nieodwracalnie staje się historią. Pragnąc wejść w trzecie tysiąclecie z imperium ogólnoświatowym, masoni amerykańscy muszą się spieszyć. Ich przywiązanie do kabały czyni ich przesądnymi. Prezydent USA, George Bush, już mdleje przed Japończykami.
 
Wyczuwa doskonale, że żydo-demokratyczna mieszanka rasowa, którą reprezentuje, oddala go od pozycji prezydenta Stanów Zjednoczonych Świata. Musi przegrać z Japończykami, gdyż Japonia zachowała system feudalny, który przystosował się do nowej sytuacji politycznej. Samurajów zastąpili właściciele wielkich przedsię biorstw. Proszę sobie wyobrazić naród stumilionowy, zwarty, czysty rasowo, bez "mniejszości narodowej", bez Michników, Kuroni, Urbanów i Mazowieckich, bez Balcerowiczów i bez komplikacji z tego wynikających.
 
Kiedyś, w Ameryce też było kolorowo, dopóki Europa zażydzona nie nafaszerowała ją "naszymi". Czas pokaże, czy będziemy mieli wkrótce rząd ogólnoświatowy, rząd globalny, władający światem podzielonym na regiony, z jedną walutą ogólnoświatową, z jednym systemem podatkowym, z jednym prawem, sądownictwem i siłami policyjnymi. W skład rządu ma wejść elita niewybieralna(!); czyli, demokracja nie będzie już potrzebna. W chwili obecnej, są już tworzone ogólnoświatowe siły policyjne. Czasami są one nazywane siłami wyjątkowymi ONZ. Od roku 1961, Organizacja Narodów Zjednoczonych rozpoczęła szkolenie kadr w kierunku globalizacji. Jest to parasol ochronny dla całej agendy rządu ogólnoświatowego. U Thant założył grupę Obywateli Planetarnych, która pracuje nad przygotowaniem ONZ do przyjęcia rządu ogólnoświatowego. Jej członkowie składają przysięgę-zobowiązanie na rzecz pracy nad wzmocnieniem ONZ.
 
Dalej, chcąc zjednoczyć świat, pierwej należy zjednoczyć Europę. Bez tego nie może być mowy o rządzie ogólnoświatowym. Już w roku 1793 masoni prorokowali, że Europa będzie zjednoczona do roku 1992, a bank europejski powstanie do roku 1994. Pieniędzmi mają być ECU, najpóźniej od roku 1997. Jednak, jedność ekonomiczna nie może mieć miejsca bez jedności politycznej. Do tego celu należy powołać do życia federację państw europejskich: Stany Zjednoczone Europy.
 
Tak, to wszystko było już opracowane przez illuminatów w roku 1793. Od roku 1920, o Stanach Zjednoczonych Europy poczęli mówić teozofowie. Z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej, wspólnie do dzieła wzięli się masoni niemieccy i amerykańscy . Teraz, na przywódców wszystkich krajów europejskich są wybierani ci działacze, którzy są gotowi przyjąć jeden rząd ogólnoświatowy i ewentualnie wejść w jego skład. Nasz Lech Wałęsa nie stanowi wyjątku. Nie bez powodu otrzymał pastucha w osobie Balcerowicza.
 
To wszystko ma być osiągnięte przy pomocy klęsk plano¬wanych, głodu powszechnego, depresji gospodarczej, zadłużeń zagranicznych oraz wojen . Twórcy „novus ordo seclorum” zamęczą ludzi i ludzie przestaną stawiać opór. Dla chleba i spokoju świętego, zgodzą się na każdą podłość im zaproponowaną, którą poprą przy urnach wyborczych, w wyborach socjaldemokratycznych. Ostatnie wydarzenia w Europie Wschodniej w pełni to potwierdzają.
 
Tworzone stopniowo rządy regionalne doprowadzą do usunięcia granic państwowych. Proponowanymi latami powstania rządu ogólnoświatowego są: rok 2000, rok 2011, lub rok 2012. Definitywnie, dzieło jednoczenia świata ma być zakończone do roku 2017. W tymże roku, żydzi mają wznowić rytuał całopalenia. Pierwsi na ogień pójdą narodowcy. Główny ołtarz całopalny, ku czci JHVH-LUCYFERA, ma być na terenie oświęcimskiego obozu zagłady. Nowa Jerozolima.
 
Z tego względu, żydzi przywłaszczyli sobie ten obóz i trzymają na nim oko. Rząd ogólnoświatowy ma być kopią amerykanizmu; czyli, stuprocentowego tworu masońskiego. Pod płaszczykiem demokracji, system amerykański zdał w pełni egzamin w propagowaniu i wdrażaniu zasad rządzenia światem.
 
Dla przykładu, Borys Jelcyn został przeszkolony przez Amerykanów w zakresie amerykańskiego systemu rządzenia. Podobnie jest z pozostałymi przywódcami państw byłego bloku komunistycznego. Gdy nastanie epoka „New Age”, Anno Domini (A.D.) oficjalnie zostanie zastąpiony przez Anno Lucis (A.L.). Obecnie, A.L. używają masoni w swoim kalendarzu. I tak, A.D. 1992 jest u nich 5992 A.L. (1992+4000). Niektórzy spodziewają się wielkich przemian na ziemi w A.D. 2000; czyli, w 6000 A.L. Są tacy, którzy prorokują kolejną eksplozję gwiazdy, potwierdzającą potęgę Lucyfera; rzekomego boga prawdziwego. Nastąpi milenium światła, milenium panowania Maitrei, który ma być piątym wcieleniem Buddy. Chrześcijanie spoganiali widzą w nim Chrystusa. Z kolei, dla żydów ma być kolejnym mesjaszem. Hindusi oczekują, że będzie to Kriszna, a muzułmanie pragną mieć Mahdiego. W tak dużym chaosie religijnym, może to być jedynie Lucyfer. Przecież, Wielka Inwokacja do Maitrei błaga o wprowadzenie na ziemi „Planu”; czyli, powszechnego systemu kart kredytowych (kontrola zupełna tego co kupujemy i gdzie kupujemy), ustanowienie centralnej dystrybucji żywności światowej (vide Księga Rodzaju 47; 15), ogólnoświatowe opodatkowanie oraz ogólnoświatowe siły policyjne. W USA powstał już Pierwszy Batalion Ziemski.
 
Wiadomo, sztab Maitrei mieści się w Nowym Jorku, przy 777 United Nation Plaza, w siedzibie Obywateli Planetarnych. Dalej, przy 866 United Nation Plaża (Plac Narodów Zjednoczonych) jest Lucis Trust. David Sprangler, dyrektor Inicjatywy Planetarnej (obecnej w Polsce), oświadczył bez żenady, że wtajemniczenia lucyferyczne są konieczne dla powszechnego wprowadzenia religii „New Age”.
 
Również, Aurelio Peccei, założyciel „Club of Rome” (aktywny w Polsce), okazał się jawnym zwolennikiem wtajemniczeń lucyferycznych. Podejrzewam, iż w przypadku mesjasza Maitrei będzie biznes poważny. Zwolennicy Maitrei są obecni w ONZ, w poważnych kręgach naukowych i politycznych, a nawet w hierarchii Kościoła katolickiego. Obecnie, najbardziej "kochliwi" biskupi Kościoła rzymskiego, wierzący w bożka Miłość, nie mogą zaprzeczyć, że obecność gnozy wśród ka¬tolików stała się faktem. Wprawdzie oparliśmy się filozofii materialistycznej, utażsamiającej człowieka z małpą, lecz stajemy się bezradni wobec filozofii gnozy, utożsamiającej człowieka z aniołem. Poczęliśmy tworzyć "teologię własną", dopasowaną do potrzeb religii „New Age”.
 
W takich układach, masoneria amerykańska gorączkowo przygotowuje się do obchodów roku lucyferycznego 6000 A.L., czyli, A.D. 2000. Mason Ronald Reagan przygotował prezydenturę dla arcymasona George Bush. Ten, z kolei, pracuje do utraty zdrowia nad wprowadzeniem USA, i reszty świata, pod tysiącletnie panowanie „Lorda Maitrei” , księcia światłości, czy jak kto woli, Lucyfera. Popycha więc Amerykę do przodu, ciągle do przodu, aby spełniły się odwieczne marzenia farmazonów o "tysiącu punktów świetlnych". To jest jego misją. Przyrzeka, że ją wypełni. Zobaczymy, czy uda mu się zrealizować to w pełni. Pierwej, w A.D. 1999, czyli w 5999 A.L., ma odbyć się wielki jubel; coś w rodzaju saturnalii. Gdzie? - Wiadomo, w Egipcie, we wnętrzu piramidy Cheopsa! Przecież, w piramidach odbywały się wtajemniczenia lucyferyczne. Po to głównie były budowane. Dla chwały księcia światłości.
 
Faraonów grzebano tam okazyjnie. Być może, jako wielkich kapłanów Lucyfera, czy też jako wcielonego boga Słońce. Tak, George Bush przyobiecał udać się do Egiptu w roku 1999, aby zadeklarować tam tysiącletnie panowanie Lucyfera, „New Age”, czy też „New World Order”.
 
W związku z tym, nasunęła się mi pewna myśl. Skoro Watykan uważa, iż masoni są cacy, że należy ich poważać i szanować, to powinniśmy być wdzięczni prezydentowi USA, George Bush, za tak wielką troskę o rodzaj ludzki. Jednak, po co nam wówczas będzie potrzebny Watykan? Jako muzeum zakłamania?
PRZYPISY.
[1]. Dla czytelnika znającego język angielski załączam fragment opisu wydarzenia w Londynie, w 1991 roku. Skoro opis pochodzi z „Jewish Chronicle” (Aug. 2, 1991), więc nie może być wymysłem "antysemitów".
Police were called to Stamford Hill, the hea rt of the strictly Orthodox community in London, during the weekend, when bricks were hurled at a house, a car was attacked by a crowd armed with metal bars, and a family was forced to leave its home. Police reports said over 100 people were involved in disturbances on Sarurday and Sunday nights.The violence flared during demonstrations by strictly Orthodox jews against the sentencing of 18-year-old Stamford Hill resident Eli Cohen for indecent assault against a five-year-old girl.
 
Żydów rozwścieczyło nie to, że Eli Cohen zgwałcił pięcioletnią dziewczynkę, bo to u nich nie jest przestępstwem, ale fakt, że rodzice dziewczynki powiadomili o gwałcie władze angielskie; czyli, dopuścili się przewinienia zwanego „mesira”. Według Talmudu, żyd świadczący przeciwko żydowi u władz nieżydowskich jest „mojser” i podlega karze śmierci.
 
[2] Oto notatka prasowa o pomocy amerykańskiej dla Izraela.
 
The cost of a friendship: Cong. Lee Hamil¬ton of Indiana disclosed recently that U.S. aid to lsrael sińce 1967 is at least $77 billion, or $16,500 for every Israeli man, woman, and child. The figurę could be higher, he suggested, because so many forrns of aid are hidden in obscure appropriations, and "things keep popping out."
 
Gdy do tego dodamy dziesiątki miliardów marek niemieckich, to obraz pasożyta ogólnoświatowego będzie pełniejszy.
 
SUPERKOBIETY I SUPERRASA.
 
Mentalność antynarodowa i antyrodzinna naszych czasów sięga korzeniami do racjonalizmu i bezbożnictwa z okresu Oświecenia, do odrodzonego wówczas kultu trójcy masońskiej: Wolność, Równość i Braterstwo. To jakobińska rewolucja francuska, z 1789 roku, uprawomocniła i spopularyzowała rozwody. Płodzenie bękartów nigdy nie było wymogiem abstrakcji historycznej. Jest to rezultat wyrachowanych decyzji politycznych.
 
Po drugiej wojnie światowej, świat stanął otworem dla demokracji. Nowym bożkiem stało się zboczenie wszelkie, a dr Żyd jego prorokiem. Sprawdzone w czasie wartości życiowe naszych przodków zostały odrzucone. Ich miejsce za¬jęła bezcelowość życia, charakteryzująca się pogonią za infantylnym samozadowoleniem. Głównie poczęło się liczyć własne "ja". Żyd Jerry Rubin napisał książkę pt. "Do it !" (Rób to!), w której zachęcał do palenia kościołów i mordo¬wania własnych rodziców, do kopulacji nieokiełzanej i do zażywania narkotyków. Pojawiły się dzieci kwiaty, które okazały się kolejnym niewypałem; jakkolwiek, niewypałem bardzo kosztownym i w poważnym stopniu nadwerężającym tradycje rodzinną. W praktyce okazało się, że jest niemoż¬liwe, aby móc żyć z kurtyzaną pod jednym dachem. Żadna grupa ludzi nie przetrwa, o ile odmówi robienia czegokolwiek innego, co nie jest związane z kopulacją i z wchłania¬niem używek. Wspólnota "ja sam" jest mitem. Mimo tego, "ja" pokolenie ujrzało cel życia człowieka w samym sobie. Otoczenie było mu potrzebne na tyle, na ile dostarczało part¬nerów do kopulacji, do zabawy, na ile było dostawcą narkotyków i przyklaskiwało ludzkiej przebiegłości. Rola jednostki została wyolbrzymiona, a słowo "naród" stało się słowem przeklętym. Mało kto już pamiętał o Panu Bogu i o Jego przykazaniach.
 
Bezbożnictwo jest zawsze próbą niedostrzegania Bożego porządku we wszechświecie, jest próbą niedostrzegania celowości tego porządku. Liberał sekularystyczny, wierząc w wyłączność życia doczesnego, musi stawiać przyjemności ponad wszystko. Tym samym, życie rodzinne, widziane jako przeszkoda w dostępie do rozkoszy hedonistycznych, poczęło być zwalczane. Dalej, racjonaliści uwierzyli w niezawodność mędrca szkiełka i oka.
 
Wszystko, co nie jest mierzalne, co nie daje się ująć w formułkę matematyczną, uznali jako nieistniejące. Tym samym, ślubowanie dozgonne, jak i każde zobowiązanie długoterminowe, uznali za niedorzeczność. W konsekwencji, plaga rozwodów stała się faktem i każdy zwolennik "postępu" począł urządzać się na wszelkie dostępne sposoby, wyzbywając się honoru i poczucia godności. Na tej bazie rozwinął się feminizm. Równość poczęła być już widziana jako identyczność. Mniejsza o genitalia. Skoro postęp wymaga zmian, to dlaczegóż by nie spróbować podmienić męża na lesbijkę? Mężczyzna też szybko odkrył, że pedał może być równie dobry w łóżku, a nawet lepszy, aniżeli emancypantka.
 
Skoro, w myśl teorii Darwina, człowiek ma być zwierzęciem powstałym w wyniku przypadku, to dlaczegóż by nie spróbować rozmnażać go przy pomocy probówki i inkubatora? Po co kobietę fatygować ciążą i porodem? Szkoda na to czasu. Już w XIX wieku, teozofka Annie Besant, uczennica Heleny Bławackiej, rozpętała kampanię antyciążową. Po niej, przyszła Margatet Sanger. To dzięki nim małżeństwo przeobraziło się w zalegalizowany konkubinat.
 
Przecież, kobieta uwolniona od ciąży i macierzyństwa, oraz mężczyzna, uwolniony od ojcostwa, mogą spokojnie zająć się saturnaliami, mogą zająć się uprawianiem nierządu świata pogańskiego. Wówczas, małżonkowie zaczynają myśleć nie o tym, ile mogą wnieść do małżeństwa, ale o tym, ile mogą z niego uzyskać. Istotnie, śmierć frajerom! Żyje się tylko raz!
 
W takich układach, małżeństwo trwa tak długo, jak długo każdej ze stron to się opłaca. Rewolucyjni zwolennicy "postępu" zapomnieli już o możliwości korzystania ze zdrowego rozsądku. Do tego stopnia zafascynowała ich własna podświadomość, że szukają w niejzbawienia w każdej sytuacji życiowej. Jak bestie, zawierzyli instynktowi i reagują na ich wzór.
 
Jest rzeczą naturalną, że ludzie nie korzystający z usług rozumu nie zechcą skorzystać z dobrodziejstw wypływających z małżeństwa. Nawet, nie zawsze pamiętają, co słowo "małżeństwo" oznacza. Nie wspomną już o zasadach pożycia małżeńskiego. Te są już tak rozmyte, jak drogi polne w czasie słoty jesiennej. Powiedzmy, w PRL, dla wielu małżeństwo oznaczało uzyskanie stałego meldunku w Warszawie. Dla innych, małżeństwo oznaczało wyjazd na stałe z Polski. Były też ożenki z córami badylarzy. W tych przypadkach, małżeństwo miało być dowodem sprytu życiowego. Często, niejeden byczek jurny ubzdurał sobie, że jest karpiem, a życie jego jest wielkim okresem tarła. Więc, jak karp, lał spermą gdzie tylko się dało. Kiedy "przytrafiło się" mu potomstwo, to jak karp pozostawiał je na pastwę losu. Nawet nie uczył mycia zębów przed spaniem, gdyż karp myje zęby przez całe życie. To jest jego czynność naturalna. Podobnie rzecz ma się z mamą-karpiem. Nie potrzebuje pamiętać o dawcy spermy. Przecież, następnego sezonu tarłowego będzie nowy; być może, iż bardziej atrakcyjny i obiecujący. Nawet nie przychodzi im do głowy, aby spojrzeć na małżeństwo, jako na fakt naturalny w historii rodzaju ludzkiego.
 
Sęk w tym, że nawet wówczas, gdy mama i tata, podbudowani teorią Darwina, pragną być karpiami, ich dzieci nic o tym nie wiedzą i wiedzieć nie chcą. Ekstaza orgazmiczna mamy i taty nie interesuje ich w ogóle. Wbrew teoriom psychologów i socjologów współczesnych, domagają się stałej opieki rodzicielskiej, edukacji i przygotowania do życia samodzielnego. Chcą być uczeni o życiu i o celu życia. O zgrozo, z uporem dzięcioła trzymają się "przestarzałych" dogmatów kleru. Tak, dzieci są niewinne i zawsze pragną sprawiedliwości. To jedynie dorośli, jako ludzie o słabej woli i zepsuci, domagają się miłosierdzia.
 
Zatem, jak uporać się z tak uciążliwą sytuacją? W jaki sposób pozbyć się tak uciążliwego balastu? - Muszę tutaj przyznać, że Jean Jacąues Rousseau był geniuszem. Pal licho jego rewolucję jakobińską. Jako racjonalista, dokonał większego odkrycia. Znalazł sposób na udawanie karpia tak długo, jak długo staje; niezależnie od ilości "wpadek". Dzieci spłodzone pozostawiał na progu przytułku dla sierot. Z czasem, za jego przykładem i w miarę rozwoju "postępu", ilość podrzutków rosła w postępie geometrycznym. Filozofia liberalizmu sekularystycznego oraz teoria Darwina robiły swoje. Z konieczności, sieć przytułków dla podrzutków rozrosła się do tego stopnia, że poczęły być nazywane żłobkami, ochronkami, przedszkolami, sierocińcami, poprawczakami i szkołami publicznymi. To wszystko zawdzięczamy Rousseau i tylko Rousseau. Biedak, nawet nie dostał za to nagrody Nobla. Cóż, w jego czasach, żydzi byli widziani tym, kim byli i trzymano ich z daleka od rozdziału nagród.
 
Parens patriae stał się więc rzeczywistością świata liberalizmu z dodatkiem socjaldemokracji. Bowiem, system państwowy socjaldemokratów nie opiera się na historycznym rozwoju Państwa, ale na iluzji. Socjaldemokratom wydaje się, że rodzinę i naród są w stanie zastąpić Państwem. Po prostu, głupcy. Każdy system usług społecznych, czy to będzie poczta, czy sieć żłobków i przedszkoli, czy też sieć komunikacji miejskiej, jest organizacją, która tylko ludzi przemieszcza, przechowuje i komunikuje. Jak maszyna, nie wnika w wewnętrzną naturę rzeczy, z którymi ma do czynienia. Nawet obowiązujący system przepisów prawnych zapewnia zachowanie utrwalonych konwenansów tak długo, jak długo rzecz jest paczką, przedmiotem ponumerowanym, czym jest posiadanie biletu autobusowego, a nie istotą żywą, posiadającą ciało i duszę. Magazyniera nie interesuje wiadomość zawarta w paczce, gdyż ta zawsze jest prywatna, lecz wyłącznie paczka, jako
przedmiot prawny.
 
Tym samym, socjaldemokratyczna utopia kibucu na skalę światową może być nazwana rajem dla gońców i dla magazynierów. Ich Państwo nie jest w stanie zastąpić rodziny; bowiem, każdy biznes doniosły jest biznesem prywatnym. To dzięki rodzinom powstała kultura, powstały zwyczaje i tradycja. Zawsze, dom rodzinny jest sprawdzianem wolności człowieka. Dom jest miejscem, w którym kształtuje się ciało i dusza człowieka, w którym kształtuje się dusza narodu. Natomiast, zadaniem Państwa jest pełnić rolę służebną, a nie zastępczą.
 
Powróćmy jednak do zagadnienia kryzysu w rodzinie. Kiedyś, małżeństwo było zobowiązaniem na całe życie. Przypominała nam o tym nie tylko nasza religia katolicka, ale przypominały nam także cienie naszych przodków oraz - 44 - dobry przykład naszych rodziców. Jednak, liberałowie sekularystyczni obwieścili nam inna nowinę: "Nie mamy prawa do zobowiązań życiowych!". Tym samym, odebrano nam prawo do życia w rodzinie. Nasza żona, czy mąż, może odejść od nas kiedy tylko zapragnie. Nawet, nie podając powodów. W konsekwencji, zamiast żony, mamy konkubinę, a zamiast męża, mamy zdrajcę. Mężczyzna nie widzi już w kobiecie żony i matki swoich dzieci, a kobieta nie widzi już w mężczyźnie męża i ojca. Stali się automatami kopulacyjnymi odmiennej płci.
 
Jedne z wielkich cech prawa naturalnego jest ciągłość w czasie. Człowiek nie jest w stanie podzielić swojego życia na części całkowicie od siebie niezależne. Nie da się, bowiem, "przygodnie" kopulować z Jolką we wtorki, z Mariolką w piątki, a z Elką w niedzielę. W istocie rzeczy, to nie byłoby uprawianiem miłostek przygodnych, lecz życiem w poligamii. Tak, każdy flirt w łóżku jest intymnym związkiem dwojga ludzi. Szczególnie wówczas, kiedy gołąbki gruchające postanowiły zamieszkać wspólnie, "na próbę". Cóż, zwolennik wolnej miłości i życia na łapę jest gorszy od "rębajły" przygodnego. Bowiem, idea wolnej miłości zmusza go, aby był wyrachowany i nieodpowiedzialny nawet w związku ciągnącym się przez długie lata. Jest to tragiczna forma małżeństwa i najgorsza; ponieważ jest doraźna i nieusuwalna z pamięci. Skoro człowiek stanowi nierozerwalną jedność fizyczną i psychiczną, każde nasze postępowanie przynosi konsekwencje; najczęściej, widoczne już za życia. I nie da się robić rzeczy głupich i zboczonych zachowując równowagę ducha. Każdy nasz grzech przysparza nam kłopotów. Nigdy ich nie ujmuje. Decyzje chore zawsze czynią człowieka bardziej chorym. Tak, głównym źródłem dramatu życia ludzkiego jest jego ciągłość w czasie.
 
Kiedyś wspomniałem, że rozwodnik musi być smutny, gdyż rozwód jest rozbieraniem się do naga w miejscu publicznym. Jest pozbywaniem się towarzysza w drodze przez życie. Jeden z moich korespondentów dodał, iż "powód do podobnego smutku i uczucia straty niepowetowanej musi mieć również każdy, kto zbyt długo żył 'na kocią łapę', każdy, kto zbyt późno znalazł partnera w drodze życiowej, często partnera porzuconego przez innych, posiadającego już w swojej księdze pamięci inne wpisy i wspomnienia". Święta to prawda.
 
Nie każdy mężczyzna jest w stanie przyjąć "inne wpisy". Szczególnie wówczas, gdy nie posiada własnych. Mój znajomy, chłop prosty, ale dobrze znający życie, to zagadnienie podsumował lapidarnie: "Skoro wysoki i przystojny Henio rozprawiczył, to teraz niech wysoki i przystojny Henio karmi ją i ubiera". Istotnie, prawdziwy mężczyzna nigdy nie będzie należycie szanował kobiety, która pozwoliła sobie na otwartość erotyczną. O ile przyjdzie mu z nią żyć pod jednym dachem, będzie mężczyzną smutnym.
 
Zwolennicy rewolucji seksualnej wydają się być przeświadczeni, że nasi ojcowie i dziadowie byli durniami i wszystko, co wprowadzili w życie, nadaje się do wyrzucenia na śmietnik. O ile tak byłoby naprawdę, to należałoby stwierdzić, że durnota jest cechą dziedziczną. Przecież, nazywanie wolnej miłości "postępem" nie może być mądre. Przede wszystkim, umieszczone obok siebie słowa "wolny" oraz "miłość", rozumiana jako uczucie, przeczą sobie wzajemnie, gdyż kochanek nigdy nie był człowiekiem wolnym i nigdy nim nie będzie. Wolna miłość jest największym wrogiem wolności. Kochanki, konkubiny i kurtyzany, jako chwilowo oddające w dzierżawę swoje części ciała, mogą jedynie dać satysfakcje doraźną i samolubną. Docelowa ekstaza orgazmiczna jest tutaj intensywnym zaznawaniem rozkoszy z całkowitym pominięciem źródła tej przyjemności. Brakuje tu zobowiązań sięgających w przyszłość. Ci, co banalizują pożycie płciowe, banalizują życie własne.
 
Przecież, celem naturalnym miłości jest przywiązać do siebie inną osobę, jest pogłębić sens życia. W przypadku libertynów, akt kopulacji został zredukowany do czynności fizjologicznej, jak jedzenie, picie i wydalanie. Jest widziany jako wymiana płynów pomiędzy kobietą i mężczyzną. Daje to kochankom ułudę, że są panami sytuacji, że są w stanie doskonałej kontroli racjonalnej. Jest to zgubna iluzja kontroli ciała własnego; czyli, jakby ciało nasze było czymś odrębnym i nie było nami. Całe szczęście, że popęd płciowy nie jest popędem do wyłącznego zaznawania rozkoszy. Potwierdza to chociażby fakt, iż pomimo osiągania orgazmu większego, lepszego i wielokrotnego, co było celem wyjściowym rewolucji seksualnej, nadal coś popycha nas do "walenia się". Tak bez powodu? Przecież, to, że Kaśka puszcza się, jest potwierdzeniem, iż jej organizm intensywnie domaga się ciąży, a nie orgazmów.
 
Celem naturalnym kopulacji jest dziecko. Jest to akt o znaczeniu sakramentalnym. Nawet w sytuacji, kiedy celem stosunku płciowego nie jest zapłodnienie, jego forma nie powinna być odczłowieczająca i wypaczająca sakramentalne pojęcie aktywności płciowej. Zatem, nie może tu być miejsca na bestialstwo, na pedofilię, czy też kopulację, dla zaspokojenia własnej prężności i ciekawości; tylko dlatego, że jest w torebce prezerwatywa, lub jest regularnie pobierana pigułka antyciążowa, więc czujemy się "bezpiecznie". Każda kopulacja "dla frajdy" wypacza psychikę w sposób nieodwracalny. Ponadto, każdy, kto plugawi siebie samego, plugawi swoje otoczenie i plugawi własny naród. Staje się pasożytem narodowym.
 
Naturalny popęd płciowy jest twórczy. Jest kluczem do ogniska domowego. Z chwilą, gdy rodzina staje się faktem, to w sposób naturalny zatraca swój charakter erotyczny. Dom rodzinny staje się świątyniaą, szkołaą, sądem, ośrodkiem zdrowia, warsztatem pracy, galerią sztuki i miejscem wypoczynku. Niestety, ludzie zbałamuceni bełkotem o wolności i miłości sądzą naiwnie, że ucieczka z domu, lub unikanie założenia rodziny, daje paszport na wyjazd do świata o większej wolności.
Nonsens! Świat rozprzestrzeniający się poza zaciszem domowym jest pod wyjątkowo ścisłą kontrolą, jest tak bardzo wypełniony rutyną codzienną i konwenansami, że jedynie dom wydaje się być miejscem, gdzie swoboda w działaniu może być egzekwowana. Tak, dom rodzinny jest prawdziwą przystanią dla wolności człowieka. Poza domem, człowiek musi chodzić jak na spacerniaku więziennym. Obowiązuje ten sam kierunek ruchu, ten sam chód i nawet ten sam ubiór.
Ile razy jestem w centrum wielkiego biznesu, w Toronto, w centrum pełnym drapaczy chmur ze szkła, aluminium i stali, zawsze odnoszę wrażenie, iż jestem na spacerniaku więziennym. O ile zaznaję tam zadowolenia, to przede wszystkim z powodu konwenansów, a nie wolności osobistej.
 
Powiedzmy, dziewczyna, która lubi ufarbować sobie na fioletowo resztki włosów, na podgolonej głowie, i ranić krocze nosząc sadystycznie obcisłe spodnie, lepiej będzie czuła się na zatłoczonej promenadzie wielkiego miasta, aniżeli w domu. Bowiem, tłum ją otaczający, został zaprojektowany dla niej. Jednak, ból krocza, ból głowy oraz obowiązek codziennego podgalania się - wszędzie! - przypominają jej nieustannie, iż nie jest dziewczyną wolną. Dalej, ile może mieć wolności kobieta, która uprawia najstarszy zawód świata? Doprawdy, byłaby bardziej wolną mając w łóżku, co noc, męża chrapiącego i cuchnącego wódką! Tak wielka jest potęga domu.
 
Liberalna cyganeria wielkich miast i włóczędzy wszelacy zarzucają pieleszom domowym, że są sztuczne oraz niepewne. Mówią w ten sposób, gdyż żyjąc przez całe życie w hotelach i oberżach, nie mają pojęcia o tradycyjnym życiu rodzinnym i gospodarskim. Ich wizja domu jest również oberżą, gdzie każdy nocujący ma wyznaczony kąt do spania i nic poza tym. Nawet posiłki bywają wchłaniane poza domem; w barach oraz w pawilonach tzw. fast food. Mieszkając w oberży z centralnym ogrzewaniem, są gotowi twierdzić, że ogień jest wytworem fantazji ludzkiej, że nie istnieje. Nie widząc w życiu gospodyni domowej, która jest dla męża partnerką w prowadzeniu gospodarstwa domowego, są przekonani, że kobieta przy mężu jest pasożytem społecznym, że jest prostytutką zalegalizowaną itp. Są to głosy ignorantów, wyjątkowo bezczelnych ignorantów. W istocie rzeczy, dom jest jedynym miejscem, które może być wolne od konwenansów świata zewnętrznego. Jest ziemskim królestwem człowieka normalnego. Przecież, nawet wielki biznes, ten sam biznes, który zniszczył nam dom i rodzinę, uznaje doniosłe znaczenie domu, co uwidacznia się w jego reklamach: "Wypieki domowe!", Wędliny wyrobu domowego!", "Meble dla twojego domu!", "Samochód dla twojej rodziny!" itd., itd. Doprawdy, nigdzie nie zetknąłem się z reklamą w rodzaju: "Majtki dla kochanki!", tub "Krawat dla gacha!". Zawsze jest w nich mowa o domu i o członkach rodziny. Nawet przypowieść o synu marnotrawnym potwierdza doniosłe znaczenie domu. Dom ojca był dla syna marnotrawnego ostatnią przystanią w tułaczce po świecie pełnym ułudy i grzechu.
 
Tylko w domu rodzinnym człowiek może czuć się niezależny i może być sobą. Tylko w rodzinie człowiek może poświęcać się dla bliźnich i poprzez wyrzeczenia zaznawać szczęścia ewangelicznego. Rodzina jest miejscem jedynym, w którym człowiek może jednocześnie być posłusznym i rozkazywać, może służyć i władać, może cierpieć i śmiać się ze łzami szczęścia w oczach. To ciepło zacisza domowego pozwala człowiekowi wyraźniej dostrzegać dobroć Boga Ojca oraz Jego interwencje w historii rodzaju ludzkiego. To w życiu rodzinnym rozmywa się pozorny paradoks stworzenia mężczyzny i kobiety. Tam, widać cały sens Bożych zamiarów, przypieczętowany obiecanym Odkupieniem. Stąd, Chrystus ustanowił małżeństwo sakramentem. Tym samym, adoratorzy Lucyfera musieli zaatakować rodzinę, jako sakrament. Przecież, rozwody i aborcja obrażają Pana Boga najboleśniej.
 
Pragnę tutaj podkreślić wyraźnie, iż dekadencja życia rodzinnego ma miejsce nie dlatego, że zabrakło nam wzorców moralności tradycyjnej, lub, że człowiek współczesny "wysiadł", lecz głównie w wyniku masowo rozpowszechnianej doktryny antyrodzinnej. Cały świat "postępowy", który utracił świętość pieleszy domowych, jest skierowany przeciwko "durniowi", który odważył się mieć żonę i dzieci z niej zrodzone, który postanowił mieć dom, w którym będzie mógł ich schronić. Atakuje go miejsce pracy, atakują go obowiązujące przepisy prawne i szydzi z niego przemysł rozrywkowy. Dzieci są tam przedstawiane jako rezultat "wpadki", pecha, bądź jako rezultat pękniętej prezerwatywy, czy też zaniedbań w rytuale antyciążowym. Tam, słowo "matka" budzi zgorszenie, a matka karmiąca niemowlę piersią może być znana co najwyżej z obrazów muzealnych. Nie istnieją też takie rzeczy, jak honor, poczucie odpowiedzialności i obowiązku, jak codzienne zajęcia domowe, i wreszcie, nie istnieje taka rzecz, jak dziecko.
 
Rozwiązłość zawsze idzie w parze z tchórzostwem. Nic w tym dziwnego, gdyż rozwiązły styl życia jest lansowany przez tchórzy zaszytych w redakcjach środków masowego przekazu. To według ich filozofii kobieta jest wolna wówczas, kiedy usługuje alfonsowi, ale jest niewolnicą, gdy pozostaje przy mężu i mu pomaga. Sytuację pogarsza fakt, że owe cuchnące stadło alfonsów zawodowych ogłupia nasze córki do tego stopnia, iż dla durnowatej fotografii na okładce żurnala mody, a nawet brukowca zwykłego, postanawiają nie posiadać dzieci w ogóle, że mają odwagę wyrzec się zaszczytu macierzyństwa. Tak, to, co kiedyś tata-komisarz ludowy usiłował wprowadzić za pomocą nagana i nahajki, dzisiaj, syn-socjaldemokrata uzyskuje kamerą i pocałunkiem. Tchórz zawsze przepycha się przez życie całusami. - Witaj, nowa bogdanko! Zrobię z ciebie kurtyzanę! Powieszę cię na krzyżu! Wykorzystywać kobietę, jako wyidealizowany manekin plastykowy, jest takim samym złem, jak wykorzystywać kobietę jako miotłę plastykową. Tam, gdzie nie ma świątyni, nie może być domu, lecz co najwyżej burdel. Zawsze, gdy zmysły przestają być sługą człowieka, stają się jego tyranem.
 
Rozpętana walka pomiędzy płciami, pomiędzy mężem i żoną, jest gorsza w skutkach, aniżeli marksowska walka klasowa. Jest to budowanie niezależności w niewłaściwym miejscu. Bowiem, rzeczą naturalną jest wzajemna zależność płci, jest wzajemne uzupełnianie się. Żona była trzymana w domu nie po to, aby zrobić z niej ciemną kurę domową, ale dlatego, aby wyzwolić z niej to wszystko, co jest w niej najlepsze. Powinna gotować, gdyż lepiej to robi, aniżeli przeciętny mężczyzna. Nie musi rywalizować w gotowaniu, ale po prostu dobrze gotować. Powinna uczyć dzieci pacierza, opowiadać im baśnie i opowiadać o otaczającym ich świecie. Powinna nucić kołysanki do snu. Dzieci nie muszą być uczone w domu zawodu, ale muszą być przygotowywane do wyjścia w świat. Zatem, żona nie powinna rywalizować wnauczaniu, ale po prostu powinna dzieci uczyć życia. Powinna też dekorować wnętrze domu i trzymać w czystości; nadając mu swoisty i niepowtarzalny urok i ciepło. Powinna być przy tym krawcową i umieć robić z niczego "coś". Nie powinna rywalizować w wypełnianiu sobą domu, ale ślad jej ręki powinien być widoczny wyraźnie. Powinna być księgową oraz inwestorem. Powinna być pielęgniarką, psychologiem, agronomem, zootechnikiem, matką i żoną. Tak, rola gospodyni domowej i pani domu nie zawęża jej życia do jednego zawodu, ale daje jej możność uprawiania każdego hobby, które jest miłe jej sercu. Poza Panem Bogiem i matką naszych dzieci, nikt nie jest w stanie uprawiać kilku zawodów na raz i brać udział w dziele stworzenia świata. Kobieta jest istotą wyjątkowo twórczą. Tak wielkiego wyróżnienia nie doznali nawet aniołowie.
 
To prawda, że życie kobiety było kiedyś cięższe od życia mężczyzny, że musiała mężczyźnie usługiwać, ale... była jego główną służącą i najczęściej jedyną, była panią domu. Z tego to powodu, mężczyzna uchylał kapelusza przed kobietą i ustępował jej miejsca. Był jej rycerzem. Rodzina, mimo, iż wypełnia plany Boże, zawsze była tworem niedoskonałym, tak jak niedoskonała jest grzeszna natura ludzka. Bez wątpienia, istnieją żony i matki, których życie rodzinne męczy, podobnie, jak niektórzy ojcowie są unieszczęśliwieni odpowiedzialnością i obowiązkami głowy rodziny. Są żony, które nie chcą być matką, jak istnieją prawnicy, którzy nie chcą być sędzią. Jednak, są to wyjątki niechlubne. Nie można więc przyjąć, że tradycja rodziny stabilnej nie jest wypracowana przez pragnienia naturalne rodzaju ludzkiego. Nie można też twierdzić, że akt koronacji, czym jest zamążpójście, poniża królową. Zawsze, akcje kobiety zamężnej idą w górę. Nie można też twierdzić, że ktoś zostaje mianowany sędzią, ponieważ jest durniem. Jednak, liberałowie sekularystyczni i libertyni głoszą co innego. Dla nich, wymóg, aby kobieta stała się współpartnerką w dziele wychowywania przyszłości narodu, ma być tyranią. Są przekonani, że gospodynią domową zostaje kobieta głupia. Z konieczności, proponują model matki dochodzącej, pracującej przy własnych dzieciach dorywczo.
 
Czy można wychować dziecko na człowieka dojrzałego i odpowiedzialnego mając z nim kontakt sporadyczny, pełen pośpiechu nerwowego i wykradanego czasu? Wątpię. Lecz o tym za chwilę. Pora wspomnieć o rzeczach dobrych i budujących. Do nich należy zaliczyć to, że w świecie rzeczywistym amazonki nie istnieją, że kobieta-tytan jest martwa. Cóż, wieści dobrych kurczowo trzymają się złe nowiny. Bowiem, nadal istnieją młode kobiety, które postanowiły być nadkobietami, czy też superkobietami. To są Zosie-samosie. Postanowiły robić to wszystko, co robią mężczyźni. Zapytane, kto będzie rodził i wychowywał dzieci? - odpowiadają, że będą robić i jedno, i drugie. Będą spełniać rolę matki i ojca, będą robić karierę zawodową, będą seksmaszynami i będą "urządzać się". Będą wszystkim dla wszystkich. Jednym słowem, wpadły w pułapkę podstępnie dla nich przygotowaną. Dały się nabrać na mit o kobiecie wyzwolonej.
 
Wprawdzie, kobieta wyzwolona uwolniła się od głównego żywiciela rodziny, czyli, od męża, uwolniła się od domu, ale idąc samotnie przez życie nigdy nie będzie w stanie uwolnić się od konieczności korzystania z zapomóg społecznych, od banku, od miejsca pracy i... od lichwiarzy. Jest to bardzo grymaśna forma niezależności. Przecież, to czego pragnie oznacza, że zamierza powrócić do majtek z liści figowych, jakie nosiła Ewa biblijna, czy też do przepaski ze skóry leoparda, którą nosiła pogańska bożyca Diana. Gdyż, te rzeczy może sporządzić samodzielnie; pod warunkiem, iż potrafi upolować leoparda. Takie rzeczy mogą mieć miejsce jedynie w marzeniach kobiety rozkapryszonej. W rzeczywistości, musi zaprząc się do pracy zarobkowej i nabijać kabzę wielkiego biznesu: dieta, kosmetyki, stroje i przede wszystkim środki antykoncepcyjne. Nie wspomnę już o używkach i narkotykach. Zamiast być panią domu, czyli kimś, staje się lumpenproletariuszką, czyli nikim. - I to ma być wyzwoleniem? Od czego?
 
Niezależnie od motywacji i okoliczności, przyjęcie przez kobietę pracy zawodowej poza domem, kosztem rezygnacji z zaszczytu bycia gospodynią domową, jest przejściem od pracy o większej doniosłości, do pracy o mniejszym znaczeniu; od pracy trudniejszej, do łatwizny. Zazwyczaj, kobiety źle wychowane w dzieciństwie czują się w domu niepewnie i uciekają od zajęć domowych w obawie, że mogą zawieść. Wolą więc szyć tysiące koszul dla ludzi obcych i obojętnych, aniżeli kilka koszul dla najbliższych. Wolą gotować tysiące posiłków dla "byle kogo", aniżeli jeden dla własnej rodziny. Wolą udzielać porad i pocieszać setki chłopów, zamiast jednego. Wolą uczyć tysiące dzieci cudzych, zamiast kilkoro własnych. Wolą zmieniać pieluchy setkom niemowląt obcych, zamiast jednemu niemowlęciu własnemu. - Dlaczego? Ponieważ, obsługa masowa jest dorywcza i powierzchowna. Jest więc łatwiejsza. Przecież, pełna i oddana bezgranicznie opieka choćby nad jednym dzieckiem własnym jest zmaganiem się z hydrą stugłową wspartą całą rzeszą centaurów. Tak, ucieczka z domu jest spowodowana zanikiem poczucia odpowiedzialności. Jest dezercją, która zadawala się surogatami. Jest zaszyciem się w świecie iluzji wypełnionym epizodami z życia ludzkiego, zamiast jego całością: od urodzenia, do śmierci. Bowiem, można strwonić całe życie na szyciu koszul, nawet nie ubrawszy jednego człowieka. Można przez całe życie uczyć dzieci, nie przygotowawszy do życia samodzielnego nawet jednego dziecka itd., itd. Życie publiczne jest zawsze zawężone i uboższe od życia prywatnego. Jedynie matka w pełnym wymiarze posiada całkowity dostęp do wszelkich i kompletnych aspektów wychowywania nowych
pokoleń.
 
W latach siedemdziesiątych tego stulecia, model super-kobiety stał się faktem; szokującym faktem. Liberalna prasa i telewizja pogłębiły iluzję w umyśle kobiet dążących do wyzwolenia. W rezultacie, w ciągu ostatnich piętnastu lat, liczba matek pracujących poza domem podwoiła się.
Tworzą proletariat "z silniejszą środkową częścią ciała", proletariat zaplanowany cynicznie, dla rozbicia rodziny, podstawowej komórki narodu. Ofiara propagandy antykobiecej i antyrodzinnej pragnie być tym, czym być nie może. Miota się pomiędzy pełnym macierzyństwem i karierą zawodową; czyli, pomiędzy zajęciami, które wykluczają się wzajemnie. Z czasem, porzucenie kariery zawodowej stało się dla niej tak samo bolesne, jak porzucenie dzieci własnych. Zatem zdesperowana kobieta wyzwolona poczęła UNIKAĆ POSIADANIA DZIECI w sposób zaplanowany. Nawet uciekając się do morderstwa. Nic w tym dziwnego. Zawsze, zwyrodnienie rodzi zwyrodnienie.
 
Coś złego dzieje się z feministycznym ruchem wyzwalania kobiet. Matki pracujące czują się wyczerpane, mają wyrzuty sumienia i otoczenie nie pochwala ich decyzji bycia "niezależną". Przecież, matka pracująca poza domem do końca swojego życia posiada poczucie winy. Chodzi zgorzkniała. Staje się jędzą. Niezależnie od ilości zarobionych pieniędzy. Ma wyrzuty sumienia z powodu pozostawienia dzieci pod opieką osób obcych. Drażni ją to, że jej dzieci nie są tak czyste, jak były kiedyś, że posiłki przez nią sporządzane coraz częściej się przypalają, że są jednostajne. W końcu, drażni ją to, że przestała gotować całkowicie, że żywi dzieci with junk food w tanich jadłodajniach, jak McDonald itp.
 
Podobnie jest w pracy. Brak awansu, poczucie winy z powodu absencji - powiedzmy, gdy dzieci chorują - że staje się małym pasożytem, że nie ma czasu dla siebie, aby wyglądać tak "seksy", jak wyglądają manekiny dwuwymiarowe w żurnalach mody kobiecej, to wszystko powoduje, że "okresy" pojawiają się u niej coraz częściej. Haracz płacą dzieci. Dalej, jeżeli praca zawodowa, np. sekretarki, wymaga ciągłego kupowania garderoby i kosmetyków, zalecanych przez żurnale mody, aby wyglądać na czasie, kiedy zmusza do stołowania się w barach i restauracjach, kiedy zmusza do kupowania produktów gotowych, jeżeli wymaga wynajęcia niańki do dzieci, a nawet sprzątaczki, jeżeli zawyża wydatki na przejazdy, na fryzjera itp., to poprawa budżetu rodzinnego staje pod znakiem zapytania. Z łatwością mogą to udowodnić dzieci, które wyrastają na zboczeńców.
 
Kobiety "postępowe" i ich mężowie zbabiali tak często są oczarowani wizją "dodatkowej pensji", że nawet nie przyjdzie im do głowy, aby zastanowić się, ile z niej pozostanie na czysto. Ich apetyty rosną i w rezultacie końcowym muszą pożyczać od Piotra, aby móc oddać Pawłowi. W takim układzie, nie może być mowy o rozwoju. Bowiem, żniwo zbierają lichwiarze.
 
Aktywiści rewolucji seksualnej przypuszczali, że z chwilą, gdy kobiety przejmą obowiązki należące do mężczyzn, to mężczyźni zajmą się zajęciami kobiecymi. O naiwności ludzka! Taka rzecz, jako sprzeczna z naturą, nie może mieć miejsca. Wizja mężczyzny, jako yuppy, jest mitem. Tylko kobieca kobieta jest w stanie władać mężczyzną niepodzielnie.
 
Sufrażystka, ze sztucznie rozwiniętą muskulaturą na ciele i umyśle, dokonała złego wyboru w najważniejszej dziedzinie w życiu człowieka, w dziedzinie życia rodzinnego. Bowiem, chcąc utrzymać mężczyznę przy rodzinie, pierwej musi wykazać, że jest tam niezbędny. Mężczyzna potrzebuje w rodzinie pozycję należną jego płci. Musi uwierzyć, że naprawdę jest ojcem dzieci, które rodzi jego żona. Niestety, z roku na rok, coraz więcej mężów w to wątpi. Często mówią, pół żartem, pół serio, "jak urodzisz mi bachora z ryżymi włosami, lub czarnego, to pryskam w świat"
 
Tak, jakim cudem może uchować się rodzina bez wzajemnego zaufania rodziców? Przecież, przywiązanie mężczyzny do rodziny zawsze było kruche i może być zniszczone z wielką łatwością. Zawsze, kiedy społeczeństwo usiłuje zdewaluować rolę mężczyzny w rodzinie, jako głównego żywiciela, mężczyźni porzucają rodzinę masowo. W konsekwencji, kobiety grzęzną w nędzy, a dzieci znają ojca tylko z opowiadań.
 
Zygmunt Freud podsunął kobietom pomysł, że ich problemy życiowe są spowodowane podświadomym rozgoryczeniem, iż urodziły się bez penisa. Stąd, feministki pocieszają się naiwnie, że wyrobiona i utrwalona u kobiet nienawiść do penisa poprawi nieco ich sytuację. Nic z tego. Mogą uzyskać trochę pomocy od opieki społecznej i od rządu, ale nigdy od opuszczonych mężów i ojców ich dzieci. Pozbawienie mężczyzny męskości uczyniło go mięczakiem bez oblicza i charakteru. Przestał być zdolny kobietę chronić, wspierać i opiekować się nią. Stał się eunuchem XX wieku. Tak, wypaczenie roli kobiety doprowadziło do wypaczenia roli mężczyzny. Nie może być inaczej, skoro rolą naturalną kobiety i mężczyzny jest wzajemne uzupełnianie się, a nie identyczność. Skoro mężczyzna przestał być głównym żywicielem rodziny, przestał być jej obrońcą. Został pozbawiony autorytetu i zredukowany do roli współlokatora. To nie jest wszystko.
 
Kobieta "wyzwolona", pozbawiona naturalnej opieki ze strony mężczyzny, desperacko rzuciła się w objęcia dziczy orientalnej, afrykańskiej i wysp Oceanu Spokojnego. Wśród Europejek stało się modne posiadać kochanka z kółkiem w nosie. Kobieta, uniezależniona ekonomicznie, może już pozwolić sobie na trzymanie w sypialni nieroba. Wmówiła sobie, że tylko Murzyn może ją zadowolić. Jest to jałowe poszukiwanie mężczyzny, który byłby w stanie nie tylko ją kochać, ale i nad nią panować.
 
Męskość nie jest cechą, którą mężczyźni narzucają kobietom. To kobiecość wymaga męskości od mężczyzny. Kiedy mężczyzna nie jest w stanie sprostać wymogom męskości, szczególnie nie z własnej winy, unika kobiet. Bodajże to Sokrates zauważył, że kiedy mężczyźni rozprawiają na temat poznania prawdy, to zapominają o istnieniu kobiet. Więź mężczyzny z kobietą zawsze jest krucha. Należy nad nią pracować nieustannie.
 
Niestety, bardzo niewiele małżeństw zostaje zawiązanych w niebie. Zazwyczaj, młodzi małżonkowie nie mają najmniejszego pojęcia jak należy żyć w związku małżeńskim. O małżeństwie posiadają wyfantazjowane i idealistyczne pojęcie i nawet nie przyjdzie im na myśl, że związek małżeński jest życiem dla innych. Niektórym wydaje się, że podstawą małżeństwa udanego jest miłość romantyczna, ukoronowana codzienną ekstazą orgazmiczną, z szampanem do obiadu i świeżymi kwiatami na stole.
 
Praktycznie, to może mieć miejsce przez kilka tygodni. Jednak, brudna bielizna, niezapłacone rachunki oraz niedyspozycja cielesna szybko przypominają, że nie tędy wiedzie droga przez życie. Kogóż więc winić za doznane rozczarowanie? - Wiadomo, nigdy siebie samego. To ON jest winny! To ONA jest winna! Wówczas, dla wielu, rozwód jest widziany jako najszczęśliwsza forma zakończe¬nia konfliktu. Po tym, ma miejsce ślub następny. Bowiem, świat dziczy emocjonalnej zawsze usiłuje zaznawać szczęścia domowego składając do kupy strzępy porozwodowego wraka mo¬ralnego i nazywając to świeżym startem. Tutaj, nawet ludzie wykształceni zachwycają się tak głęboko naiwną metafizyką "świeżego startu" i widzą w nim postęp. To jedynie ich cynizm odnośnie wierności jest świeży. Model rodziny jest stary jak świat, jest odwieczny i nie dla cyników jest w nim miejsce. Zagadnienie rodziny jest zagadnieniem duchowym i żadne przepisy rozwodowe nie będą w stanie usunąć kryzysu małżeńskiego.
 
Bardzo popularne jest błędne przekonanie, iż małżeństwo musi być partnerstwem o udziale pięćdziesięcioprocentowym. Zasada, że dzisiaj leżysz na mnie, a jutro ja na tobie, jest bezsensowna i skazana na niepowodzenie. Równy podział zajęć jest niemożliwy, gdyż większość z nich jest niemierzalna jakościowo i ilościowo. Błędem jest powielać innych na ślepo; szczególnie to, co nam pokazują w kinie i w telewizji. Każde małżeństwo musi wypracować dla siebie własną równowagę. Najczęściej, za próbą równego podziału zajęć ukrywa się inna prawda: małżonkowie nie są w stanie ze sobą współpracować i akceptować się wzajemnie.
 
Oto, kilka znaków, że małżeństwo jest zagrożone:
- mąż cię irytuje coraz częściej i nie wiesz dlaczego;
- zaczynasz myśleć o mężczyznach, których mogłaś poślubić ;
- mąż usiłuje cię pocałować zawsze "w nieodpowiedniej chwili";
- stronisz od męża oglądając telewizję, lub coraz częściej wymykając się do znajomych na plotki. Tutaj, późne powroty do domu też mogą być formą ucieczki od męża (żony).
 
Mitem jest również przekonanie, że mąż i żona muszą być dla siebie najlepszymi przyjaciółmi i ciągle przebywać razem; jak dwa kanarki w klatce. Nic z tych rzeczy. To respekt wzajemny jest fundamentem małżeństwa, a nie przyjaźń. Bowiem, rodzina bez autorytetu jest jak orkiestra bez dyrygenta. Przede wszystkim, nad autorytetem trzeba pracować, ciężko pracować. Wymaga to częściowego zamknięcia się w sobie, trzymania w sobie niepokoju, a nawet planów na przyszłość. Zwierzanie się ze wszystkiego, co wpadnie na myśl, należy do strategii najgorszej. Zaufanie wzajemne rodzi się nie z plotkowania i z opowiadania snów, ale z respektu, ze stabilności emocjonalnej i ze szczerego pragnienia, aby życie rodzinne było udane i szczęśliwe. Nie należy też mylić uczciwości z okrucieństwem.
 
Panowie, szanujmy uczucia żony. Nigdy nie mówmy jej, w której sukni wygląda staro(!). Dalej, samolub porywczy jest w stanie zniszczyć życie rodzinne w takim samym stopniu jak brygady pracy socjalistycznej. Tyran, czy to w spodniach, czy też bez nich, potrafi zamienić dom w przymusowy obóz pracy. Tego nikt nie zniesie. Nasza rodzina jest tym, kim sami jesteśmy. Nie stawiajmy też kariery zawodowej powyżej szczęścia rodzinnego. Naprawdę, jest o wiele łatwiej znaleźć dobrą pracę, aniżeli dobrą żonę. Zawsze, w małżeństwie najbardziej godną szacunku jest wierność, wsparta gotowością do walki o zachowanie wolności wyjątkowej, którą daje człowiekowi wyłącznie dom rodzinny. Wyjście z każdego kryzysu małżeńskiego jest zlokalizowane w sercu męża oraz w sercu żony, a nie w biurze adwokackim, czy też w sądzie. Tak, zawieranie związku małżeńskiego było, jest i będzie wpakowywaniem się w kłopoty. Każdy człowiek dojrzały emocjonalnie jest tego świadomy i jest do tego przygotowany.
 
Sednem mentalności zwolenników liberalizmu jest przeświadczenie, iż każdy człowiek posiada prawo do decydowania jakie przyjmie kryteria w prowadzeniu się, że sam może decydować, co jest dla niego dobre, a co złe, że nie ma obowiązku podporządkowywać się żadnemu autorytetowi z zewnątrz, że ma prawo rozumować jak tylko zapragnie i wierzyć, w co tylko zapragnie. Na takim przekonaniu oparła się propaganda pederastów i prostytutek, na nim opiera się również cały ruch feminizmu.
 
Skoro doszło do usunięcia dziedzicznych praw i obowiązków, to nad życiem człowieka współczesnego zapanowała "wolność wyboru". Kobieta otrzymała od liberałów prawo do wyboru wszystkiego, za wyjątkiem rzeczy najważniejszej: prawa do poślubienia kogoś na dobre i na złe, na zawsze. Kontrakt małżeński, bazujący na przyjemnościach, może być rozwiązany w każdej chwili; nawet, bez podania przyczyny. Prawo do "wyboru", jako największe osiągnięcie kobiety wyemancypowanej, jest niezręczną wymówką usprawiedliwiająca degradacje płci nadobnej. Zawsze, kiedy przepisy prawne nie chronią rodziny, nie chronią również kobiety. Tym samym, kobieta wyzwolona została rozbrojona przez własną ideologię. Czuje się opuszczona i samotna. Skoro zależność ekonomiczna od męża miała być tyranią, mąż przestał odczuwać potrzebę, aby żonę wspierać finansowo.
 
Młody mężczyzna począł poszukiwać takiej żony, która zarobi na siebie bez jego pomocy i wyrzeczeń. Przecież, tylko Arbeit Macht frei. Małżeństwo nie jest "dobrem prywatnym" i nie powinno być oparte na kontraktowości. Tak, obowiązki rodzinne nie są natury kontraktowej. Płodzenie i wychowywanie dzieci nie ma nic wspólnego z "wolnością wyboru". Wprawdzie, kontrakt ślubny daje nam iluzję, że panujemy nad sytuacją, jednak, musi zawieść w dziele tworzenia rodziny, gdyż nie podpisuje go osoba najważniejsza: DZIECKO.
 
Kontrakt ślubny nie może być alternatywą dla sakramentu małżeństwa. Jest to odmiana konkubinatu, którego celem głównym wydaje się być regularna kopulacja bez konsekwencji. Prawo do "wyboru" uczyniło z posiadania dzieci prawo osobiste, co kiedyś było spełnieniem obowiązku wobec własnego narodu. Macierzyństwo poczęło być widziane jako zawód najpośledniejszego gatunku. Rewolucja seksualna uczyniła z dzieci niepożądany produkt uboczny orgazmu. W praktyce, prawo kobiety do orgazmu pozbawiło jej dziecko prawa do życia. Feministki znienawidziły własne ciało i jego zdolność rozrodczą. To jest już nawrót do gnozy. Pod ich wpływem, stał się modny slogan: "Każde dziecko jest dzieckiem chcianym". Jest to kłamstwo wierutne i okrutne. Życie codzienne mówi nam co innego.
 
Dzieci "chciane" matek "postępowych" są bardziej narażone na nędzę, nierząd i akty brutalności, aniżeli dzieci matek "zacofanych", uparcie trzymających się zasady "co rok, to prorok". Niezależnie od ilości dzieci, niezależnie w jaki sposób zostały "zmajstrowane", rodzina tradycyjna daje im więcej bezpieczeństwa. Przede wszystkim "prorok" planowany jest dziełem wyrachowania, a nie uczucia. Prawo do wyboru jest prawem do bycia jednym z ludzi wybranych; czyli, członkiem superrasy. W takim układzie, aborcja jest koniecznością. Przecież, każdy hodowca posiada prawo do selekcji. Zatem, selektywne uśmiercanie noworodków, czy też "embrionów", w hodowli masowej może być dozwolone i w pełni uzasadnione.
 
Okrucieństwo aktu spędzenia płodu polega nie tyle na tym, że kobieta niszczy dziecko, ile, że niszczy dziecko własne. Ta podłość godzi podwójnie w prawo naturalne. Zabija człowieka i zabija dziecko własne, któremu należy się opieka, ochrona, czułość na co dzień i doprowadzenie do samodzielności. "Wybór" jest dziełem przypadku, a nie aktem moralnym. Zapobieganie i usuwanie ciąży jest nienaturalne; tak samo, jak nienaturalną jest perwersja erotyczna. Mówi to człowiekowi jego sumienie, jego wyobraźnia oraz intuicja wrodzona. Potwierdzają to badania naukowe. Życie ludzkie rozpoczyna się z chwilą zapłodnienia i embrion ludzki jest osobą. Sęk w tym, że prawo do aborcji opiera się na założeniu, iż bycie człowiekiem nie wystarcza, aby posiadać prawo do życia. Powoływanie się, w tym przypadku, na opinię większości obywateli, na wyniki plebiscytów, czy też na wyniki głosowania demokratycznego, jest odmawianiem prawa Chrystusowi Królowi, jest trzymaniem się masońskiej Deklaracji Praw Człowieka, która doszukuje się autorytetu w "ludzie". Jest to prawo oparte na woli większości i nie ma nic wspólnego z moralnością. Nic więc dziwnego, że w masońskim systemie rządzenia kobieta "wyzwolona" zabija dzieci własne w regularnych odstępach czasu, do kilkudziesięciu w ciągu całego okresu rozrodczego; nawet nie zadając sobie trudu, aby je pochować z szacunkiem.
 
Rakarz w kitlu białym, lub w niebieskim, wrzuca je do muszli klozetowej, bądź do worka na śmieci. To jest już wznowieniem diabolicznego kultu wodza Azteków Montezumy II, który nakazał swoim kapłanom składać w ofierze wężowi Quetzelcoalt dwadzieścia tysięcy Indian rocznie. Dzisiaj Montezuma humanistyczny składa tę samą ofiarę w milionach istnień ludzkich. Wiadomo, postęp. Dalej, używanie niemowląt "wyskrobanych" do celów kosmetycznych i medycznych, jest niczym innym, jak przywróceniem do łask zwyczaju kanibalizmu, który również posiadał przydatność społeczną, gdyż dostarczał dzikusom protein. Dla liberałów, człowiek zaczyna się wówczas, kiedy jest w stanie podejmować decyzję. Ich brak logiki zawsze budzi zdumienie. Pies na łańcuchu również podejmuje decyzję. I co z tego?
 
Nowy porządek w świecie jest już wokół nas. Na co dzień mamy do czynienia z ludźmi i z organizacjami atakującymi rodzinę, atakującymi prawo do własności oraz prawo do bycia gospodarzem w swoim domu. Przecież, problemy gospodarcze w Polsce są skutkiem nie tyle z istnienia zbyt wielu rodzin tradycyjnych, ile z istnienia za dużo "nowego porządku". Nawet w Polsce usuwanie ciąży staje się niemal stylem życia. Wprawdzie, w systemie socjaldemokratycznym każda choroba jest widziana jako "wyjątkowa" i posiada swoje stowarzyszenie dobroczynne, które zbiera pieniądze na jej zwalczenie, to i tam istnieje wyjątek, którym jest grzech. Jest "normalny" statystycznie i jest "ludzki". To doprowadziło do indyferentyzmu. Skoro człowiek indyferentny odwrócił się plecami do Pana Boga, skoro tak wspaniały dar Boży, jakim jest pożycie płciowe, zgnoił i splugawił pornografią, skoro stał się sodomitą oraz zgnoił łono kobiety poprzez aborcje brutalną, a te dzieci, którym udało się prześlizgnąć przez sito środków spędzających płód, indoktrynuje i deprawuje pornograficznym wychowaniem seksualnym, skoro gorszy maluczkich, przyszłość narodów, cała jego supertechnologia i wielki postęp techniczny stają się zupełnie bezsilne i bezużyteczne. Sodomita zdziczały uwierzył w bożka technologicznego, którym jest błona gumowa nazwana prezerwatywą. Bożek-kondom istnieje już od 1839 roku. Jest talizmanem, który ma czynić kopulację aktem "bezpiecznym". Nawet, ma chronić przed AIDS; mimo iż chirurdzy szpitalni, mając do czynienia z pacjentem chorym na AIDS, zakładają podwójne rękawice, które są o wiele grubsze i gęściejsze od prezerwatyw zalecanych ogłupianym dzieciom w szkołach. Dalej, seks bezpieczny jest seksem martwym, który zabija wszelką miłość; nawet do siebie samego.
 
Pomimo tego, istnieje nadzieja dla rodzaju ludzkiego. Każde zwyrodnienie w naturze, gdy zdobędzie przewagę ilościową, to niezwłocznie ginie, i wszystko wraca do normy. Znowu zaczną rodzić się ludzie, którzy będą potrzebować siebie wzajemnie. Znowu celem kopulacji będzie jedność dwóch ciał, a miłość będzie zobowiązaniem do deski grobowej. Tak, popęd płciowy wiąże się z dziećmi i jest nastawiony na przyszłość. Małżeństwo i rodzina również. Tym samym, rodzaj ludzki nie jest spisany na straty.
 
SUPERŻABY I SUPERBAŁAGAN.
 
Wszystko wskazuje na to, że Polska współczesna jest krajem rozkładu politycznego. Nie ma tu jedności i nie ma ciągłości myśli politycznej. W konsekwencji, naród polski musi być piłką kopaną od nogi do nogi, w rytm gwizdka uczynnych grabarzy Polski w fartuszkach. Kto rządzi narodami? - Siły ustanowione. Kto jest siłami ustanowionymi: papież, generałowie, wielki przemysłowiec, czy ogólnie, multimilioner? - Podejrzewam, że żaden z nich, gdyż status społeczny niewiele ma wspólnego z silną władzą. Siła polityczna jest możliwością podejmowania decyzji niezależnych, które wywierają wpływ bezpośredni na obowiązujący system rządzenia krajem. Należy tutaj rozgraniczyć władzę pozorną od władzy rzeczywistej. Papież, który zużywa większość swojej energii na ochronę przed byciem otrutym, lub zastrzelonym, może nie mieć żadnej władzy. Podobnie, generał rozporządzający dywizjami, decydujący o życiu żołnierzy, może być pajacem na sznurku, może być ślepym wykonawcą czyjejś woli, a nie własnej. Przemysłowiec, ciągle borykający się ze zmorą strajków oraz z podatkami i recesją ekonomiczną, może również nie mieć grosza w portfelu i może nie mieć czasu i ochoty na myślenie o polityce. Wszystko wskazuje na to, że narodami włada ten, kto jest w stanie władać umysłem ludzkim. Tak, pełna kontrola narodu jest kontrolą myślenia jego członków, jest kontrolą duszy, jest manipulowaniem wolą człowieka dla celów własnych. Przykładem może tu być inspirowanie infantylnych zrywów zbrojnych, z góry skazanych na niepowodzenie, czy też wybieranie na prezydenta takiego człowieka, który jest gotów własny naród powiesić na sznurze.
 
Tym samym, głównym narzędziem władzy jest propaganda masowa na łamach prasy, w radio i telewizji. Środki masowego przekazu są w stanie budować iluzję oraz lansować zgubne idee i poglądy; w zależności od wymogów chwili. Jest to kreowanie opinii publicznej i jej kontrola. Nic więc dziwnego, iż żydzi pragną panować niepodzielnie nad wszystkim co informuje człowieka. Pod wpływem ich propagandy, Polak zaczyna wierzyć, że jest "wolny" i "równy", że stał się istotą pragmatyczną i racjonalną, która nie pochyla głowy przed nikim. W istocie rzeczy, zapatrzony w Michnika zwolennik socjaldemokracji staje się sługą najbardziej bezmyślnym w historii narodu polskiego. Przede wszystkim, musi kłaniać się dolarowi, i to na co dzień. Staje się bardziej zabobonny i naiwny, aniżeli dewotki parafialne, którymi od dawna gardzi i z których szydzi. "Wolność wyboru" świata demokratycznego jest wielką iluzją. Nasze decyzje w sprawach znaczących najczęściej nie są decyzjami naszymi.
 
Powiedzmy, to ktoś inny zadecydował, że Polki będą pozbywać się ciąży, że dla zachowania "równowagi" w Europie naród polski ma jałowieć. A Polki naiwne myślą, że jest to ich wolna wola. W konsekwencji, tak cynicznie wyrobiona bezmyślność masowa pozbawiła nasz naród przywództwa naturalnego.
 
Jak już wcześniej wspomniałem, podmiana komunizmu demokracją w ogóle nie oznacza przybliżenia się do wolności, czy też do prawdy. Bowiem, są to odmienne wersje tego samego błędu egalitarnego. Zatem, Polak głosujący nie oddala się od miejsca, które tak bardzo pragnął opuścić. Żydzi w Polsce rządzili i żydzi nadal rządzą; mimo, iż czerwień stopniowo podmieniają na purpurę. Taktycznie, katolicyzm oparli na humanitaryzmie. A księża naiwni z tego się cieszą. Zapewne, nie dostrzegają, obecności maranizmu. Trudno jest nabrać przekonania, że w Polsce indyferentnej może nastąpić powrót do katolicyzmu; mimo, iż przytłaczająca większość kandydatów do Sejmu reklamowała się jako demokratyczna i chrześcijańska. Nieustanne ględzenie o miłości oraz ciągoty w kierunku mistycyzmu nie powiększają kolejek przed konfesjonałami, ale zasilają szeregi sekt wszelakich, z satanistami i różokrzyżowcami włącznie10 Są to owoce Kościoła chorego, a nie Kościoła tryumfującego. Powiedziałbym, że są to zatrute owoce Kościoła zjudaizowanego.
 
Tego rodzaju katolicyzm staje się wyznaniem banalnym; co uwidacznia się w jego liturgii posoborowej. Znieczulica duchowa usuwa widmo piekła w nicość. Z kolei, tam, gdzie nie ma poczucia zagrożenia, nie może być zbawienia. Tak, naród polski pogrąża się nie tylko w chaosie
gospodarczym, ale i w moralnym.
 
Przecież, Polak indyferentny nie potrzebuje nowenn i pielgrzymek, aby tym wypełnić własną pustkę duchową. Do tego wystarczy mu załadowany pornografią magnetowid oraz używki, z narkotykami włącznie. O ile dołączy jeszcze masturbację, tak żarliwie propagowaną przez agentów Planowania Rodziny, jako logiczny finał rewolucji seksualnej, to jego "realizacja w absolucie immanentnym" dosięgnie zenitu. Jakkolwiek, przebudzenie się następnego dnia może być wielce szokujące, tak jak całe jego życie nędzne jest szokujące. Niezwłocznie, musi więc sięgnąć po nową dawkę używek, nawet już bez masturbacji, gdyż ta wymaga wytchnienia, aby choć odrobinę przybliżyć się do stanu "Shiwaham!". Episkopat Polski jest mu potrzebny na tyle, na ile swoimi listami pasterskimi zapala zielone światło dla twórców świata perwersji oraz iluzji.
 
Ten, kto nie wierzy w Boga, nie wie jaki jest powód rzeczywisty jego niewiary. Zatem, nie jest w stanie przewidzieć, w jakich okolicznościach życiowych byłby skłonny uwierzyć. Zazwyczaj, nawet wówczas, gdy jego wymagania doczesne zostają w części spełnione, grzesznik zblazowany niezwłocznie wynajduje nowe powody do usprawiedliwienia swojej niewiary. Przecież, wiara jest wyparciem się stawiania jakichkolwiek warunków. Jest pokorą bezwarunkową. To indyferentyzm trzebi szeregi katolików. Ba, podejrzewam, że indyferenci nigdy nie byli katolikami. Odchodzą, bo nigdy do nas nie należeli; nawet nosząc sutannę. Zatem, znaczenie mają ci Polacy, którzy uratują siebie przed indyferentyzmem zdegenerowanego marginesu narodowego naszych czasów. Kościół Chrystusa Króla nie może pozwolić sobie na hańbę marszu na skróty; dla przypodobania się pejsatej mamonie i wielbiącej ją gawiedzi, która w wyborach demokratycznych głosuje na Barabasza.
 
Polak indyferentny wydaje się rozumieć słowo "polityka", jako głosowanie. Bowiem, na całym świecie socjaldemokracja spłyciła politykę do procederu przebiegłego manipulowania "tak" i "nie" ogłupionych do reszty wyborców. Nic więc dziwnego, że u schyłku XX wieku Polak dopatruje się nadziei dla siebie we wnętrzu urny wyborczej. Nic też dziwnego, że w Polsce patent na wybory przypisał sobie żyd, co w części potwierdza tytuł jego organu propagandowego "Gazeta Wyborcza". Tym samym, immanentne zmiany w rządzeniu krajem stały się zasadą żelazną, gdyż tego wymagają interesy żydostwa międzynarodowego. Marzeniem żyda jest, aby urna wyborcza stała się jedynym ogniwem wiążącym ze sobą ludzi zamieszkujących dany okręg administracyjny.
 
Jak paśnik dla baranów. Nawet w "Gaudum et Spes" Soboru Watykańskiego II fetysz głosowania znalazł swoje poparcie. Mimo, iż tak wielu papieży, począwszy od Piusa VI, otwarcie potępiło zwyczaj "wyborów demokratycznych". Przecież, ten Sobór był dyrygowany przez judeofili, którym sakiewka żydowska, handlująca głosami wyborców, jest bardziej potrzebna, aniżeli Duch Święty.
 
W systemie demokratycznym, każdy, kto potrafi urobić opinię publiczną, jest w stanie decydować o wynikach wyborów. Skoro czytelnik doświadczył tego na własnej skórze, nie muszę więc przytaczać argumentów dodatkowych, że tak jest. Mimo, iż głosowanie jest nieodłączną częścią demokracji, NIE JEST nieodłączną częścią polityki.
 
Obecność głosowania w polityce jest wymuszona i jest przypadkowa. Bowiem, jakim prawem człowiek może rządzić na bazie zmiennej demokracji, skoro każda władza prawowita jest zobowiązana trzymać się zasad prawa naturalnego, które jest niezmienne? Opinia gawiedzi nie ma z tym nic wspólnego. Głosowanie powszechne jest inowacją masonów XVIII wieku.
 
Nawet, było obce Grekom starożytnym, do których demokraci współcześni się przyznają. Św. Paweł orzekł, że cała władza na ziemi pochodzi od Boga. Za to masońska Deklaracja Praw Człowieka, z 1789 roku, twierdzi co innego; że to człowiek jest źródłem wszelkiej władzy na ziemi. Przecież, ta filozofia jest podstawą ideologii demokracji. Nie ma w niej odsyłacza do prawa naturalnego, które istnieje niezależnie od woli i nastrojów "ludu". W istocie rzeczy, rządzący muszą rządzić jako legaci Pana Boga, a nie jako przedstawiciele "ludu". Żaden rząd na ziemi nie ma prawa wprowadzać w życie przepisów sprzecznych z prawem Bożym; nawet wówczas, gdy są one wyrazem woli większości obywateli. Wszechświat Boży nie jest demokracją.
 
W roku 1925, papież Pius XI ogłosił encyklikę "Quas primas", w której wyraźnie wyjaśnił powody trudności nawarstwiających się w polityce i w gospodarce światowej. Zło w świecie istnieje głównie dlatego, że ludzie usunęli z życia własnego Chrystusa Króla; dla którego nie ma już miejsca tak w życiu prywatnym, jak i w politycznym. Dalej, dopóki rządzący nie podporządkują się całkowicie naszemu Odkupicielowi, dopóty nie będzie pokoju pomiędzy narodami. Papież powiedział wyraźnie, którędy należy iść przez życie, a mimo tego zawierzyliśmy głosowaniu demokratycznemu. O ironio, nauczanie Soboru Watykańskiego II wyparło się tej encykliki. Mimo, iż przez długie wieki papieże głosili, że rządy poszczególnych narodów muszą podporządkować się Chrystusowi Królowi i Jego prawu.
 
Więcej, cały rodzaj ludzki jest zobowiązany podporządkować się władzy Chrystusa Króla, włączając w to żydów spoganiałych. Za tym przemawiają fakty następujące. Pan Bóg jest naszym stwórcą. Ci, którzy zostali stworzeni, mają święty obowiązek miłować Stwórcę i być mu posłusznym. Tu nie może być miejsca na żadne "ale". Nie da się bowiem miłować Pana Boga odmawiając mu posłuszeństwa. Dalej, nie możemy być posłuszni Panu Bogu, jeżeli nie podporządkujemy się władzy Chrystusa Króla. Przecież, Chrystus jest naszym Królem z tytułu obowiązującego prawa naturalnego; jako nasz Zbawiciel. W tym układzie, separacja Państwa od Kościoła Chrystusa Króla jest bluźnierstwem, jest herezją. Przecież, Boże przykazania nie dotyczą
wyłącznie przekonań prywatnych. Jest więc bluźnierstwem, jeżeli katolik, nawet z Unii Demokratycznej, twierdzi, iż Dekalog należy uwięzić pod strzechą. Człowiek jest wolny moralnie w robieniu tylko tego, co jest miłe Panu Bogu. To, że jesteśmy zdolni fizycznie przystąpić do działania, oraz jesteśmy zdolni psychicznie zadecydować, czyto działanie należy przeprowadzić, nie oznacza wcale, że mamy prawo je wykonać, o ile istnieje konflikt z ograniczeniami natury moralnej. Powiedzmy, żyd może wykorzystać swoje wpływy międzynarodowe, aby Polskę ogołocić doszczętnie z dóbr naturalnych. Może uczynić to fizycznie, wywożąc dobra z Polski. Wsparty Talmudem, może być gotów psychicznie do takiego czynu. Może skorzystać z własnej wolnej woli. Jednak, nie będzie wolny moralnie, aby kraść podstępnie i sprzeniewierzać się przykazaniu Bożemu: "Nie kradnij!". Zatem, nie ma prawa, aby w ten sposób postępować; nawet, gdy posiada uzasadnienie prawne, gdyż prawo nie musi potwierdzać prowadzenia się moralnego. Postępowanie zgodne z przepisami prawnymi, szczególnie demokratycznymi, nie musi być postępowaniem zgodnym z wolą Pana Boga. Więcej, człowiek nie uzyskał prawa do wyboru tego, co jest złem i zakłamaniem.
 
Musimy wreszcie nauczyć się rozgraniczać to, co jest dopuszczalne prawnie, od tego, co jest dopuszczalne moralnie. Zawsze, posłuszeństwo wobec prawa godzącego w odwieczne prawo naturalne, w prawo Boże, jest bezprawiem.
 
Gdyby Deklaracja Praw Człowieka pozostała dokumentem wyłącznie amerykańskim lub francuskim, nie byłoby z tym większego problemu. Jednak, 10 grudnia, 1948 roku, ONZ przeforsowała dokument o nazwie "Powszechna Deklaracja Praw Człowieka". W jej artykule 21 czytamy: "Wola ludu powinna być podstawą autorytetu rządu. Wola ta powinna być wyrażona w cyklicznych i ogólnych wyborach, opartych na powszechnym, równym i tajnym głosowaniu". Dalej, po przydługawym i nonsensownym bełkocie o prawach człowieka, w artykule 28 czytamy, że "każdy posiada prawo do porządku społecznego i międzynarodowego, w którym prawa i swobody „ustalona w niniejszej deklaracji” mogą być w pełni realizowane". Tak, za każdą rewolucją, za każdym ruchem wywrotowym ukrywa się zwątpienie w człowieka. Twórcy „novus ordo seclorum” są przekonani, że człowiek posiada większe prawa i zdolności do rządzenia bliźnim, aniżeli sobą samym. Tak głęboko zaawansowany sceptycyzm, co do natury ludzkiej, musi doprowadzić nas do tyranii niespotykanej w dziejach ludzkości.
 
Żydomasoneria, która narzuciła nam demokrację głosującą, dla ratowania własnej skóry, musi głosić bajkę o rządach monarchicznych jako autokratycznych i wiodących do despotyzmu. Przecież, autokratyzm jest centralizacją władzy, jak za rządów komunistów. Tam, rząd rości sobie prawo do wszystkiego, nawet do decydowania o pożyciu małżeńskim. Stąd, pod rządami autokratycznymi, bezduszna i bezosobowa biurokracja przemawia do bezosobowych obywateli, którzy oczekują od rządu, że będzie za nich myślał i dostarczał im wszystkiego, co jest niezbędne do życia. Czy może to mieć coś wspólnego z monarchią katolicką? Wątpię. Jednak, skoro rządy monarchiczne są konkurentem dla rządów masońskich, liberalne środki masowego przekazu przedstawiają je w świetle pejoratywnym. W istocie rzeczy, monarchia katolicka uznaje naturalną hierarchiczność w zorganizowaniu narodu, gdzie każdy człowiek posiada prawa i obowiązki odpowiednie dla szczebla, który sobą reprezentuje. W systemie monarchicznym każdy człowiek jest nie do zastąpienia i każdy odpowiada imiennie za swoje postępowanie. To jest prawdziwie polityczny styl życia.
 
Przecież, istotą polityki nie jest głosowanie, ale przekazywanie autorytetu, którego źródłem jest nie kto inny, jak Pan Bóg. Tym samym, socjaldemokracja głosująca musi być bluźniercza, gdyż całkowicie zmienia kierunek przekazywania autorytetu: od dołu, do góry. Istotnie, autorytet Pana Boga nie może mieć swojego źródła w "ludzkości". Stąd, Kościół Chrystusa Króla nigdy nie będzie "Kościołem Obywatela i Demokracji". Głosowanie demokratyczne, godzące w prawo naturalne, stwarza więc dla siebie problemy nie do rozwiązania. Jak tu rządzić demokratycznie, skoro decyzje ostateczną musi podjąć jeden człowiek konkretny? W jaki sposób magicznej iluzji demokracji nadać rysy rzeczywiste? Tutaj, bez użycia siły nie może być wyjścia z sytuacji. Tym samym, każda demokracja kończy się totalitaryzmem. Dalej, skoro każdy wyborca głosujący ma być królem, demokracja nie tylko, że nie usuwa monarchii, ale przeobraża ją w formę zdegenerowaną,urągającą Panu Bogu i ludziom; o ile słowo "człowiek" ma być powodem do dumy. Demokracja, przybrana w szaty królewskie, nigdy nie będzie w stanie pełnić funkcji królewskich. Władza, jaką przypisują sobie rządy demokratyczne, jest władzą nieograniczoną. Takiej władzy nie posiadał żaden cezar, ani też żaden despota z Orientu. Rządy demokratyczne przywołują do życia stary cezaryzm pogański, który umieścił władzę ponad prawem narodowym i tradycją; co jest krańcowo odmienne od królestwa katolickiego, w którym król był zobowiązany przestrzegać prawo naturalne i narodową tradycją. Do największych obowiązków króla katolickiego należało być sędzią. Nie tyle ustawodawcą i wykonawcą, ile sędzią. Spoganizowana tyrania króli i cesarzy, która zniszczyła Europą katolicką, znalazła następcę w "woli ludu". Pozbawieni oblicza i anonimowi królowie demokracji, przywłaszczając sobie wszystkie trzy atrybuty władzy królewskiej, tj. sądowniczy, ustawodawczy i wykonawczy, bez nawiązywania ich do woli Pana Boga, nie tylko ustanawiają własne prawo, ale również interpretują je zgodnie z własnym widzi mi się; przeważnie, w zależności od wymogów żydostwa międzynarodowego. Jest to bestia bez nazwy, która włada nie tylko ciałem ludzkim, ale i umysłem. Tutaj, nawet największa pod słońcem zbrodnia jest w stanie znaleźć swoje uzasadnienie i może być "zgodna z prawem".
 
Zatem, masońska utopia demokratyczna, z jej tolerancją wszystkiego co istnieje pod słońcem, nie może być rozwiązaniem dla piętrzących się problemów świata współczesnego. Naród polski, chcąc przetrwać, musi odrzucić chaotyczny styl życia obrzezanych i przylgnąć do fundamentalizmu narodowego i katolickiego.
 
Jeżeli ktoś twierdzi, że narodu polskiego nie da się zmienić, bowiem inne czasy nastały i jest na to za późno, to proszę zwrócić uwagę na żydów i komunistów. Oni zmienili społeczeństwo polskie! Skorumpowali i odczłowieczyli, legalizując rozwody i aborcję.
 
Jednak, wiedzieli dobrze czego chcą i do czego zmierzają, oraz byli przygotowani do działania w tym kierunku. Więcej, nadal są gotowi o to walczyć. W konsekwencji, socjaldemokracja dzisiejsza daje nam możliwość wyboru i decydowania jedynie w sprawach, które nie mają żadnego znaczenia w naszym życiu codziennym, lub bardzo znikome. Nawet, jeść musimy to, co jest możliwe do kupienia w sklepie i ubierać się w takie łachmany, jakie łaskawie odsprzedaje nam Mirwisz lub Warszawer.
 
Powoli stajemy się komuną yuppies, adorującą konsumeryzm i relatywizm moralny. Socjaldemokraci nie chcą zaufać przeciętnemu Polakowi w zakresie gospodarzenia sobą i swoją rodziną. Nie chcą też, aby Polak miał swój udział w rządzeniu krajem. Dają mu jedynie głos w wyborach, ale nie chcą dać żadnej władzy politycznej. Coraz natarczywiej będą odmawiać Polakom wszystkiego: żony, dzieci, domu, warsztatu pracy, zagrody, pługa, siewnika, młyna, tartaku, piekarni, a nawet krowy i konia; gdyż to wszystko jest źródłem siły ekonomicznej i politycznej. W konsekwencji, Polak głosujący jest bardziej bezsilny, aniżeli był jego ojciec pięćdziesiąt lat temu. Wszystkie prawa człowieka i obywatela, jakie otrzymaliśmy od guru "nowego porządku w świecie", są bez znaczenia praktycznego. Żargon polityczny, który rozbudowują z roku na rok, odciąga nas od Prawdy, i tym samym, od wolności. Bowiem, wolność człowieka, jest rezultatem zbliżenia się do Prawdy, do objawienia Bożego.
 
Polak przeciętny nie myśli o wygraniu wojny. Zadawala się sukcesami na własnym podwórku. Zawsze, szerokie poparcie społeczne uzyskują ci, którzy deklarują się rozwiązać problemy naglące. Z takim nastrojem, żadna armia w historii ludzkości nie wygrała wojny. Głupolak nie wygra jej również, gdyż cynizm i hipokryzja niszczy, a nie buduje. Kiedy hasła i ideały dotyczą przyszłości odległej, kiedy są abstrakcyjne, kiedy mówi się o misji narodu, to nie ma co liczyć na poparcie masowe. Powiedzmy, to wszystko, czego pragną narodowcy, a więc, poszanowania prawa naturalnego oraz porządku, poszanowania dla autorytetów oraz poczucia patriotyzmu, a także bycia gospodarzem we własnym kraju, dla przeciętnego Polaka wydaje się być celem bez sensu. Woli pełzać u stóp "dysydentów bohaterskich", a nawet gawiedzi rozpyskowanej, o ile ta zdobyła dostateczną ilość głosów w wyborach. Politycy wytrawni wiedzą o tym doskonale. Nic więc dziwnego, że ci politycy, którzy pragną zdobyć szybkie poparcie społeczne, tuż przed wyborami, zawsze obiecują rozwiązać problemy naglące, które są najczęściej problemami trzeciorzędnymi i ich rozwiązanie nie poprawi położenia przeciętnego wyborcy.
 
Zazwyczaj, wybory demokratyczne wygrywają cynicy, gdyż mają obietnic bez liku. Jakkolwiek, walka o wygody osobiste i doraźne może wygrać bitwę, lecz z reguły prowadzi do przegrania wojny, gdyż obietnice szarlatanów politycznych nie mają pokrycia w rzeczywistości. Nic więc dziwnego, że skołowani Polacy, kiedy mówię o wolności, to maję na myśli przede wszystkim zaspokojenie własnych zachcianek. Dla niektórych wolnością jest swobodny dostęp do burdeli. Wielu wyobraża sobie, że skoro źydbolszewik przyniósł nam niewolę, to żyd Amerykanin przyniesie wolność. Nawet nie przypuszczają, że teraz, mając na karku jednego złodzieja, znaleźli się w gorszej sytuacji, aniżeli byli kilka lat temu, kiedy mieli nad sobą dwóch złodziei. Sytuację pogarsza fakt, że socjaldemokracja wypacza charakter narodowy. Jej przywódcy, gdy tylko dojdą do władzy, to niezwłocznie wołają o kredyty, o inwestycje zagraniczne, o pieniądze nie swoje. Czy kapitał obcy może podnieść naród z kolan? Przenigdy! Bowiem, wołanie, "Daj nam chleba!", jest bardzo zaraźliwe i udziela się wszystkim. Nawet członkom ugrupowań narodowych. Przede wszystkim, wołanie żebrzące nie jest pokutą za grzechy popełnione w przeszłości. Taka postawa jest pasywna i nie dotyka korzeni zła. Nie rusza narodowego elementu pasożytniczego i jego biurokracji. Zatem, Polską rządził Źydowiecki i nadal rządzi Źydowiecki. - Ktoś napisał mi z kraju, w Polsce zmieniło się tylko tyle, że komuniści nie muszą już płacić składek członkowskich.
 
To wroga narodowi polskiemu propaganda wylansowała u nas modę na żebranie. Pod jej wpływem zrodziło się w Polsce przekonanie, że tylko ten Polak żyje dobrze, który otrzymuje paczki i pieniądze z zagranicy. Nie dano nam żadnej nadziei na zamożność budowaną polskimi rękami na polskiej ziemi. Tak degenerujące nastawienie do życia nie może mieć przyszłości rozwojowej. Tym samym, o ile naturalni przywódcy narodu polskiego nie wyzbędą się mentalności żebraczej, o ile nie zaczną budować własnych fabryk, własnych warsztatów pracy oraz nie zaczną zakładać własne gospodarstwa rolne wykorzystujące najnowsze zdobycze nauki i technologii, o ile nie dadzą ludziom zatrudnienia i nie udowodnią praktycznie, że ich ideały i slogany wyborcze mogą być realizowane z powodzeniem, to nie mamy podstaw, aby marzyć o "Wielkiej Polsce". Tylko pieniądze zarobione w Polsce i przeznaczone na kampanię wyborczą mogą zmienić sposób myślenia Polaków ogłupionych. Do tej pory, operująca markami niemieckimi kurtyzana z hamburskiego Rajbabanu posiada większą wartość w oczach Polaka głosującego, aniżeli godny szacunku profesor polskiego uniwersytetu.
 
Wydaje się, że Polak głosujący traci powonienie całkowicie. Słyszałem wypowiedzi, że Polacy głosowali na żydów, ponieważ tak proboszcz im kazał, oraz ze strachu... Przed czym, nie wyjaśniono mi dokładniej. Cóż, mówi się powszechnie, że strach jest zaraźliwy i niesie daleko idące konsekwencje. Szczególnie groźny jest strach zbiorowy, ogarniający cały naród; jak w przypadku wojny lub nędzy ekonomicznej.
 
Reakcją naturalną na strach jest poszukiwanie winowajcy zaistniałego bałaganu. W przypadku Polski współczesnej, o zawężonym umyśle liberałowie sekularystyczni oraz socjaldemokraci dopatrują się zawężenia umysłu u katolików i tym tłumaczą ogólną niechęć Polaków do żydów (którzy mimo tego na żydów głosowali?). Twierdzą, że żyd stał się kozłem ofiarnym ruiny gospodarki polskiej. Należy przyznać, że jest w tym sporo prawdy, gdyż w okresie zamożności powszechnej, jak w czasach I Rzeczpospolitej, można pozwolić sobie nawet na dokarmianie szczura i można mieć z tego uciechę. Jednak, gdy głód nastanie, szczur bierze w skórę za to wszystko, co przeżarł i co zamierza przeżreć. W okresie klęsk i kataklizmów nie może być miejsca dla pasożytów. Takie jest prawo natury. Pasożyci narodowi również mu podlegają. Tym należy tłumaczyć ogólnoświatowy zasięg niechęci do żydów.
 
Wprawdzie nasza sytuacja jest trudna, ale nie jest beznadziejna. Zawsze jest warto starać się poprawić swoje położenie. Lepiej jest zapalić choć jedną świecę, aniżeli bezczynnie tkwić w ciemnościach. Istnieją wszelkie podstawy by wierzyć, że po tragicznym okresie międzywojennym i jego konsekwencji logicznej, drugiej wojnie światowej, oraz po łaźni nam zgotowanej, tuż po zakończeniu wojny, przez "mędrców Syjonu", staniemy się mądrzejsi i dokonamy zwrotu w naszym postępowaniu oraz w sposobie myślenia. W dalszej części tego rozdziału, podam kilka myśli, które mogą być wykorzystane w programie odrodzenia narodowego.
 
Skoro Pan Bóg stworzył człowieka jako istotę społeczną i polityczną, błędem byłoby stronić od polityki. Byłoby to zadawaniem gwałtu porządkowi naturalnemu, gdyż człowiek apolityczny jest takim samym zwyrodnieniem jak człowiek aspołeczny. Stąd, w rzeczywistości socjaldemokratycznej, naród musi posiadać własną partię polityczną, która będzie bronić żywotnych interesów narodowych, politycznych i gospodarczych, tak wewnątrz kraju, jak i na zewnątrz. Bez skrystalizowanego przedstawicielstwa i przywództwa, naród nie może mieć przyszłości świetlanej , gdyż wówczas podupada suwerenność państwowa. Każda forma okupacji, jako doraźna i eksploatująca, degeneruje naród i dewastuje kraj. Stąd, istnienie partii narodowej jest sprawą życia i śmierci.
 
Dalej, wszelkie synkretyczne dewiacje polityczne, jak unie partyjne w rodzaju Konfederacji Polski Niepodległej, Chrześcijańskiej Demokracji i Chrześcijańskiej Partii Pracy(?), są natury dywersyjnej, gdyż zazwyczaj są powołane przez siły narodowi obce i wrogie. Kryją się w nich wszelkie szumowiny polityczne. Bezpiecznie. Powiedzmy, KPN nawiązująca otwarcie do tradycji Konfederacji Barskiej, czyli konfederacji pracującej dla interesów sił obcych, od początku była jaczejką socjaldemokratów, volksdojczy oraz Ukraińców.
 
Wojna zwolenników KPN ze zwolennikami KSS "KOR" była wojną zaplanowaną, doraźną, wojną cynicznie wykorzystującą dezorientację rywalizujących stron. Nic więc dziwnego, że żyd, który zrywał plakaty KPN i torpedował akcje protestacyjne, jako godzące w doraźne interesy KSS "KOR", nieco później witał Leszka Moczulskiego, w Toronto, z otwartymi ramionami. Niestety, naród pozbawiony przywództwa naturalnego zawsze musi szukać nadziei dla siebie w szarlatanerii politycznej.
 
Siły, które niszczą nasz naród, posiadają charakter rewolucyjny. Zatem, jest niemożliwe, aby móc je pokonać jednym cięciem miecza. Tutaj, jest konieczna walka nieustanna. Stąd, jest konieczne, aby mieć skrystalizowany program polityczny i ciągłe przywództwo. Zawsze będziemy musieli odbudowywać to, co nam obca przemoc zniszczy. Żyd, dążący do wiecznej nirwany dla siebie, jako utopista, nigdy nie spocznie, nigdy nie nasyci się i zawsze będzie niszczył.
 
To samo można powiedzieć o całym ruchu socjalistycznym, którzy żydzi utworzyli. Dalej, chcąc mieć w kraju postęp, nie możemy ograniczyć naszego działania wyłącznie do naprawiania szkód.
 
Musimy budować rzeczy nowe. Tym samym, nie wolno nam prowadzić stylu życia jałowego i bumelanckiego. Narodowcy w Polsce powinni starać się organizować rozważnie wyselekcjonowaną grupę ludzi w skuteczną siłę polityczną, która będzie siłą polską i rozwojową. Cywilizacja i kultura narodowa zostają zachowane przez ludzi świadomych oraz zdyscyplinowanych, którzy tak długo stawiają czoła nawarstwiającym się problemom, aż nie znajdą rozwiązania. W tym przypadku, nie może być miejsca dla mięczaków bujających w obłokach i chowających głowę w piasku przy lada niepowodzeniu; nawet jęcząc "O Maryja!".
 
Zawsze musimy zachować inicjatywę we własnych rękach. Dla nas, nawet zwycięstwo połowiczne jest przegraną. Nie zapominajmy też, że dzięki zwycięstwom połowicznym bolszewicy mogli Rosję utopić we krwi i trzymać w niewoli przez dziesiątki lat. Rosji zabrakło męża, który rozwiązał-by "problem żydostwa" raz na zawsze. Rosjanom zabrakło Światosława. Brak sprecyzowanej idei twórczej zawęża możliwość stawiania oporu i walki.
 
Naród staje się bezradny w konfrontacji z fanatyzmem, który jest zdolny wywołać pożogę nieposkramialną. Zatem, żyd fanatyczny zawsze pali, morduje i zwycięża. Wypływa stąd wniosek oczywisty, że o ile nie da się fanatyka powiesić, to przynajmniej należy go zamknąć w żelaznej klatce. Tego wymaga nasz byt narodowy i nasze bezpieczeństwo.
 
W każdym narodzie przytłaczająca większość ludzi jest neutralna ideologicznie. Po prostu, maszerują w tłumie bezmyślnie. Są to urodzeni indyferenci, którzy zawsze lgną do najsilniejszych i starają się robić to, co jest "modne". Powiedzmy, kiedy stanie się normą zażywanie narkotyków, pedofilia, kopulacja obłędna i opilstwo, przyjmą to wszystko bez większego "ale". Z kolei, kiedy wzorcem życia będzie samodyscyplina, poczucie patriotyzmu, czystość ciała i duszy, to masy podążą w tymże kierunku. Po to jest nam potrzebna siła polityczna, która spopularyzuje zdrowe prowadzenie się. Chodzi o to, aby cały naród polski był dalekowzroczny, aby był przygotowany moralnie, duchowo i fizycznie do przyjęcia swojego przeznaczenia, do spełniania misji dziejowej, która powierzył nam Stwórca wszechmocny. Naród potrzebuje przywództwa, o ile pragnie dojść do czegoś wartościowego.
 
Tak, istnienie partii narodowej jest koniecznością. Powinna propagować wśród Polaków nadzieję na poprawę sytuacji w kraju. W tym celu, musi wzbogacić świadomość narodową Polaka przeciętnego, musi dopomóc mu zrewidować utarty i naiwny sposób patrzenia na wydarzenia w kraju i na świecie, kształcąc i uświadamiając politycznie. Musi dopomóc mu wyjść z marazmu duchowego i chaotycznej improwizacji w działaniu, by mógł zużyć cały swój zapał i energię na rozwój kultury i gospodarki narodowej. Celem partii narodowej powinno być jednoczenie Polaków celowo skłócanych ze sobą. Powinna odbudowywać nadwerężoną solidarność narodową. Powinna ukierunkowywać ich życiowo w oparciu o trwałe ideały narodowe, które powinny być na nowo przemyślane, dopasowane i uaktualnione. Warto zastanowić się do czego zmierzamy i w jaki sposób. To dopomoże nam trzymać się wytyczonego kursu. Skoro okoliczności się zmieniają, musimy ciągle korygować naszą strategię postępowania, dostosowując ją do nowych warunków.
 
Łatwo jest bowiem popaść w rutynę, która staje się sztuką dla sztuki. Czas już najwyższy, aby przestać oglądać się na tych narodowców, którzy ściskali dłoń Romanowi Dmowskiemu, a teraz są zapatrzeni z cielęcym zachwytem we własną jałowość polityczną. Pozostawmy samym sobie opiekunów świętego płomienia z Alma Terrace w Londynie. Ich hipochondria polityczna jest nieuleczalna. Nie usiłujmy budować "Wielkiej Polski" zapatrzeni w dezerterów. Nie bujajmy w obłokach, panowie.
 
Partia narodowa powinna stworzyć silną opozycję dla wszelkich szantaży wewnętrznych i zewnętrznych. Wielokulturowość i odruchy separatystyczne piątych kolumn etnicznych powinny być poskramiane w sposób zdecydowany i konsekwentny. W tym celu, należy przywrócić respekt dla samodyscypliny, tężyzny duchowej i fizycznej oraz wyrobić pełne poczucie odpowiedzialności za czyny własne. To członkowie partii narodowej powinni być zachętą dla innych, wzorem męstwa i zdyscyplinowania. Powinni uczyć innych jak należy stawiać opór degeneracji narodowej, hipokryzji i modnemu dzisiaj obłędowi wielokulturowości.
 
Nie należy łudzić się, że pod rządami socjaldemokratów procesy sądowe nas ominą. Jednak, każdy proces sądowy, wytoczony przeciwko nam przez pasożyta narodowego, musi być wykorzystany do politycznego uświadamiania narodu oraz do zwiększenia naszej popularności. Szczególnie żydzi lubują się w procesowaniu. Należy zmusić ich, aby atakując nas opłacali koszty naszej reklamy. Po to są nam potrzebni wysoko wykwalifikowani prawnicy, naukowcy i dziennikarze.
 
W stadium obecnym, partia narodowa powinna skoncentrować się na dwóch kierunkach działania: powszechnej edukacji narodowej oraz na budowaniu kadr i przywództwa naturalnego. Partia narodowa musi wyczulić wrażliwość Polaków na ważne zagadnienia dotyczące zdrowia moralnego oraz gospodarności i zamożności. Musi zachęcać do politykowania aktywnego. Grupie politycznej, zdolnej do myślenia samodzielnego oraz krytycznego, potrzebny jest zdrowy klimat duchowy i dostęp do prawdy historycznej, która jest zebranym doświadczeniem przeszłych pokoleń. Dzięki temu, każde pokolenie następne nie musi odkrywać koła na nowo. Może je najwyżej ulepszyć.
 
Dzięki znajomości prawdy historycznej, nasze plany na przyszłość będą wyrazistsze i realniejsze. W tym celu, jest konieczny własny kolportaż filmów, książek, broszur, gazet, ulotek, plakatów itp. Są konieczne pogadanki szkoleniowe, wykłady i dyskusje. Dobrym terenem do działania są tutaj wyższe uczelnie i szkoły średnie. W przyszłości, powinniśmy mieć własną stację radiową i stały dostęp do telewizji. Nie wolno nam pozostawić bez opieki ani jednego powiatu na terenie całego kraju. Ludzie dobrej woli są wszędzie. Nie wolno pozostawić ich na pastwę losu. Bowiem, każde zaniedbanie obraca się przeciwko gospodarzowi. Przecież, chcemy być gospodarzami we własnym kraju. Nieprawdaż? Rząd polski powinien czuć, że musi rozliczyć się przed narodem z każdej swojej decyzji i z każdego popełnionego błędu.
 
Celem naszego działania jest zapewnić bezpieczeństwo i dobrobyt dla narodu polskiego, jest zachować jego kulturę i tożsamość biologiczną, gdyż te rzeczy łączą nas w jedną całość. Kiedy naród traci znaczenie polityczne, traci również znaczenie kulturalne. Staje się "wspólnotą" gotową, aby ktoś po nią sięgnął i zaprowadził Kulturkampf. Utrata moralności nieuniknienie prowadzi do utraty odwagi, do utraty ducha walki i poczucia własnego honoru, i co najważniejsze, prowadzi do utraty poczucia przynależności. Poczucie tożsamości narodowej jest konieczne, gdyż z niej rodzi się poczucie odpowiedzialności.
 
Naród, który pragnie być silny, zawsze będzie czuł się bezpiecznie. Wszelkie szukanie bezpieczeństwa bez własnej siły jest dziecinadą. Prawdziwa przyjaźń z sąsiadami opiera się wyłącznie na respekcie obopólnym. Powiedzmy, Niemiec, szydzący z nas i gardzący nami, nie zapewni nam bezpieczeństwa; nawet, gdyby tego pragnął. Brak równowagi ciśnienia w powietrzu zawsze powoduje przeciągi. Dzięki przeciągom, od czasów Reformacji chodzimy zasmarkani. Nawet wówczas, kiedy usiłowaliśmy zadzierać nos do góry. Naród silny nie musi dopraszać się o poważanie. To przychodzi samo.
 
Należy powiedzieć otwarcie, że naród ze zniekształconą historią, jak rozbiory i niewola, jest narodem z chorą pamięcią narodową. Jego położenie jest bardzo ciężko zmienić, gdyż marzenia mas zawsze są zachowawcze. Grzesznikowi jest bardzo trudno zawrócić ze złej drogi i przerwać złą passę. Tym bardziej, iż katolicki naród polski, jako naturalny wróg kalwinizmu i kabalistów, otrzymał wiadomość, że nie będzie Wielkiej Polski. Na nieszczęście, Polacy poczęli ignorować istnienie tego faktu. Zabrakło zrozumienia, że bałagan w kraju, zdrada i krwawe jatki są inspirowane z zewnątrz. To dziwne, że od czasów Reformacji katolicyzm idzie w parze z nieudolnością polityczną. Sądzę, że gubi nas miłość do tasiemca z pejsami, powiązana z obsesją przebaczania. Niestety, postępowanie błędne, z powodu ignorancji, może być usprawiedliwione tylko wówczas, kiedy ignorancja jest wymuszona, a nie przyjęta dobrowolnie.
 
Pragnę tutaj przypomnieć, że akt miłosierdzia jest wyrażany przez przebaczenie, które nie jest wyrazem uczucia, lecz darem. Jest rezygnacją z roszczenia pretensji. Z tego też względu, żyd talmudyczny nie może przebaczyć gojim, gdyż zabrania mu to jego religia. Spodziewać się przebaczenia od żyda jest wielką naiwnością i niebezpieczną ignorancją. Jest rozbudowywaniem utopii. Niebezpieczeństwo zawiera się w tym, że miłosierdzie nie posiada granic i błędnie użyte może doprowadzić do samozagłady narodowej. Jedynie sprawiedliwość jest skończona i proporcjonalna do uczynków. Zatem, w stosunku do żyda powinniśmy kierować się sprawiedliwością, a nie miłosierdziem. Karanie nikczemności i złych uczynków nie jest złe, gdyż ból spowodowany karą jest mniejszym złem w oczach Pana Boga aniżeli grzech. To świat hedonistyczny uznał, że ból jest większym złem od grzechu i nieustannie powtarza refren piosenki "We don't want another hero..."(Nie chcemy kolejnego bohatera). Nie dziwię się w ogóle, iż motłoch go nuci; ale to, że wtóruje mu Episkopat Polski, dziwi mnie bardzo i napawa niepokojem.
 
Wprawdzie, w obecnej sytuacji politycznej, nie jesteśmy w stanie usunąć naturalnych konsekwencji błędów politycznych popełnionych przez naszych przodków, jednak możemy i jest w naszym obowiązku nieustannie nanosić poprawki, w granicach naszych możliwości.
 
Do pewnego stopnia, możemy rozkazywać nawet fatalizmowi narodowemu. Od nas tylko zależy, jak wielkie będziemy ponosić szkody w wyniku przebiegłych intryg naszych wrogów odwiecznych. Jedno jest pewne, iż marsz po sinusoidzie, od depresji ogólnonarodowej do narowistego powstania zbrojnego, pogarsza naszą sytuację.
 
Historia nam to dowiodła. Musimy nauczyć się wychodzić z sytuacji przegranej bardziej mocni na duchu, aniżeli nasi pogromcy. Warto tutaj pamiętać o Hiszpanii, która po siedmiu wiekach niewoli dojrzała do złotej ery królewskiej. Jednak, pierwej musiała rozprawić się zdecydowanie ze zdrajcami rodzimymi. Naród, który był potężny i upadł, nigdy nie urośnie w potęgę na starych zasadach. 0 ile uda mu się stanąć mocno na nogach, to tylko dlatego, że zmienił swoje wnętrze. W tym celu, już dzisiaj musimy wychowywać pokolenie Polaków na jutro. Nasz program działania musi być programem długofalowym. Zatem, może zakończyć się powodzeniem tylko wówczas, gdy stworzymy organizację samowystarczalną w sensie ekonomicznym, fizycznym i moralnym. Do tego celu musimy zwerbować ludzi wyjątkowych, ludzi gotowych do poświęceń i zobowiązań długoterminowych.
 
Należy zbudować taką strukturę organizacyjną, która w każdej chwili będzie w stanie przejąć ster państwa we własne ręce. Tak, to jest nasz cel podstawowy. Musimy więc przygotować się do samoobrony tak prawnej, jak i fizycznej.
 
Budowanie kadr musi opierać się na przemyślanej i ostrożnej selekcji, na rozmowie w cztery oczy i podpisaniu opracowanego przez nas zobowiązania, którego złamanie może pociągnąć za sobą konsekwencje natury prawnej oraz fizycznej. Musi obowiązywać żelazna zasada, iż to my decydujemy o przyjęciu, a nie zgłaszający się do nas kandydat. Student powinien werbować sprawdzonego studenta; inżynier, inżyniera; lekarz, lekarza; pedagog, pedagoga; rzemieślnik, rzemieślnika; żołnierz, żołnierza; rolnik, rolnika itd. , itd. Członkiem partii narodowej może być każdy, kto posiada narodowość polską i ukończył osiemnasty rok życia. Kryterium dla stanowisk kierowniczych i przywódczych powinien być wiek trzydziestu lat i pięcioletnie członkostwo w partii narodowej. Pod żadnym względem nie mogą być przyjmowani na członków partii narodowej masoni, pederaści, lesbijki, pijacy nałogowi i narkomani, kryminaliści - jak gwałciciele, złodzieje i mordercy - oraz ożenieni z kobietami narodowości obcej. W przeszłości, najwięcej szkód narodowi polskiemu wyrządzili Polacy ożenieni z żydówkami. Skoro naszym celem jest być wzorem i siłą przewodnią dla własnego narodu, więc musimy unikać obecności w naszych szeregach wszelkich pasożytów.
 
Szlachectwo zobowiązuje.
 
Członkowie partii narodowej powinni opłacać dobrowolnie ustalone składki miesięczne i w zamian powinni regularnie otrzymywać biuletyn partyjny omawiający bieżące sprawy organizacyjne. To może zachęcić członków do działania, a zniechęcić do bezczynności i narzekania bezproduktywnego.
 
Wiadomo, nie obejdzie się bez konfliktów w łonie partii narodowej. Przecież, to narodowcy obecnie są znani w kraju i na świecie z pyskówek i waśni wzajemnych. Każdy przywódca ugrupowania narodowego w kraju wydaje się myśleć, że jest największą żabą w swoim bajorku i unika skoku do bajora sąsiada, aby tam przypadkiem nie spotkać żaby większej. Pragnie wierzyć, że jest superżabą. Na tę głupotę nie ma lekarstwa. Ogólnie rzecz biorąc, konflikty są nie do uniknięcia.
 
Rodzaj ludzki zawsze zmagał się z konfliktami. Najlepszym tego dowodem są niekończące się procesy sądowe i wojny. Chociaż, istnienie konfliktów nie zawsze musi zwiastować klęskę. Nie oznacza też utraty kontroli nad sytuacją. Zawsze jesteśmy oceniani nie tyle na podstawie zaistniałych konfliktów, ile w oparciu o to, co z tymi konfliktami uczyniliśmy.
 
Konflikt zawsze odsłania emocje ludzkie i pozwala poznać hierarchię wartości toczących spór. Czasami, konflikty są prowokowane celowo, aby móc poznać wnętrze ludzi. Utarte mniemanie, iż pozostawienie konfliktu samemu sobie rozwiąże problem zaistniały, jest mitem, Problem, pozostawiony bez kontroli, może przybrać na intensywności. Czasami wygasa samoczynnie. W każdej z tych sytuacji, nadal pozostaniemy ignorantami co do powodów sporu. Mitem jest również mniemanie, że każdy konflikt musi być rozwiązany natychmiast. Często, szukanie rozwiązania na siłę paraliżuje wszelką inną działalność organizacyjną, szczególnie twórczą i rozwojową. Wówczas, przestajemy być zdolni patrzeć na życie perspektywicznie. Każdy konflikt jest źródłem szans życiowych. Ludzie przedsiębiorczy widzą w problemach szansę dla siebie. Z kolei, niedołęgi widzą w szansy dla siebie same problemy.
 
Słabe przywództwo jest zazwyczaj bierne. Tam, nie może być poważania; a więc, nie może być autorytetu. Przywódca-niedołęga na wieść o konflikcie zazwyczaj reaguje następująco:
  • Chciałbym, lecz..
  • Bardzo mi przykro, ale...
  • Pod warunkiem, że...
  • Oni chyba nie mają racji... itd.
 
To prawda, że tytuł naukowy, czy pozycja w partii narodowej, może ułatwić władanie innymi. Jednak, autorytet wymaga poszanowania, na które trzeba zapracować. Robienie uników, przyjmowanie strategii "żyj i pozwól żyć innym", może być dobre wyłącznie w przypadku sporadycznych konfliktów z ludźmi nas irytującymi. Jednak, w przypadku konfliktów na tle rywalizacji, problem musi być rozwiązany. Jesteśmy bowiem bliżej wojny domowej. Tutaj, ma miejsce szczegółowe rejestrowanie błędów i przewinień, dochodzi do pyskówek krasomówczych, a świadkowie dzielą się na obozy i w zacietrzewieniu dyskutują nad problemami wyfantazjowanymi, posługując się przy tym frazesami. Słowa przesady, jak "nigdy" oraz "zawsze", padają coraz częściej. Tak, to członkowie kulejącej organizacji stanowią problem rzeczywisty. Doszło bowiem do podziału na "my" i "oni". Doszło do braku zaufania wzajemnego. Sarkazm i cyniczne próby wykorzystywania wszelkich dostępnych informacji przeciwko "im" pogarszają sytuację.
 
Tutaj, rozjemca" powinien starać się wyjaśnić wszelkie uogólnienia; np. "Kto to są oni?". Należy wytykać wszelkie pominięcia celowe oraz wyolbrzymianie faktów. Odpowiedzialnością za spór należy obciążyć wszystkie strony. Nie należy zmuszać do kompromisu, gdyż kompromis jest na ogół odbierany jako poddanie się. Raczej, należy zachęcać do zgody. Dobra strategia jest sadzanie walczących kogutów obok siebie. Nigdy nie sadzajmy ich po przeciwnej stronie stołu. To może zaostrzyć sytuację.
 
Pozostawienie rywalizacji samej sobie wypacza sposób myślenia członków organizacji i wyolbrzymia problemy. Wówczas, widzimy rywala bardziej wrogim, aniżeli jest nim naprawdę. Myślenie w stylu: "my" albo "oni", "czerwoni" albo "bezbarwni", "czyści" albo "brudni" itp., nieuniknienie prowadzi do wojny domowej. Wówczas, chęć do zwycięstwa przeobraża się w chęć do polowania. Tutaj, motywacja działania jest już pozbyć się strony przeciwnej. Prywata zostaje utożsamiona z "dobrem Stronnictwa". Mnoży się ilość grupek "narodowych"; najczęściej, dwu i trzyosobowych. Dalej, zawartość grupki staje się o wiele ważniejsza, aniżeli zawartość całego Stronnictwa. Utrata myślenia perspektywicznego i rozwojowego jest tutaj wspólna dla wszystkich. - Czy nie mam racji, panowie narodowcy?
 
Skoro już doszło do rozbicia dzielnicowego, to jest konieczne utworzyć zespół interwencyjny, który będzie neutralny w stosunku do zwalczających się ugrupowań narodowych. Lista kandydatów na członków zespołu interwencyjnego powinna być obszerna. Każde z ugrupowań proponuje swoich kandydatów. W czasie wyboru zespołu interwencyjnego przedstawiciele każdego ugrupowania skreślają po jednym kandydacie z listy. Skreślanie trwa dopóty, dopóki na liście nie pozostanie uprzednio ustalona liczba członków.
 
Wybrani członkowie zespołu interwencyjnego powinni unikać roli zbawców; bowiem, to do zwaśnionych ugrupowań należy obowiązek dojścia do porozumienia. Podobnie, muszą odrzucać wszelkie formy zastraszania, szantażu i przekupstwa, np. motywując to warunkami stawianymi przez sterylnie czystych opiekunów świętego ognia z Londynu. Szantaż zawsze jest potwierdzeniem powagi sytuacji.
 
Zespół interwencyjny powinien rozważyć programy wszystkich ugrupowań oraz ich pretensje do innych. Powinien mieć na względzie to, że opinie raczej reprezentują "widzi mi się", a nie rzeczywistość. Poszukując faktów, doprowadza do negocjacji pojednawczych. 0 ile to nie skutkuje, należy przystąpić do arbitrażu. Wówczas, ugrupowania MUSZĄ przyjąć opracowane postanowienia zespołu interwencyjnego, albo opuszczają Stronnictwo Narodowe (partię narodową). Bez użycia siły tutaj się nie obejdzie. Ci, co odejdą, nadal mogą usiłować wypełniać swoją "misję świętą", ale odcięci od narodowców z czasem rozpłyną się w nicość. Nie łudźmy się, na tym etapie zacietrzewienia arbitraż jest konieczny. Tutaj, żadne głosowanie i apelacje listowne do sumienia intrygantów nie usuną waśni wzajemnych.
 
Głosowanie jest wymysłem demokracji i spełnia rolę placebo. Może decydować o wyborze opinii, ale nie jest w stanie zapanować nad pragnieniami poszczególnych osób. Przeciwnie, głosowanie może zaognić spór, gdyż tworzy policzalne zbiory zwycięzców i pokonanych. Przecież, nie bez powodów skłócająca naród polski żydodemokracja tak kurczowo trzyma się głosowania, które organizuje i "liczy głosy". Ci narodowcy, którzy naprawdę pragną zjednoczyć się, powinni wymienić pomiędzy sobą informacje, studiować różnice i podobieństwo, co umożliwi obrać stanowisko możliwe do przyjęcia przez innych. Dalej, jednoczące podejście do zagadnienia likwidacji ugrupowań i do utworzenia partii narodowej zachęci uczestników do myślenia twórczego. Podstawową zasadą każdego działania sprawnego jest wiedzieć dokąd się zmierza i czego się pragnie. To dodaje nam zdecydowania i ułatwia podejmowanie decyzji trafnych. Musimy ustalić normy postępowania przejrzyste i określone jednoznacznie. Każde jednoczenie i godzenie wymaga cierpliwości, a więc wymaga czasu oraz dobrej woli wszystkich uczestników. Dobrą jego strona jest to, że przy okazji ułatwi ujawnić wilki w owczej skórze, które istnieją i są gorzką rzeczywistością. Bez tego, nie byłoby problemu rozbicia i skłócenia. Bez przesiewu organizacyjnego nie może być rozwoju. Wręcz przeciwnie, zagrozi nam działalność samoniszcząca.
 
Może jeszcze jedna uwaga odnośnie jednoczenia ruchu narodowego. Pójście na kompromis jest dobre tylko wówczas, gdy strony skłócone mają rację. W sytuacji, gdy choć jeden z uczestników sporu jest w błędzie, kompromis prowadzi do błędu i jest stratą czasu. Dalej, jednoczenie mija się z celem, kiedy ugrupowania narodowe są nastawione na walkę. W takiej sytuacji, dyktatura jest koniecznością. Przywódcy ruchu narodowego nie mogą dopuścić, aby ich partia stała się ekumeniczną Świątynią Zrozumienia. Bowiem, więź ludzi w organizacji charytatywnej jest bardzo wątła. Indyferenci zawsze garną się tam, gdzie spodziewają się większych korzyści dla siebie. W przypadku partii przewodzącej własnym narodem, na dobre i na złe, to nie może mieć miejsca. Szczególnie dzisiaj, kiedy "nowy porządek w świecie" stuka do drzwi.
 
Na zakończenie pragnę dodać, że obecne rozbicie ruchu narodowego nie jest jeszcze katastrofą. Połączenie miernoty nie zawsze daje siłę. Powiedzmy, pięciu zdechlaków wziętych do kupy nie utworzy giganta. Ruchowi narodowemu potrzebna jest siła, a nie łączenie słabości. Lepiej jest mieć mniej członków, lecz ze zdrowymi i rozsądnymi ideami, aniżeli tłum głupców i marzycieli. Być może, iż drogą współzawodnictwa uda się uzyskać przywódców, którzy samodzielnie poprowadzą naród. Jednak, każda selekcja naturalna wymaga czasu i cierpliwości.
 
Finałem życia każdego człowieka jest śmierć. Jedyne, co się liczy w życiu doczesnym, to jaki wywarliśmy wpływ na życie swojej rodziny i swojego narodu. Jakkolwiek, sukces za życia jest zwodniczy i nie należy kierować się nim podejmując decyzje ważne. Weźmy, dla przykładu, Sanhedryn żydowski i Jezusa Chrystusa. W Wielki Piątek Sanhedryn tryumfował, a Chrystus, jako człowiek, przegrał z kretesem. Pierwsi chrześcijanie również przegrywali z kretesem. Jednak, proszę sobie przypomnieć co zaczęło dziać się w pięćset lat po Wielkim Piątku. Po Kajfaszu i Judaszu nie pozostało nawet zepsute powietrze. Zatem, nie narzekajmy i nie zazdrośćmy, że Michnikowi wiedzie się lepiej. To jest złudzenie i Kahał dobrze o tym wie.
 
Parcie ze strony zachodzących wydarzeń w świecie może wywołać nowe wydarzenia, których nie będą w stanie zatrzymać opłacane przez żydów hordy amerykańskiej piechoty morskiej i jej lotnictwa wspartego szpiegostwem satelitarnym. Świat znowu zazna szoku, gdyż ponownie staną twarz w twarz dwie potężne siły, jak dwa tysiące lat temu. Narody udręczone od dawna oczekują na pojawienie się Tytusa, który je poprowadzi. Nie sądzę, aby kalwinizm judaistyczny był w stanie nadal tryumfować. Kto sztyletem i trucizną wojuje.. .
 
Autor: Romuald Gładkowski (Toronto)
Przeformatowała i udostępniła: Krystyna Trzcinska (Gładkowska).

KOMENTARZE

  • @@@!
    https://i2.wp.com/www.pch24.pl/images/min_mid_big/mid_42683.jpg Ciąg dalszy katolickich rekolekcji z udziałem rabina. Przedstawiciel judaizmu… tylko udawał żyda!..Polakiem z Ciechanowa, a nie żydem z Izraela okazał się być Jacek Niszczota (znany dotąd jako Jacoob Ben Nistell). Mężczyzna przez wiele lat pełni w poznańskiej Filii Gminy Żydowskiej odpowiedzialne funkcje związane z przygotowaniami szabatu i samym świętem. Co ciekawe, jako rabin wziął udział w kontrowersyjnych katolickich rekolekcjach, w których oprócz przedstawiciela katolicyzmu oraz judaizmu głos zabierał islamski imam. Pod koniec marca informowaliśmy o rekolekcjach, jakie zorganizowano dla uczniów poznańskiego Zespołu Szkół Zawodowych nr 1. Odpowiedzialny za nie ks. Radosław Rakowski w swoim zamyśle chciał, by młodzi ludzie dowiedzieli się czegoś nie tylko o wierze katolickiej, ale i o innych istniejących na świecie wyznaniach monoteistycznych: islamie i judaizmie. Jak się okazuje, mozaistów reprezentował jednak nie prawdziwy żydowski rabin, a podszywający się pod niego Polak z Ciechanowa. „Głos Wielkopolski” przeprowadził śledztwo dziennikarskie, którego wyniki obnażyły wieloletnie fałszerstwo. Jacoob Ben Nistell wcale się tak nie nazywa, nie pochodzi z Izraela, nie ma rodziny w tym kraju, nie jest wyznawcą judaizmu, rabinem ani nawet żydem. „Kiedy odkryliśmy jego prawdziwą tożsamość próbował wprowadzić nas w błąd podając się za rosyjskojęzycznego obcokrajowca oraz brygadzistę w hurtowni we Wrocławiu” – czytamy na gloswielkopolski.pl. „Podający się za Ben Nistella pełni w Filii Gminy Żydowskiej w Poznaniu ważną funkcję. Według Almanachu Żydowskiego Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP jest osobą odpowiedzialną za religijne przygotowanie oraz prowadzenie szabatu i świąt. Wiele razy występował też jako reprezentant FGŻ na oficjalnych uroczystościach. Głośno o nim na cały kraj stało się dopiero przed Wielkanocą, gdy jako rabin wziął udział wraz z imamem w rekolekcjach” – donosi „Głos Wielkopolski”. Fałszywy żyd robił na wielu dobre wrażenie. Okazał się być na tyle wiarygodnym, że przedstawił judaizm uczniom poznańskiej szkoły średniej.
    Źródło: gloswielkopolski.pl, poznan.naszemiasto.pl
    MWł
    Read more: http://www.pch24.pl/ciag-dalszy-katolickich-rekolekcji-z-udzialem-rabina–przedstawiciel-judaizmu—-tylko-udawal-zyda,42683,i.html#ixzz46JeHrgZ0 A ten pan też udaje? https://youtu.be/3lC0u7l9gtw Ps..Ten kraj to był Polin już przed wojną. Wasze są ulice nasze kamienice. 40% ludności Warszawy przedwojennej to byli żydzi. O takiej Łodzi już nie wspomnę. Komunę jakoś przetrwali, bo przynajmniej nikt ich nie mordował, jak Niemcy w latach wojny. Teraz w wolnej (???) Polsce wychodzą z ukrycia i zaczynają realizować postanowienia z "Protokołów mędrców Syjonu". A niby skąd wzięła się ta fala imigrantów, co ? Destabilizacja Europy jest bardzo na rękę lobby żydowskiemu mającemu wielkie wpływy i władzę w świecie. Miłujcie nadal swoich prześladowców. Już Polacy powoli znikacie z mapy. Ps..II... Ronit Elkabetz nie żyje.(a chooj mnie to jako Polaka obchodzi!)
    http://film.onet.pl/wiadomosci/ronit-elkabetz-nie-zyje-aktorka-i-rezyserka-miala-51-lat/e3yy5l
    Czemu redaktor niemieckiego Onetu uważa, że Polacy powinni na dzień dobry przeczytać dzisiaj powyższe epitafium o kimś nieznanym w naszym kraju? Niemieckie wyrzuty sumienia? Pytam i zastanawiam się w jakim kraju my żyjemy, że jedną z głównych wiadomości jest wiadomość o śmierci jakiejś mało znanej żydowskiej reżyserki??? W jakim kraju my żyjemy, że najdroższe muzeum, jakie się tu wybudowało za pieniądze polskiego podatnika, to Muzeum Historii Żydów Polskich o dziwnie brzmiącej nazwie "Polin"???, które kosztowało polskich podatników ponad 300 mln zł, a jego utrzymanie kosztuje polskiego podatnika oczywiście kolejne kilkanaście mln zł rocznie! W jakim kraju my żyjemy, że prezydenci tego państwa i miast zakładają mycki??? W jakim kraju my żyjemy, że nie masz dnia bez reminiscencji o "holocauście" żydów (którzy zawłaszczyli dla zagłady żydów termin holocaust, który ma szersze znaczenie). W jakim kraju my żyjemy, że z pieniędzy publicznych tego kraju dopłaca się po 135 $ miesięcznie do emerytur co najmniej 50 000 żydów nie mających obywatelstwa polskiego (daje to "skromne" minimum 81 mln $ rocznie)???
    Pytam: CZY TEN KRAJ TO JESZCZE POLSKA CZY JUŻ DEFINITYWNIE POLIN ???
  • @kula Lis 66 20:17:12
    POLSKA (Królestwo POLSKIE, bo tylko tak może się nazywać POLSKA zgodnie z istniejącym prawem!), nigdy nie będzie Polin! Tak jak żydki polskojęzyczne, nigdy nie byli i nie będą POLAKAMI. Zbliża się do końca kres żydów. To niepodważalny fakt. Dlatego tak sie boją Rosji (Słowiańskiej). POLSKA w najgorszym przypadku może przestać istnieć, ale nigdy POLSKA nie przejdzie w żydowskie łapska. Z czego to wynika? No na pewno, nie z tego, że ja tak faktycznie bym chciała, a tylko wynika z międzynarodowego prawa, które przed POLAKAMI jest ukrywane. Wyjaśnienie sprawy jednak nie powinno nastąpić w komentarzu, a tylko w artykule, w którym to co napisałam, musi zostać dogłębnie wyjaśnione i uzasadnione. POLSKA nigdy nie przejdzie w żydowskie łapska, ani nie dosięgnie POLSKI NWO. I żydki dobrze o tym wiedzą! Dlatego tak bardzo chcą POLAKÓW (rdzennych) eksterminować lub zlikwidować (depopulacja), między innymi poprzez mieszanie krwi.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY